O utra­cal­no­ści zbawienia

Kategorie: Łaska a uczynki
Zdjęcie przedstawia ojca trzymającego za rękę swoje małe dziecko, co ilustruje ich wzajemną relację, opartą na miłości i zaufaniu. Wzajemna relacja trwa, jeśli oboje nadal się kochają.

1. Kon­se­kwen­cje nauki „raz zba­wio­ny — na zawsze zbawiony”

Coraz czę­ściej spo­ty­ka się naukę, że ten, kto został raz zba­wio­ny, jest na zawsze zba­wio­ny (wia­rę w nie­utra­cal­ność zba­wie­nia). Nato­miast róż­ne frag­men­ty Nowe­go Testa­men­tu zakła­da­ją moż­li­wość odpad­nię­cia od Boga (apo­sta­zji). Ponie­waż ta pro­ble­ma­ty­ka doty­czy bez­po­śred­nio wie­lu aspek­tów chrze­ści­jań­skie­go życia i nauki o Bogu, czło­wie­ku i zba­wie­niu, chce­my przyj­rzeć się tej kwe­stii i poka­zać, dla­cze­go zaprze­cza­nie utra­cal­no­ści zba­wie­nia nie zga­dza się ze zdro­wą nauką. Ten pogląd pod­wa­ża miłość Bożą, wol­ność i isto­tę czło­wie­ka stwo­rzo­ne­go na obraz i podo­bień­stwo Boże. Pro­wa­dzi on też do zlek­ce­wa­że­nia powa­gi grze­chu i zna­cze­nia wal­ki prze­ciw­ko nie­mu oraz umniej­sza łaskę i świę­tość Bożą, któ­re pro­wa­dzą czło­wie­ka do żalu i uświę­ce­nia. Dla­te­go jeśli ktoś jest chrze­ści­ja­ni­nem, będzie sta­rał się uzy­skać jasność w tej kwestii.

Ponad­to, chce­my poka­zać z Pisma, że to nie dopie­ro świa­do­me odrzu­ce­nie Boga pro­wa­dzi do utra­ty zba­wie­nia, ale już dłu­go­trwa­ły brak goto­wo­ści wyrze­cze­nia się jakie­goś grze­chu ma takie kon­se­kwen­cje. Mamy nadzie­ję, że dzię­ki temu opra­co­wa­niu może­my umoc­nić innych w praw­dzie i ostrzec ich przed zwiedzeniem.

Wszyst­kie frag­men­ty poni­żej cyto­wa­ne są za Biblią Warszawską.

„Bacz­cie, bra­cia, żeby nie było cza­sem w kimś z was złe­go, nie­wie­rzą­ce­go ser­ca, któ­re by odpa­dło od Boga żywe­go.” (Hbr 3,12)

2. Rela­cja z Bogiem

Żywy Bóg pra­gnie żywej rela­cji z nami, ludź­mi. Stwo­rzył nas na swój obraz jako wol­ne isto­ty praw­dzi­wie zdol­ne do dia­lo­gu z Nim. Z miło­ści, któ­ra nale­ży do natu­ry Boga, wyni­ka, że nie trak­tu­je nas On jak mario­net­ki, ale sza­nu­je nasze wol­ne wybo­ry, któ­re nas kształ­tu­ją i mają dla nas pozy­tyw­ne lub nega­tyw­ne skutki.

Żywa rela­cja może powstać jedy­nie na pod­sta­wie nie­przy­mu­szo­nej decy­zji. Jed­nak tak samo, jak może­my zde­cy­do­wać się żyć z Bogiem, jeste­śmy wol­ni, aby odwró­cić się od Nie­go. Nowy Testa­ment wyraź­nie mówi o nie­bez­pie­czeń­stwie utra­ty wiel­kiej łaski zba­wie­nia przez oszu­stwo grze­chu i skoń­cze­nia w zaśle­pie­niu i ciem­no­ści zatracenia.

Gdy więc mówi­my o odpad­nię­ciu od Boga, mamy na myśli utra­tę lub porzu­ce­nie rela­cji z Bogiem.

3. Co mówi o tym Nowy Testament?

3.1. Przy­po­wieść o winorośli

„Ja jestem praw­dzi­wym krze­wem win­nym, a Ojciec mój jest wino­grod­ni­kiem. Każ­dą lato­rośl, któ­ra we mnie nie wyda­je owo­cu, odci­na, a każ­dą, któ­ra wyda­je owoc, oczysz­cza, aby wyda­wa­ła obfit­szy owoc. Wy jeste­ście już czy­ści dla sło­wa, któ­re wam gło­si­łem; trwaj­cie we mnie, a Ja w was. Jak lato­rośl sama z sie­bie nie może wyda­wać owo­cu, jeśli nie trwa w krze­wie win­nym, tak i wy, jeśli we mnie trwać nie będzie­cie. Ja jestem krze­wem win­nym, wy jeste­ście lato­ro­śla­mi. Kto trwa we mnie, a Ja w nim, ten wyda­je wie­le owo­cu; bo beze mnie nic uczy­nić nie może­cie. Kto nie trwa we mnie, ten zosta­je wyrzu­co­ny precz jak zeschnię­ta lato­rośl; takie zbie­ra­ją i wrzu­ca­ją w ogień, gdzie spło­ną.” (J 15,1–6)

Każ­da lato­rośl, któ­ra nie przy­no­si owo­ców, będzie odcię­ta i spa­lo­na w ogniu. Lato­rośl może owo­co­wać tyl­ko, jeśli trwa w krze­wie win­nym, co zna­czy, że jest z nim złą­czo­na. Jest żywo zro­śnię­ta z wino­ro­ślą. Cho­dzi więc o ludzi, któ­rzy trwa­ją w rela­cji z Jezu­sem. Kto nie trwa w tej rela­cji, prze­sta­je wyda­wać owo­ce i będzie — mówiąc obra­zo­wo — wyda­ny na spalenie.

Z tych słów Jezu­sa wyni­ka, że ist­nie­je moż­li­wość utra­ty rela­cji z Nim.

3.2. List do Hebrajczyków

„Jest bowiem rze­czą nie­moż­li­wą, żeby tych — któ­rzy raz zosta­li oświe­ce­ni i zakosz­to­wa­li daru nie­biań­skie­go, i sta­li się uczest­ni­ka­mi Ducha Świę­te­go, i zakosz­to­wa­li Sło­wa Boże­go, że jest dobre oraz cudow­nych mocy wie­ku przy­szłe­go — gdy odpa­dli, powtór­nie odno­wić i przy­wieść do poku­ty, ponie­waż oni sami ponow­nie krzy­żu­ją Syna Boże­go i wysta­wia­ją go na urą­go­wi­sko. Albo­wiem zie­mia, któ­ra piła deszcz czę­sto na nią spa­da­ją­cy i rodzi rośli­ny uży­tecz­ne dla tych, któ­rzy ją upra­wia­ją, otrzy­mu­je bło­go­sła­wień­stwo od Boga; lecz ta, któ­ra wyda­je cier­nie i osty, jest bez­war­to­ścio­wa i bli­ska prze­kleń­stwa, a kre­sem jej spa­le­nie.” (Hbr 6,4–8)

Ci, któ­rzy nawró­ci­li się do Boga, zosta­li oświe­ce­ni i otrzy­ma­li udział w Duchu Świę­tym, a potem powró­ci­li do życia napięt­no­wa­ne­go grze­chem, mówiąc w prze­no­śni, ponow­nie krzy­żu­ją Syna Boże­go i wysta­wia­ją go na urą­go­wi­sko. Wypie­ra­ją się oni mocy zba­wie­nia dane­go im w Jezu­sie, któ­re uwal­nia czło­wie­ka od grze­chu. Tacy ludzie nie mogą się powtór­nie nawró­cić z zatwar­dzia­ło­ści i zaśle­pie­nia, któ­re wybrali.

Tyl­ko o kimś, kto się nawró­cił, moż­na powie­dzieć, że stał się uczest­ni­kiem Ducha Świę­te­go. Poza tym wyra­że­nie „powtór­nie odno­wić i przy­wieść do poku­ty” zakła­da, że ten czło­wiek już raz poku­to­wał, a tym samym, że był już chrześcijaninem.

Na to samo wska­zu­ją sło­wa „ponow­nie krzy­żu­ją Syna Boże­go”, ponie­waż takie oso­by przy­ję­ły już raz w swo­im życiu zbaw­cze dzie­ło Jezusa.

Wyra­że­nie „zakosz­to­wa­li daru nie­biań­skie­go” nie ozna­cza jedy­nie skosz­to­wa­nia odro­bi­ny na pró­bę bez przy­ję­cia go, jak to się cza­sa­mi inter­pre­tu­je. Gdy w Hbr 2,9 napi­sa­no o Jezu­sie, że zakosz­to­wał śmier­ci, nikt nie powie, że nie umarł naprawdę.

„Bo jeśli otrzy­maw­szy pozna­nie praw­dy, roz­myśl­nie grze­szy­my, nie ma już dla nas ofia­ry za grze­chy, lecz tyl­ko strasz­li­we ocze­ki­wa­nie sądu i żar ognia, któ­ry stra­wi prze­ciw­ni­ków. Kto łamie zakon Moj­że­sza, pono­si śmierć bez miło­sier­dzia na pod­sta­wie zezna­nia dwóch albo trzech świad­ków; o ileż sroż­szej kary, sądzi­cie, godzien będzie ten, kto Syna Boże­go pode­ptał i zbez­cze­ścił krew przy­mie­rza, przez któ­rą został uświę­co­ny, i znie­wa­żył Ducha łaski! Zna­my prze­cież tego, któ­ry powie­dział: Pomsta do mnie nale­ży, Ja odpła­cę; oraz: Pan sądzić będzie lud swój. Strasz­na to rzecz wpaść w ręce Boga żywe­go.” (Hbr 10,26–31)

Tak­że tutaj mowa jest o oso­bach, do któ­rych autor listu zali­cza też same­go sie­bie, któ­re „otrzy­ma­ły pozna­nie praw­dy”. To sfor­mu­ło­wa­nie jest w Nowym Testa­men­cie syno­ni­mem przy­ję­cia zba­wie­nia. Ocze­ki­wa­nie na sąd i żar ognia, któ­ry stra­wi prze­ciw­ni­ków może tyl­ko odno­sić się do ludzi, któ­rzy w wiecz­no­ści oddzie­le­ni są od Boga. To, że nie ma już dla nich ofia­ry za grze­chy, wyra­ża, że przed­tem przy­ję­li ofia­rę Jezu­sa — tak samo jak to, że zosta­li uświę­ce­ni krwią przy­mie­rza, zanim ją zbezcześcili.

Według tego frag­men­tu już roz­myśl­ne, czy­li świa­do­me i regu­lar­ne grze­sze­nie pro­wa­dzi do utra­ce­nia zba­wie­nia. Chrze­ści­ja­nin nie odpa­da od Boga dopie­ro, gdy decy­du­je się odrzu­cić swe­go Zba­wi­cie­la, ale już poprzez wkra­da­ją­cy się stop­nio­wo nawrót do grze­chu. Stan koń­co­wy takiej oso­by jest gor­szy niż stan czło­wie­ka, któ­ry nigdy nie został chrze­ści­ja­ni­nem.[1]

3.3. Hebraj­czy­ków 3,12

Przy­to­czo­ny na począt­ku cytat z Hbr 3,12 nawo­łu­je czy­tel­ni­ków do tro­ski o bra­ci i sio­stry w wie­rze, żeby w nikim nie powsta­ło „ser­ce, któ­re by odpa­dło od Boga”. Tu i w innych frag­men­tach widać bli­ski zwią­zek odstęp­stwa od Boga z rezy­gna­cją z głę­bo­kiej i wią­żą­cej wspól­no­ty mię­dzy chrześcijanami.

Cza­sa­mi wysu­wa się kontr­ar­gu­ment, że powyż­sze frag­men­ty nie są skie­ro­wa­ne do chrze­ści­jan. Jed­nak cały ten list zwra­ca się wła­śnie do chrześcijan.

„Pra­gnie­my zaś, aby każ­dy z was oka­zy­wał tę samą gor­li­wość dla zacho­wa­nia peł­ni nadziei aż do koń­ca, aby­ście się nie sta­li ocię­ża­ły­mi, ale byli naśla­dow­ca­mi tych, któ­rzy przez wia­rę i cier­pli­wość dzie­dzi­czą obiet­ni­ce.” (Hbr 6,11–12)

Tak więc adre­sa­ci tego listu to nie, jak twier­dzą nie­któ­rzy, tzw. nomi­nal­ni chrze­ści­ja­nie (tzn. będą­cy nimi tyl­ko z nazwy, któ­rzy wyzna­li Jezu­sa swo­imi usta­mi, ale nigdy się napraw­dę nie nawró­ci­li). Prze­ciw­nie, adre­sa­ci Listu do Hebraj­czy­ków praw­dzi­wie przy­ję­li wia­rę, w któ­rej mają wytrwać do koń­ca, aby się nie sta­li ocię­ża­ły­mi na dobrej dro­dze, na któ­rą wkroczyli.

List zawie­ra też inne napo­mnie­nia, w któ­rych odbior­cy nazy­wa­ni są brać­mi. Wyni­ka z tego, że pomi­mo ich ducho­wej sła­bo­ści byli jed­nak chrze­ści­ja­na­mi. Znaj­do­wa­li się oni w nie­bez­pie­czeń­stwie zanie­dba­nia wspól­no­ty z wie­rzą­cy­mi, ponow­ne­go uwi­kła­nia się w grze­chy i wyni­ka­ją­cej z tego zatwar­dzia­ło­ści. Jako byli Żydzi odczu­wa­li oni tęsk­no­tę za sta­ro­te­sta­men­to­wym kul­tem świą­tyn­nym, ponie­waż przez swo­ją let­niość i brak goto­wo­ści zno­sze­nia cier­pień zapo­mnie­li, że zosta­li oczysz­cze­ni z grze­chów (Hbr 10,23–29).

Z tej spe­cy­ficz­nej sytu­acji opi­sa­nej w liście do Hebraj­czy­ków nie wyni­ka­ją jed­nak żad­ne prze­słan­ki, któ­re by wska­zy­wa­ły, że jego adre­sa­ci nie byli chrześcijanami.

Poza tym nigdzie w Nowym Testa­men­cie nie wystę­pu­je takie­go rodza­ju prze­wrot­ne roz­róż­nie­nie na nomi­nal­nych oraz praw­dzi­wych chrześcijan.

3.4. Utra­ta zba­wie­nia z powo­du przy­ję­cia fał­szy­wych nauk

„Odłą­czy­li­ście się od Chry­stu­sa wy, któ­rzy w zako­nie szu­ka­cie uspra­wie­dli­wie­nia; wypa­dli­ście z łaski.” (Gal 5,4)

W Nowym Testa­men­cie ostrze­że­nie przed utra­tą zba­wie­nia jest ści­śle zwią­za­ne z wezwa­niem do zacho­wa­nia wła­ści­wej nauki. List do Gala­cjan jest tego jasnym przy­kła­dem. W pierw­szym roz­dzia­le Apo­stoł Paweł usil­nie ostrze­ga Gala­cjan, aby nie dawa­li się odcią­gnąć do „innej ewan­ge­lii” (Gal 1,6–9). Z kon­tek­stu wyni­ka, że zwo­dze­niem, któ­re miał na myśli, był wpływ nie­któ­rych Żydów gło­szą­cych, że chrze­ści­ja­nie pocho­dze­nia pogań­skie­go muszą wypeł­niać pra­wo Moj­że­szo­we, jeśli chcą podo­bać się Bogu.

Dla Paw­ła było jasne, że odwró­ce­nie się od Chry­stu­sa, od żywe­go, pro­wa­dzo­ne­go przez Ducha życia z Bogiem do for­ma­li­stycz­ne­go speł­nia­nia czyn­no­ści kul­to­wych ozna­cza „wypad­nię­cie z łaski”. Ponie­waż zba­wie­nie jest dzia­ła­niem łaski Bożej, wypaść z łaski ozna­cza utra­cić zba­wie­nie, odstą­pić od Boga.

W Liście do Gala­cjan 4,11 Apo­stoł wyra­ża oba­wę, że może na próż­no tru­dził się nad Gala­cja­na­mi. Gdy­by nie moż­na było utra­cić zba­wie­nia, takie oba­wy były­by zupeł­nie zbyteczne.

„A Duch wyraź­nie mówi, że w póź­niej­szych cza­sach odstą­pią nie­któ­rzy od wia­ry i przy­sta­ną do duchów zwod­ni­czych i będą słu­chać nauk sza­tań­skich” (1 Tm 4,1)

Pierw­szy list do Tymo­te­usza poka­zu­je, że nowo nawró­co­nym chrze­ści­ja­nom zagra­ża­ła jesz­cze inna fał­szy­wa nauka. Wcze­sna for­ma gno­zy[2] już w cza­sie pisa­nia tego listu odwio­dła nie­któ­rych od wia­ry i spra­wi­ła, że sta­li się „roz­bit­ka­mi w wie­rze” — jak to sta­ło się z Hime­ne­uszem i File­to­sem (1 Tm 1,18–20; 2 Tm 2,17–18).

Jesz­cze innych od wia­ry odwio­dła chci­wość i roz­ma­ite pożą­da­nia (1 Tm 6,6–10; 5,14–15).

3.5. Listy Jana

Cza­sa­mi mogło się zda­rzyć, że ktoś, kto zda­wał się porzu­cić wia­rę, w rze­czy­wi­sto­ści nigdy nie był chrześcijaninem.

Apo­stoł Jan pisze w swo­im liście, w któ­rym rów­nież cho­dzi o błęd­ne nauki gnostyckie:

„Dzie­ci, ostat­nia to już godzi­na. A sły­sze­li­ście, że ma przyjść anty­chryst, lecz oto już teraz wie­lu anty­chry­stów powsta­ło. Stąd pozna­je­my, że to już ostat­nia godzi­na. Wyszli spo­śród nas, lecz nie byli z nas. Gdy­by bowiem byli z nas, byli­by pozo­sta­li z nami. Lecz mia­ło się oka­zać, że nie wszy­scy są z nas.” (1 J 2,18–19)

Fakt, że ci zwo­dzi­cie­le od począt­ku nie mie­li Ducha Świę­te­go i tym samym nie byli rze­czy­wi­ście czę­ścią wspól­no­ty, tłu­ma­czy Apo­stoł tym, że ina­czej zosta­li­by wśród chrze­ści­jan. Komuś może wyda­wać się, że Jan wyra­ził tu pew­ną regu­łę mówią­cą, że po samej wier­no­ści moż­na roz­po­znać, kto jest, a kto nigdy nie był chrze­ści­ja­ni­nem. Jed­nak już okre­śle­nie „anty­chryst” wyra­ża, że cho­dzi tu raczej o ini­cja­to­rów błęd­nych nauk, a nie o wie­rzą­cych, któ­rzy nie docho­wa­li wier­no­ści. Ponie­waż Jan w innych frag­men­tach swo­je­go listu zakła­da w oczy­wi­sty spo­sób moż­li­wość utra­ty zba­wie­nia (zobacz kolej­ny frag­ment), sytu­ację tych osób nale­ży rozu­mieć jako wyjąt­ko­wą. Gno­sty­cy pró­bo­wa­li infil­tro­wać wspól­no­ty chrze­ści­jań­skie, uży­wa­jąc chrze­ści­jań­skie­go słow­nic­twa, lecz wią­żąc je z cał­kiem odmien­ną tre­ścią — przez co młod­szym w wie­rze, nie­umoc­nio­nym chrze­ści­ja­nom mogło być trud­niej ich przej­rzeć. Dla­te­go Apo­stoł Jan chciał wyja­śnić uczniom, że tam­ci nigdy napraw­dę się nie nawrócili.

Zupeł­nie innej sytu­acji doty­czy nastę­pu­ją­cy fragment:

„Jeże­li ktoś widzi, że brat jego popeł­nia grzech, lecz nie śmier­tel­ny, niech się modli, a Bóg da mu żywot, to jest tym, któ­rzy nie popeł­nia­ją grze­chu śmier­tel­ne­go. Wszak jest grzech śmier­tel­ny; nie o takim mówię, żeby się modlić.” (1J 5,16)

Jan zakła­da, że może się zda­rzyć, że ktoś wśród bra­ci grze­szy grze­chem „ku śmier­ci” (BW: „grzech śmier­tel­ny”, po grec­ku hamar­tia pros tha­na­ton, dosł. „grzech ku śmier­ci”). Są to grze­chy, któ­re pro­wa­dzą do ducho­wej śmier­ci. Nie­któ­rzy kon­se­kwent­ni zwo­len­ni­cy nie­utra­cal­no­ści zba­wie­nia zakła­da­ją, że w tym frag­men­cie nie nale­ży rozu­mieć śmier­ci jako śmierć ducho­wą, ale jako śmierć cie­le­sną. Ale prze­cież Jan na pew­no nie musiał tłu­ma­czyć chrze­ści­ja­nom, że nie nale­ży modlić się za zmar­łych (taka prak­ty­ka poja­wi­ła się dopie­ro w dru­gim wie­ku po Chry­stu­sie). Jaki sens miał­by ten frag­ment, jeże­li nie taki, że chrze­ści­ja­nin może odpaść od Boga?

Jeśli ktoś nawra­ca się z grze­chu, jak­kol­wiek cięż­kie­go, to Bóg mu wyba­czy. Jeże­li jed­nak nie chce się nawró­cić, to nawet śmierć cie­le­sna nie osła­bi jego uporu.

4. Kto wytrwa do koń­ca, ten będzie zbawiony

Oprócz frag­men­tów, któ­re mówią o nie­bez­pie­czeń­stwie odstą­pie­nia od Boga, Nowy Testa­ment czę­sto wzy­wa chrze­ści­jan do posłu­szeń­stwa i wytrwania.

„A wyda na śmierć brat bra­ta i ojciec syna i powsta­ną dzie­ci prze­ciw­ko rodzi­com i przy­pra­wią ich o śmierć. I będzie­cie w nie­na­wi­ści u wszyst­kich dla imie­nia mego, ale kto wytrwa do koń­ca, ten będzie zba­wio­ny.” (Mt 10,21–22)

Inne frag­men­ty, któ­re o tym mówią, to m.in. 1 Kor 15,1–2; Kol 1,21–23; Hbr 10,35–39.

Nie­któ­rzy twier­dzą, że frag­men­ty mówią­ce o apo­sta­zji mają być jedy­nie sro­gim ostrze­że­niem, a oso­by, któ­re go nie usłu­cha­ją, nie ponio­są żad­nych kon­se­kwen­cji, ponie­waż Bóg w osta­tecz­nym roz­ra­chun­ku postą­pi z nimi inaczej.

Dla­cze­go jed­nak Pismo tak czę­sto mówi o koniecz­no­ści wytrwa­nia aż do koń­ca, jeże­li odstą­pie­nie od Boga nie pocią­ga­ło­by za sobą kon­se­kwen­cji, lub w ogó­le nie było­by moż­li­we? Nie pasu­je do Boga — któ­ry zawsze dotrzy­mu­je swe­go sło­wa i któ­re­go każ­de sło­wo się speł­nia — by uży­wał pustych gróźb, aby pro­wa­dzić swo­je dzie­ci do posłu­szeń­stwa. Nawet nasza ludz­ka peda­go­gi­ka z zasa­dy odrzu­ca taki styl wychowania.

Już Sta­ry Testa­ment uczy, że Bóg nie zali­cza prze­szłych grze­chów tym, któ­rzy odwró­cą się od swo­jej bez­boż­no­ści. Z dru­giej stro­ny temu, kto odstę­pu­je od praw­dy, nie pomo­że jego poprzed­nia sprawiedliwość.

„A gdy spra­wie­dli­wy odwró­ci się od swo­jej spra­wie­dli­wo­ści i popeł­nia bez­pra­wie, i czy­ni wszyst­kie te ohyd­ne rze­czy, któ­rych dopusz­cza się bez­boż­ny, czy ma żyć? Nie będzie mu się przy­po­mi­na­ło tych wszyst­kich spra­wie­dli­wych czy­nów, któ­re speł­nił; z powo­du nie­wier­no­ści, któ­rej się dopu­ścił, i z powo­du swo­je­go grze­chu, któ­ry popeł­nił, umrze! A wy mówi­cie: Nie jest słusz­ne postę­po­wa­nie Pana. Słu­chaj­cie więc, domu izra­el­ski! Alboż moje postę­po­wa­nie nie jest słusz­ne? Czy nie raczej wasze postę­po­wa­nie jest nie­słusz­ne? Gdy spra­wie­dli­wy odwra­ca się od swo­jej spra­wie­dli­wo­ści i popeł­nia bez­pra­wie, umrze; z powo­du swo­je­go bez­pra­wia, któ­re popeł­nił, umrze.” (Eze­chie­la 18,24–26)

Cze­mu w Sta­rym Testa­men­cie ist­nia­ły tak cięż­kie kary?

Czy nie mają one na celu wycho­wy­wać nas w bojaź­ni przed grze­chem, aby­śmy zdo­ła­li ura­to­wać się przed jego ducho­wy­mi skut­ka­mi — zatwar­dzia­ło­ścią, odda­le­niem od Boga?

5. Frag­men­ty czę­sto uży­wa­ne prze­ciw­ko moż­li­wo­ści utra­ty zbawienia

„Cóż tedy na to powie­my? Jeśli Bóg za nami, któż prze­ciw­ko nam? On, któ­ry nawet wła­sne­go Syna nie oszczę­dził, ale go za nas wszyst­kich wydał, jak­że­by nie miał z nim daro­wać nam wszyst­kie­go? Któż będzie oskar­żał wybra­nych Bożych? Prze­cież Bóg uspra­wie­dli­wia. Któż będzie potę­piał? Jezus Chry­stus, któ­ry umarł, wię­cej, zmar­twych­wstał, któ­ry jest po pra­wi­cy Boga, Ten prze­cież wsta­wia się za nami. Któż nas odłą­czy od miło­ści Chry­stu­so­wej? Czy utra­pie­nie, czy ucisk, czy prze­śla­do­wa­nie, czy głód, czy nagość, czy nie­bez­pie­czeń­stwo, czy miecz? (…) Albo­wiem jestem tego pewien, że ani śmierć, ani życie, ani anio­ło­wie, ani potę­gi nie­bie­skie, ani teraź­niej­szość, ani przy­szłość, ani moce, ani wyso­kość, ani głę­bo­kość, ani żad­ne inne stwo­rze­nie nie zdo­ła nas odłą­czyć od miło­ści Bożej, któ­ra jest w Chry­stu­sie Jezu­sie, Panu naszym.” (Rz 8,31–35.38–39)

Cho­dzi tu o wier­ność Bożą wobec swo­ich dzie­ci. Gdy chrze­ści­ja­nin dotrzy­mu­je wier­no­ści Bogu, nikt trze­ci, żad­na obca potę­ga, ani nawet śmierć nie może go od Nie­go oderwać.

Ale z pla­nem Bożym zgod­ne jest też, żeby chrze­ści­ja­nin wytrwał do same­go koń­ca, do cze­go Bóg daru­je mu wszel­ką potrzeb­ną siłę.

Ten frag­ment nie mówi, co sta­nie się, jeśli ktoś stra­ci wolę do wal­ki z grze­chem i sam się przez to odłą­czy od Boga. Nie może­my ocze­ki­wać, żeby za każ­dym razem, gdy Pismo daje nam jakąś obiet­ni­cę, poda­ne były też wszyst­kie warun­ki jej spełnienia.

„A to jest wola tego, któ­ry mnie posłał, abym z tego wszyst­kie­go, co mi dał, nic nie stra­cił, lecz wskrze­sił to w dniu osta­tecz­nym.” (J 6,39)

Oczy­wi­ście Bóg nie chce utra­cić żad­ne­go chrze­ści­ja­ni­na. Ale nie będzie uchy­lał decy­zji naszej wol­nej woli, któ­rą sam dał nam z miło­ści — co w żaden spo­sób nie umniej­sza Jego suwerenności.

Według 1 Tm 2,4 Bóg chce, aby wszy­scy ludzie doszli do pozna­nia praw­dy i przez to byli zba­wie­ni. Jeże­li taka jest Boża wola, dla­cze­go nie sta­je się ona rze­czy­wi­sto­ścią? Ponie­waż więk­szość ludzi nie chce zmie­nić swe­go życia. Dokład­nie z tej samej przy­czy­ny rów­nież chrze­ści­ja­nin może utra­cić zba­wie­nie, gdy stra­ci pra­gnie­nie życia z Bogiem, to zna­czy, gdy będzie raczej kochał grzech niż Tego, któ­ry chce uchro­nić go od grze­chu. Dla­cze­go wobec chrze­ści­jan Bóg miał­by posłu­gi­wać się zupeł­nie inną mia­rą? On nie ma wzglę­du na oso­bę — rów­nież na oso­bę nawró­co­ną, któ­ra nie chce dalej wyda­wać owo­ców nawrócenia.

„Owce moje gło­su moje­go słu­cha­ją i Ja znam je, a one idą za mną. I Ja daję im żywot wiecz­ny, i nie giną na wie­ki, i nikt nie wydrze ich z ręki mojej.” (J 10,27–28)

Tu rów­nież mowa jest o wier­no­ści Boga. Sło­wa „nie wydrze ich z ręki mojej” poka­zu­ją, że cho­dzi o atak z zewnątrz. Bóg wier­nie chce nas chro­nić, gdy pro­si­my Go o pomoc. Jezus jed­nak nie będzie prze­mo­cą trzy­mał nas w swo­jej ręce wbrew naszej woli wyra­ża­ją­cej się w prak­tycz­nych decyzjach.

„W nim i wy, któ­rzy usły­sze­li­ście sło­wo praw­dy, ewan­ge­lię zba­wie­nia wasze­go, i uwie­rzy­li­ście w nie­go, zosta­li­ście zapie­czę­to­wa­ni obie­ca­nym Duchem Świę­tym, któ­ry jest rękoj­mią dzie­dzic­twa nasze­go, aż nastą­pi odku­pie­nie wła­sno­ści Bożej, ku uwiel­bie­niu chwa­ły jego.” (Ef 1,13–14)

„A nie zasmu­caj­cie Boże­go Ducha Świę­te­go, któ­rym jeste­ście zapie­czę­to­wa­ni na dzień odku­pie­nia.” (Ef 4,30)

Duch Świę­ty jako zada­tek czy gwa­ran­cja bywa porów­ny­wa­ny do pie­czę­ci. Pie­częć jest uży­wa­na na znak potwier­dze­nia, być może też jako znak roz­po­znaw­czy. Jed­nak pie­częć moż­na też zła­mać — nie ozna­cza ona, że ktoś musi pozo­stać wła­sno­ścią Bożą. Oczy­wi­ście Bóg nie chce poda­ro­wać chrze­ści­ja­ni­no­wi jedy­nie zadat­ku, ale peł­ną zapła­tę, wiecz­ne zba­wie­nie. Sło­wo „zada­tek” wyra­ża, że dzie­ło zba­wie­nia sta­nie się nie­utra­cal­ne i dopeł­ni się w nas po naszej śmier­ci. Paweł czę­sto pod­kre­ślał zbaw­czą wolę Bożą, aby w ten spo­sób wzmoc­nić chrze­ści­jan w wierze.

Stąd rów­nież tutaj nie cho­dzi o kwe­stię, czy moż­na odpaść od Boga czy nie, ale o zachę­tę dla tych, któ­rzy chcą żyć jako chrześcijanie.

5.1. Dziec­ko Boże

Cza­sa­mi porów­nu­je się też bycie dziec­kiem Bożym do rela­cji rodzi­ców z dzieć­mi, wycią­ga­jąc wnio­sek, że rela­cji z Bogiem nic nie może prze­rwać. Jed­nak wyra­że­nie „dziec­ko Boże” ma sens prze­no­śny i nie każ­dy aspekt tego porów­na­nia moż­na odnieść do rela­cji z Bogiem. Na przy­kład nikt z nas nie stał się dziec­kiem swo­je­go ojca mocą swo­jej decy­zji, ale dziec­kiem Boga sta­je­my się z wła­snej woli.

Fak­tycz­nie ktoś, kto odpadł od Boga, pozo­sta­je na zawsze stwo­rze­niem Bożym, tak jak pozo­sta­je on dziec­kiem swo­ich rodzi­ców, nawet jeże­li nie miał­by z nimi żad­nej rela­cji. Jed­nak tak samo, jak dziec­kiem Bożym sta­je się tyl­ko ten, kto przyj­mu­je Jezu­sa (J 1,12), zba­wio­ny będzie tyl­ko ten, kto Jemu dotrzy­ma wierności.

6. Moż­li­we przy­czy­ny powsta­nia nauki o nie­utra­cal­no­ści zbawienia

6.1. Brak zain­te­re­so­wa­nia innymi

Prze­ka­zać innym moż­na jedy­nie to, co się jest same­mu goto­wym wcie­lać w życie. Gdy ktoś nowy przyj­mu­je wia­rę, czy wystar­cza­ją­co jasno sta­wia mu się przed oczy, co kon­kret­nie ozna­cza naśla­do­wa­nie Jezu­sa i jak ono wyglą­da w prak­tycz­nym życiu?

Wie­le osób nie zabie­ga o spo­łecz­ność, oso­bi­ste spra­wy mają dla nich wyż­szy prio­ry­tet niż spra­wy ducho­we, odpo­wie­dzial­ność za innych skła­da­na jest na jed­nost­ki — albo w ogó­le nie jest podej­mo­wa­na. Skut­kiem tego wie­le osób nie ma ducho­wej oce­ny swo­ich grze­chów, inni nie wyrze­ka­ją się ich, jesz­cze inni wra­ca­ją do swo­ich sta­rych grzechów.

W takich warun­kach oczy­wi­ście trud­no jest — a cza­sa­mi nawet nie moż­na — powie­dzieć o kimś, kto żyje w grze­chu, że odpadł od Boga. Zda­rza się, że oso­by, któ­re w takim sta­nie ode­szły, wra­ca­ją i zaczy­na­ją na nowo. Jed­nak w takiej sytu­acji uza­sad­nio­ne jest zasta­no­wić się, czy w ogó­le przed­tem nawró­ci­ły się do Boga. Jeśli ktoś wyobra­ża sobie chrze­ści­jań­stwo tak, jak opi­sa­no w poprzed­nim aka­pi­cie, szyb­ko może dojść do wnio­sku — i błęd­nej nauki — że od kocha­ją­ce­go Boga nigdy nie moż­na odpaść…

Nie­wła­ści­we jest na tym podob­nych doświad­cze­niach budo­wać zało­że­nie, że w Nowym Testa­men­cie wszy­scy, któ­rzy porzu­ci­li wia­rę, nie byli chrze­ści­ja­na­mi. Prze­czy temu wyraź­nie nastę­pu­ją­cy fragment:

„Jeśli bowiem przez pozna­nie Pana i Zba­wi­cie­la, Jezu­sa Chry­stu­sa wyzwo­li­li się od bru­dów świa­ta, lecz potem zno­wu w nie uwi­kła­ni dają im się opa­no­wać, to stan ich osta­tecz­ny jest gor­szy niż poprzed­ni. Lepiej bowiem było­by dla nich nie poznać dro­gi spra­wie­dli­wo­ści, niż poznaw­szy ją, odwró­cić się od prze­ka­za­ne­go im świę­te­go przy­ka­za­nia. Spraw­dza się na nich treść owe­go przy­sło­wia: Wra­ca pies do wymio­cin swo­ich, oraz: Umy­ta świ­nia znów się tarza w bło­cie.” (2P 2,20–22)

6.2. Porzu­ce­nie wal­ki z grzechem

Ten, dla kogo Bóg nie jest w życiu naj­waż­niej­szy, nie zdo­bę­dzie się na miłość, któ­ra zmo­ty­wo­wa­ła­by go do zde­cy­do­wa­nej wal­ki z grze­chem, jakiej uczył Jezus np. w tym obra­zie: „A jeśli cię oko two­je gor­szy, wyłup je i odrzuć od sie­bie…” (Mt 18,9). Jeśli taka kon­se­kwent­na wal­ka wyda mu się zbyt wyma­ga­ją­ca, będzie chciał mieć pew­ność, że nie może on odejść od Boga, cokol­wiek by się nie stało…

7. Powią­za­ne fał­szy­we nauki

7.1. Rozu­mie­nie łaski

Bóg spra­wia chce­nie i wyko­na­nie, stąd żaden czło­wiek nie może się przed Nim chlu­bić. Cóż może ktoś dać, cze­go sam nie otrzy­mał. A jed­nak tę łaskę moż­na rze­czy­wi­ście poznać dopie­ro wte­dy, gdy się ze wszyst­kich sił poświę­ci służ­bie swo­je­mu Stworzycielowi.

Kto myśli, że Bóg bez jakie­go­kol­wiek dzia­ła­nia ze stro­ny czło­wie­ka spra­wia w nim o wła­ści­wym cza­sie wszyst­ko, aby dać mu życie wiecz­ne, budu­je sobie w ten spo­sób wygod­ne życie, a tych, któ­rzy dokła­da­ją sta­rań, żeby żyć zgod­nie z przy­ka­za­niem Chry­stu­sa, oskar­ża o uczyn­ko­wość. Taki czło­wiek nie zro­zu­miał napraw­dę, co zna­czy łaska. „Wia­ra, jeże­li nie ma uczyn­ków, mar­twa jest sama w sobie” (Jk 2,17).[3]

7.2. Pre­de­sty­na­cja

Nauka o prze­zna­cze­niu, tak, jak rozu­mie­li ją Augu­styn, Luter czy Kal­win gło­si, że Bóg nie tyle z góry wie, czy czło­wiek zde­cy­du­je się żyć z Nim czy nie, co raczej sam okre­śla, kto osią­gnie zba­wie­nie, a nawet kto nie będzie zba­wio­ny (tak wie­rzył Kalwin).

W ten spo­sób uzna­je się czło­wie­ka za nie­zdol­ne­go do podej­mo­wa­nia decy­zji, a jego wol­ną wolę za teo­rię. Jed­nak odpad­nię­cie od Boga jest wyra­zem wol­nej woli czło­wie­ka. Stąd każ­dy, kto uczy, że czło­wiek pozba­wio­ny jest w rze­czy­wi­sto­ści wol­nej woli, w kon­se­kwen­cji musi rów­nież zaprze­czyć moż­li­wo­ści odej­ścia od Boga; jak i odwrotnie.

Z tych i z wie­lu innych powo­dów, któ­rych przy­to­cze­nie prze­kro­czy­ło­by ramy tego tek­stu, jeste­śmy prze­ko­na­ni, że w spra­wie nie­utra­cal­no­ści zba­wie­nia chrze­ści­ja­nie muszą zająć jed­no­znacz­ne stanowisko.

Jed­nak ten, kto ma bojaźń Bożą i żału­je za swo­je grze­chy, wyzna­je je i porzu­ca, nie potrze­bu­je oba­wiać się utra­ty zbawienia.


Przypisy

  1. Zobacz 2 Pio­tra 2,20–22
  2. Zobacz 1Tm 6,20: „rze­ko­ma nauka”, tłu­ma­cze­nie grec­kie­go wyra­że­nia he pseu­do­ny­mou gno­sis zna­czy dosłow­nie „tak zwa­na wie­dza”. Jest to gra słów: po grec­ku sło­wo „wie­dza” było jed­no­cze­śnie nazwą tego prą­du religijnego.
  3. Wię­cej o tym w tek­ście „Wia­ra i uczyn­ki”


Zobacz 2 Pio­tra 2,20–22

Zobacz 1Tm 6,20: „rze­ko­ma nauka”, tłu­ma­cze­nie grec­kie­go wyra­że­nia he pseu­do­ny­mou gno­sis zna­czy dosłow­nie „tak zwa­na wie­dza”. Jest to gra słów: po grec­ku sło­wo „wie­dza” było jed­no­cze­śnie nazwą tego prą­du religijnego.

Wię­cej o tym w tek­ście „Wia­ra i uczyn­ki”