O Bogu Trójjedynym

Kategorie: Bóg: kim On jest?

W tym opra­co­wa­niu przed­sta­wi­my, dla­cze­go wie­rzy­my w „jed­ne­go Boga w trzech oso­bach” i co przez to rozu­mie­my. Po krót­kim pod­su­mo­wa­niu dys­ku­sji o trój­je­dy­nej natu­rze Boga w pierw­szych trzech wie­kach po Chry­stu­sie chce­my wyja­śnić naszą wia­rę w opar­ciu o Nowy Testa­ment. Musi­my zazna­czyć, że ter­mi­nów „Trój­ca” czy „oso­by boskie” uży­wa­my jedy­nie jako zwy­cza­jo­wo przyjęte.

Słońce przebija się przez chmury - majestatyczna i tajemnicza scena wyrażająca niepojętą tajemnicę boskiej istoty.

1. Mono­te­izm i dys­ku­sje try­ni­tar­ne w pierw­szych trzech wie­kach naszej ery

W Jezu­sie Bóg bar­dzo zbli­żył się do nas i obja­wił się jako Bóg trój­je­dy­ny. Pod­sta­wę nauki o natu­rze Boga sta­no­wi Biblia. W opar­ciu o mono­te­izm Sta­re­go Testa­men­tu, Nowy Testa­ment mówi o Bogu jako o Ojcu, Synu i Duchu Świę­tym, poka­zu­je rela­cje ist­nie­ją­ce w Bogu mię­dzy trze­ma boski­mi oso­ba­mi, cho­ciaż nie znaj­du­je­my w nim ter­mi­nu „Trój­ca”.

Ter­min „oso­ba” wywo­dzi się z teo­lo­gii chrze­ści­jań­skiej, któ­ra sta­ra­ła się przy­bli­żyć isto­tę Boga i Jezu­sa. Sło­wu temu w odnie­sie­niu do Trój­cy nie nada­wa­no zna­cze­nia fizycz­ne­go (posta­ci), ani nie myśla­no o trzech oddziel­nych pod­mio­tach. Jako cechy cha­rak­te­ry­stycz­ne „oso­by” wymie­nia­no zdol­ność do rela­cji, do wyra­ża­nia sie­bie wobec pozo­sta­łych „osób”, do miłości.

Obja­wie­nie trój­je­dy­nej natu­ry Boga jest pro­ce­sem w histo­rii zba­wie­nia. Już w cza­sach Sta­re­go Testa­men­tu Bóg poło­żył fun­da­ment wła­ści­we­go rozu­mie­nia swej isto­ty, obja­wia­jąc się jako Bóg jedy­ny. Cały Sta­ry Testa­ment pełen jest Jego upo­mnień, by zacho­wać mono­te­izm.

„Słu­chaj, Izra­elu, Pan jest naszym Bogiem — Panem jedy­nym. Będziesz miło­wał Pana, Boga two­je­go, z całe­go swe­go ser­ca, z całej duszy swo­jej, ze wszyst­kich swych sił.” (Pwt 6,4–5)

„Tak mówi Pan, Król Izra­ela i Odku­pi­ciel jego, Pan Zastę­pów: Ja jestem pierw­szy i Ja ostat­ni; i nie ma poza Mną boga. Któż jest do Mnie podob­ny? — Niech woła, niech to ogło­si i niech Mi dowie­dzie! Kto prze­po­wie­dział przy­szłość od wie­ków i to, co ma nadejść, niech nam obwie­ści! Nie lękaj­cie się ani nie prze­ra­żaj­cie! Czyż nie prze­po­wie­dzia­łem z daw­na i nie oznaj­mi­łem? Wy jeste­ście moimi świad­ka­mi: czy jest jaki Bóg oprócz Mnie? albo inna Ska­ła? — Ja nie znam takie­go!” (Iz 44,6–8)

Nowo­te­sta­men­to­we obja­wie­nie Bożej natu­ry nic w tym nie zmie­ni­ło. Mono­te­izm sta­no­wi bez­spor­ną pod­sta­wę dla wła­ści­we­go rozu­mie­nia Trój­cy.

Nie­praw­dą jest, jako­by dogmat o Trój­cy powstał na Sobo­rze Nicej­skim w 326r., jak twier­dzą np. Świad­ko­wie Jeho­wy. O bosko­ści Syna i Ducha oraz o Trój­cy mówi wie­le pism przed­ni­cej­skich. Try­ni­tar­ne dys­ku­sje pierw­szych trzech wie­ków spo­wo­do­wa­ne były potrze­bą obro­ny wła­ści­wej wia­ry przed róż­nym błęd­ny­mi pró­ba­mi wyja­śnie­nia Bożej isto­ty w spo­sób zro­zu­mia­ły dla ludz­kie­go umy­słu. Przy­kła­dem takich prób są dwie nauki okre­śla­ne jako monar­chizm i subordynacjonizm.

Monar­chizm sta­rał się utwier­dzić wia­rę w jed­ne­go, jedy­ne­go Boga wyja­śnia­jąc ist­nie­nie trzech osób Boskich jako trzech monad, trzech róż­nych dróg obja­wie­nia się jed­ne­go, oso­bo­we­go Boga. Dla­te­go monar­chizm nazy­wa­ny był tak­że moda­li­zmem. Inne okre­śle­nie tej nauki to patry­pa­sja­nizm. Nazwa wywo­dzi się z łaciń­skie­go Pater pas­sus — „Ojciec cier­pią­cy”. Twór­ca tego ter­mi­nu na pew­no chciał wska­zać na kon­se­kwen­cje tej nauki, mia­no­wi­cie iż przyj­mu­jąc ją nale­ża­ło­by wyznać, że to Bóg Ojciec cier­piał i umarł na krzy­żu. Jest to oczy­wi­stym absur­dem, jeśli się wie­rzy w wiecz­ne­go i wszech­moc­ne­go Boga. Głów­ny­mi repre­zen­tan­ta­mi tych poglą­dów byli Noetus ze Smyr­ny, żyją­cy w II w., Prak­se­asz i Sabe­liusz dzia­ła­ją­cy w III w. (od jego imie­nia pocho­dzi okre­śle­nie sabe­lia­nizm).

Spo­ry wywo­ła­ne przez tę naukę wzbu­dzi­ły potrze­bę głęb­sze­go wyja­śnie­nia rze­czy­wi­stej róż­ni­cy mię­dzy Ojcem, Synem i Duchem Świętym.

Sub­or­dy­na­cjo­nizm sta­rał się wska­zać na pewien porzą­dek w Trój­cy, w któ­rym ponad wszyst­kim stoi Bóg Ojciec jako ktoś nie­do­stęp­ny. Zna­nym repre­zen­tan­tem tej nauki był Ory­ge­nes, dzia­ła­ją­cy w pierw­szej poło­wie III w. i Euze­biusz z Niko­me­dii z III/IV w.n.e. Sub­or­dy­na­cjo­nizm uczył, że Syn i Duch mają ducho­wą natu­rę, lecz są wyraź­nie pod­po­rząd­ko­wa­ni Ojcu. Do dal­sze­go roz­wo­ju tych poglą­dów przy­czy­nił się Ariusz, żyją­cy tak­że na prze­ło­mie III/IVw. Aria­nizm mówił, że na począt­ku Syn został stwo­rzo­ny przez Ojca i razem z Ojcem stwa­rzał świat. Ozna­cza to, że Syn jest isto­tą stwo­rzo­ną, a nie Bogiem.

Poglą­dy sub­or­dy­na­cjo­ni­stów roz­pa­trzo­no na Sobo­rze w Nicei w 325r., któ­ry ogło­sił, że Syn i Ojciec mają taką samą natu­rę (gr. homo­ousion to patri, czy­li „współ­istot­ny Ojcu”). Wypo­wie­dzi z Nicei potwier­dził Sobór w Kon­stan­ty­no­po­lu w 381 r. n.e. doda­jąc, że Duch Świę­ty posia­da tę samą natu­rę, co Ojciec i Syn.

2. O boskiej natu­rze Jezusa

Nowy Testa­ment uczy, że Jezus posia­da boską natu­rę i sta­no­wi cał­kiem jed­no z Ojcem, a jed­nak nie jest Ojcem.

„Do nich nale­żą pra­oj­co­wie, z nich rów­nież jest Chry­stus według cia­ła, któ­ry jest ponad wszyst­kim, Bóg bło­go­sła­wio­ny na wie­ki. Amen.” (Rz 9,5)

„Na począt­ku było Sło­wo, a Sło­wo było u Boga, i Bogiem było Sło­wo. Ono było na począt­ku u Boga. Wszyst­ko przez Nie się sta­ło, a bez Nie­go nic się nie sta­ło, co się sta­ło.” (J 1,1–3)

„Sło­wo sta­ło się cia­łem i zamiesz­ka­ło wśród nas.” (J 1,14a)

„Boga nikt nigdy nie widział, Ten Jed­no­ro­dzo­ny Bóg, któ­ry jest w łonie Ojca, [o Nim] pouczył.” (J 1,18)

W tych wer­se­tach znaj­du­je­my wypo­wie­dzi istot­ne dla nasze­go tema­tu. Mówią one o wiecz­nym ist­nie­niu i bosko­ści Syna. Sło­wo (gr. Logos) jest ter­mi­nem uży­tym przez Jana na okre­śle­nie Syna. O Sło­wie zosta­ło powie­dzia­ne, że było Bogiem i było z Bogiem, co wyra­ża jed­no­cze­śnie toż­sa­mość natu­ry, jak i róż­ni­cę mię­dzy oso­ba­mi.

W Jezu­sie Sło­wo sta­ło się czło­wie­kiem. Czło­wie­kiem nie stał się ani Ojciec ani Duch, lecz Syn, jed­no­ro­dzo­ny Syn Ojca, któ­ry ma swe wiecz­ne pocho­dze­nie w Ojcu i, ponie­waż jest poczę­ty, ma tę samą co On isto­tę. W róż­nych manu­skryp­tach znaj­du­je­my róż­ne brzmie­nie wer­se­tu 18. W pol­skich prze­kła­dach naj­czę­ściej poja­wia się tłu­ma­cze­nie „jed­no­ro­dzo­ny Bóg”, co odpo­wia­da tek­sto­wi naj­star­szych i naj­bar­dziej wia­ry­god­nych ręko­pi­sów zawie­ra­ją­cych ten wer­set i sta­no­wi nie­wąt­pli­we świa­dec­two boskiej natu­ry Jezusa.

3. Duch Świę­ty jako osoba

„Jeże­li Mnie miłu­je­cie, będzie­cie zacho­wy­wać moje przy­ka­za­nia. Ja zaś będę pro­sił Ojca, a inne­go Pocie­szy­cie­la da wam, aby z wami był na zawsze — Ducha Praw­dy, któ­re­go świat przy­jąć nie może, ponie­waż Go nie widzi ani nie zna. Ale wy Go zna­cie, ponie­waż u was prze­by­wa i w was będzie.” (J 14,15–16)

„To wam powie­dzia­łem prze­by­wa­jąc wśród was. A Pocie­szy­ciel, Duch Świę­ty, któ­re­go Ojciec pośle w moim imie­niu, On was wszyst­kie­go nauczy i przy­po­mni wam wszyst­ko, co Ja wam powie­dzia­łem.” (J 14,25–26)

Duch Świę­ty jest nazwa­ny wsta­wien­ni­kiem, pocie­szy­cie­lem. Uży­te tutaj grec­kie sło­wo para­kle­tos wła­ści­wie powin­no się prze­tłu­ma­czyć jako „orę­dow­nik”, „obroń­ca”. Roz­po­wszech­nio­ne tłu­ma­cze­nie sło­wa para­kle­tos jako „pocie­szy­ciel” jest powie­le­niem błęd­nej inter­pre­ta­cji for­my gra­ma­tycz­nej przez sta­ro­żyt­ne­go tłu­ma­cza (wła­ści­we zna­cze­nia poda­je np. „Słow­nik grec­ko-pol­ski” Z. Abra­mo­wi­czów­ny[1]). Duch Świę­ty będzie uczył i przy­po­mni nam wszyst­ko, co powie­dział Jezus. Nie­wąt­pli­wie spo­sób, w jaki Jezus mówił o Duchu, poka­zu­je, że chciał nam Go obja­wić jako oso­bę, a nie jako rodzaj nie­oso­bo­wej siły.

Jed­no­znacz­nym filo­lo­gicz­nym dowo­dem na oso­bo­wość Ducha jest wer­set 26 z wyżej wymie­nio­ne­go frag­men­tu z ewan­ge­lii Jana (J 14,26). Nie­ste­ty spe­cy­fi­ki grec­kie­go tek­stu nie da się bez­po­śred­nio wyra­zić w języ­ku pol­skim. „Duch” (gr. pneu­ma) jest rodza­ju nija­kie­go, jed­nak w cyto­wa­nym powy­żej wer­se­cie zaimek wska­zu­ją­cy „ów” — w tłu­ma­cze­niu „on” — (gr. eke­inos) odno­szą­cy się do sło­wa pneu­ma nie jest rodza­ju nija­kie­go, lecz męskie­go. Autor zre­zy­gno­wal z wła­ści­we­go rodza­ju gra­ma­tycz­ne­go, by wyra­zić fak­tycz­ny rodzaj pod­mio­tu, o któ­rym mówi. Jedy­nym moż­li­wym wyja­śnie­niem tej zmia­ny jest przy­ję­cie, że Jezus mówi o Duchu jako o osobie.

Inny frag­ment wska­zu­ją­cy na oso­bo­wość Ducha Świę­te­go znaj­du­je­my w Dzie­jach Apostolskich:

„Ale pewien czło­wiek, imie­niem Ana­niasz, z żoną swo­ją Safi­rą, sprze­dał posia­dłość i za wie­dzą żony odło­żył sobie część zapła­ty, a pew­ną część przy­niósł i zło­żył u stóp Apo­sto­łów. Ana­nia­szu – powie­dział Piotr – dla­cze­go sza­tan zawład­nął twym ser­cem, że skła­ma­łeś Ducho­wi Świę­te­mu i odło­ży­łeś sobie część zapła­ty za zie­mię? Czy przed sprze­da­żą nie była two­ją wła­sno­ścią, a po sprze­da­niu czyż nie mogłeś roz­po­rzą­dzić tym, coś za nią otrzy­mał? Jak­że mogłeś dopu­ścić myśl o takim uczyn­ku? Nie ludziom skła­ma­łeś, lecz Bogu.” (Dz 5,1–4)

Jak moż­na skła­mać nie­oso­bo­wej sile? Okła­mać moż­na tyl­ko kogoś, pod­miot zdol­ny do rela­cji, któ­ry ocze­ku­je szcze­ro­ści i zasłu­gu­je na nią. Apo­sto­ło­wie wie­rzy­li, że Duch Świę­ty jest osobą.

4. O Ojcu, Synu i Duchu

„Gdy jed­nak przyj­dzie Pocie­szy­ciel, któ­re­go Ja wam poślę od Ojca, Duch Praw­dy, któ­ry od Ojca pocho­dzi, On będzie świad­czył o Mnie.” (J 15,26)

Ten wer­set wymie­nia wszyst­kie trzy oso­by boskie oraz wyra­ża, że to Jezus posy­ła Ducha od Ojca. Nato­miast w J 14,26 tym, któ­ry ma zesłać Ducha jest Ojciec. Ozna­cza to, że Jezus posia­da ten sam auto­ry­tet co Ojciec. Frag­ment ten jest sil­nym argu­men­tem potwier­dza­ją­cym boską natu­rę Syna i głę­bo­ką jed­ność trzech osób.

„Gdy zaś przyj­dzie On, Duch Praw­dy, dopro­wa­dzi was do całej praw­dy. Bo nie będzie mówił od sie­bie, ale powie wszyst­ko, cokol­wiek usły­szy, i oznaj­mi wam rze­czy przy­szłe. On Mnie oto­czy chwa­łą, ponie­waż z moje­go weź­mie i wam obja­wi. Wszyst­ko, co ma Ojciec, jest moje. Dla­te­go powie­dzia­łem, że z moje­go weź­mie i wam obja­wi.” (J 16,13–15)

Powyż­sze wer­se­ty tak­że wyra­ża­ją zarów­no jed­ność osób w Bogu, jak rów­nież dzia­ła­nie i rela­cje mię­dzy tymi oso­ba­mi. Ten frag­ment poka­zu­je roz­róż­nie­nie mię­dzy trze­ma oso­ba­mi boski­mi w opar­ciu o obja­wie­nie jedy­ne­go Boga.

5. Pocho­dze­nie Osób w Bogu

Co mamy na myśli, kie­dy mówi­my o wiecz­nym zro­dze­niu Syna i pocho­dze­niu Ducha Świę­te­go? Czy są to jedy­nie wyra­że­nia, czy też te sło­wa odda­ją rze­czy­wi­stą, wewnętrz­ną isto­tę Boga?

Musi­my przy­znać, że nasz ludz­ki język nie jest dosko­na­ły, a zna­cze­nia słów są ukształ­to­wa­ne przez nasze doświad­cze­nia. Jed­nak wiecz­na isto­ta Boga wykra­cza dale­ko poza ludz­kie doświad­cze­nia. Każ­dy język ludz­ki jest bar­dzo nie­do­sko­na­łym narzę­dziem do opi­sa­nia wiecz­ne­go Boga. Nie posia­da­my jed­nak dosko­nal­sze­go spo­so­bu wyra­zu. Bóg użył ludz­kie­go języ­ka, aby obja­wić nam sie­bie, cho­ciaż wie­dział, że Jego sło­wa mogą zostać źle zro­zu­mia­ne, a ich sens przekręcony.

Jezus przy­szedł na świat, aby obja­wić Ojca, dla­te­go Jego sło­wa nie mogą być trak­to­wa­ne tyl­ko jako miesz­czą­cy się w ramach żydow­skie­go rozu­mie­nia spo­sób wyra­ża­nia się. Obja­wie­nie ozna­cza, że Jezus odsło­nił ludziom praw­dę o natu­rze Boga. Jezus mówił o swo­jej rela­cji z Bogiem jako o rela­cji mię­dzy ojcem a synem. Moż­na potrak­to­wać to jako pewien obraz, ale ten obraz zawie­ra treść, że to ojciec zro­dził syna. Odwró­ce­nie tej kolej­no­ści nie było­by moż­li­we. Jan nazwał dru­gą oso­bę Boga Logo­sem = Sło­wem, co zakła­da, że ktoś to Sło­wo wypo­wia­da. Logos ma więc swe pocho­dze­nie w Ojcu.

Nie ma żad­nej róż­ni­cy mię­dzy trze­ma oso­ba­mi boski­mi co do ich cech. Nie ma róż­ni­cy we wszech­wie­dzy, wszech­obec­no­ści, wszech­mo­cy. Jeśli pomi­nie się kwe­stie wza­jem­nych rela­cji osób boskich, to sta­ją sie one prak­tycz­nie nie­roz­róż­nial­ne. Wów­czas nie moż­na było­by też mówić o trzech oso­bach, lecz doszli­by­śmy do pew­nej for­my moda­li­zmu. Trzy oso­by boskie nie były­by wte­dy wiecz­ną rze­czy­wi­sto­ścią w Bogu, ale tyl­ko róż­ny­mi spo­so­ba­mi obja­wie­nia się światu.

Nie może­my też powie­dzieć, że nie­któ­re biblij­ne sfor­mu­ło­wa­nia doty­czą­ce trój­je­dy­nej natu­ry Boga są jedy­nie wyra­zem żydow­skie­go spo­so­bu myśle­nia. Jan nazwał Jezu­sa „jed­no­ro­dzo­nym Bogiem” (gr. mono­ge­nes the­os). To wyra­że­nie nie pasu­je ani do żydow­skie­go ani do grec­kie­go spo­so­bu myśle­nia. Samo w sobie zawie­ra logicz­ną sprzecz­ność: albo jest on zro­dzo­ny albo jest Bogiem. Ter­min ten był trud­ny do zro­zu­mie­nia, dla­te­go nie­któ­rzy kopi­ści sta­ra­li się go „sko­ry­go­wać” (stąd w nie­któ­rych póź­niej­szych ręko­pi­sach znaj­du­je­my „jed­no­ro­dzo­ny Syn” zamiast „jed­no­ro­dzo­ny Bóg”). Łatwiej było im zmie­nić frag­ment Pisma niż wła­sne myśle­nie. Wyra­że­nie to ma sens jedy­nie wte­dy, gdy odnie­sie­my je do wiecz­ne­go zro­dze­nia Logo­su w Trój­cy. Zro­dze­nie Syna jest pro­ce­sem w wiecz­no­ści, poza cza­sem i prze­strze­nią. Tak jak słoń­ce sta­le wysy­ła pro­mie­nie, tak Ojciec zra­dza Syna bez począt­ku i bez koń­ca. Ojciec jest wiecz­nym począt­kiem Syna. Jed­nak „pierw­szeń­stwo” Ojca nie może być poj­mo­wa­ne jako pierw­szeń­stwo w cza­sie ani też w waż­no­ści bądź w potę­dze. Wyra­ża się ono tyl­ko w pierw­szeń­stwie pochodzenia.

Pod­sta­wo­wa zasa­da doty­czą­ca osób w Trój­cy pole­ga na tym, że róż­nią się one tyl­ko w rela­cjach wobec sie­bie, a we wszyst­kich innych rze­czach są takie same. Dla­te­go kie­dy mówi­my, że Ojciec nas kocha, gło­si­my tym samym miłość Syna i Ducha Świę­te­go. Kie­dy mówi­my, że Syn pozo­sta­je we wspól­no­cie z tymi, któ­rzy w Nie­go wie­rzą, tym samym wyra­ża­my obec­ność Ojca i Ducha Świę­te­go. Gdy mówi­my, że Duch Świę­ty przy­oble­ka nas mocą, musi­my pamię­tać, że czy­ni to razem z Ojcem i Synem. Kie­dy ich wspól­ne dzia­ła­nie przy­pi­su­je sie w Nowym Testa­men­cie jed­nej z osób, uka­zu­je to rolę danej oso­by w trój­je­dy­nym Bogu.

Nowy Testa­ment obja­wia nam Jezu­sa jako sta­no­wią­ce­go JEDNO z Ojcem, a jed­nak róż­ne­go od Nie­go. Wyra­że­nie „jed­no­ro­dzo­ny” (gr. mono­ge­nes) poka­zu­je, że Syn jest zro­dzo­ny przez Ojca, co nie mówi o jakimś punk­cie w cza­sie, ale o rela­cji mię­dzy nimi. Ojciec jest odwiecz­nie Ojcem, a Syn jest odwiecz­nie Synem. Ojciec jest wiecz­nym źró­dłem Syna, Syn wiecz­nie pocho­dzi od Ojca i dla­te­go posia­da tę samą wiecz­ną isto­tę, co Ojciec. Duch Świę­ty jest posła­ny na świat od Ojca i Syna. Jego ist­nie­nie ma swe źró­dło w tej samej wiecz­nej isto­cie i w ten sam spo­sób bie­rze udział w wewnętrz­nym dawa­niu, otrzy­my­wa­niu i jed­no­ści Boga.

W 1 Tm 6,16 jest powiedziane:

„(…) jedy­ny, mają­cy nie­śmier­tel­ność, któ­ry zamiesz­ku­je świa­tłość niedostępną (…)”

Ten wer­set mówi nie tyl­ko o świę­to­ści Boga, ale tak­że o Jego nie­zmie­rzo­no­ści. Fakt, że my jako Boże stwo­rze­nia nie może­my pojąć naszym umy­słem Jego wiecz­nej isto­ty, nie może być argu­men­tem prze­ciw­ko trój­je­dy­nej natu­rze Boga. Wie­my, że ist­nie­nie Boga wykra­cza poza rze­czy­wi­stość, któ­rą zna­my. Obja­wie­nie tajem­ni­cy Boga sta­no­wi dla nas dar więk­szy, niż może­my pojąć i ocze­ki­wać. Jeste­śmy wdzięcz­ni, że tak wie­le nam o sobie powie­dział. Cho­ciaż nie może­my Go w peł­ni zro­zu­mieć, to jed­nak miłość i jed­ność sta­no­wią­ce Jego isto­tę zosta­ły nam dane jako jasny dro­go­wskaz dla nasze­go życia i dzia­ła­nia, tu i teraz. Bóg chce, aby­śmy Go zna­li i byśmy mogli nawią­zać z Nim rze­czy­wi­stą i żywą rela­cję. Dro­ga do niej jest otwar­ta dla wszystkich.


Przypisy

  1. Abra­mo­wi­czów­na, Z. (red.) „Słow­nik grec­ko-pol­ski” PWN, 1962, tom III, s.404. Moż­na tam porów­nać hasła para­kle­tos („wezwa­ny na pomoc, adwo­kat, zwo­ła­ny, orę­dow­nik, wspo­mo­ży­ciel”); para­kle­ti­kos („zachę­ca­ją­cy”) oraz para­kle­tor („pocie­szy­ciel”). Wię­cej o tym ter­mi­nie pisze np. Jan­kow­ski, A. „Para­klet” w: Gry­gle­wicz, F. (red.) „Egze­ge­za Ewan­ge­lii św. Jana”, RW KUL, 1992, str 183–206 (szcze­gól­nie str. 189–191).


Abra­mo­wi­czów­na, Z. (red.) „Słow­nik grec­ko-pol­ski” PWN, 1962, tom III, s.404. Moż­na tam porów­nać hasła para­kle­tos („wezwa­ny na pomoc, adwo­kat, zwo­ła­ny, orę­dow­nik, wspo­mo­ży­ciel”); para­kle­ti­kos („zachę­ca­ją­cy”) oraz para­kle­tor („pocie­szy­ciel”). Wię­cej o tym ter­mi­nie pisze np. Jan­kow­ski, A. „Para­klet” w: Gry­gle­wicz, F. (red.) „Egze­ge­za Ewan­ge­lii św. Jana”, RW KUL, 1992, str 183–206 (szcze­gól­nie str. 189–191).