Jaki jest sens nasze­go życia?

Bóg, któ­ry jest źró­dłem życia, daje nam odpo­wiedź na to naj­waż­niej­sze dla nas pyta­nie. Naszym zada­niem jest chcieć ją usły­szeć i przy­jąć jako wezwa­nie do życia, któ­re ma głę­bo­ki sens.

Sylwetka mężczyzny wpatrującego się w odległy horyzont o zachodzie słońca.

Apo­stoł Paweł, gdy gło­sił Gre­kom Ewan­ge­lię, wyja­śnił im, w jakim celu Bóg stwo­rzył świat.

„Z jed­ne­go pnia wywiódł też wszyst­kie naro­dy ludz­kie, aby miesz­ka­ły na całym obsza­rze zie­mi, usta­no­wiw­szy dla nich wyzna­czo­ne okre­sy cza­su i gra­ni­ce ich zamiesz­ka­nia, żeby szu­ka­ły Boga, czy Go może nie wyczu­ją i nie znaj­dą, bo prze­cież nie jest On dale­ko od każ­de­go z nas.”[1] (Dz 17,26–27)

Zada­niem więc czło­wie­ka na zie­mi jest szu­ka­nie wię­zi z Bogiem, któ­ry pozwa­la się zna­leźć. Szu­kać Go to zna­czy pytać o to, kim On jest i jaka jest Jego wola. W tych poszu­ki­wa­niach nie jeste­śmy pozo­sta­wie­ni samym sobie, Bóg wycho­dzi nam naprze­ciw. On daje się poznać przez wszyst­ko, co stwo­rzył (Rz 1,19–20), a naj­peł­niej przez swo­je­go Syna Jezu­sa Chrystusa.

„Była świa­tłość praw­dzi­wa, któ­ra oświe­ca każ­de­go czło­wie­ka, gdy na świat przy­cho­dzi. Na świe­cie było [Sło­wo], a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przy­szło do swo­jej wła­sno­ści, a swoi Go nie przy­ję­li. Wszyst­kim tym jed­nak, któ­rzy Je przy­ję­li, dało moc, aby się sta­li dzieć­mi Boży­mi, tym, któ­rzy wie­rzą w imię Jego.” (J 1,9–12)

Obja­wie­nie się Boga jest zapro­sze­niem do wiecz­nej rela­cji z Nim. Przy­ję­cie tego zapro­sze­nia daje praw­dzi­wą radość i czy­ni nas szczę­śli­wy­mi. Nie ma prze­cież nic lep­sze­go niż mieć bli­ską więź z Tym, któ­ry stwo­rzył wszyst­ko z miło­ści do nas.[2] Bóg jest wiecz­ny, wszech­obec­ny, dosko­na­le dobry — i chce być dla każ­de­go z nas wszyst­kim. Nie jest to dro­ga tyl­ko dla nie­któ­rych: On pra­gnie tego, co naj­lep­sze dla każ­de­go. Celem życia jest nasza odpo­wiedź na miłość Boga — odwza­jem­nie­nie jej naszą miło­ścią. Może­my to zro­bić decy­du­jąc się na życie, któ­re się Jemu podo­ba i jest na Jego chwa­łę. Tyl­ko takie życie ma rze­czy­wi­sty sens i nie będzie stra­co­ne. Tyl­ko w Bogu czło­wiek znaj­du­je praw­dzi­we wypełnienie.

Ludzie czę­sto gubią sens życia podą­ża­jąc za swo­imi pra­gnie­nia­mi, skon­cen­tro­wa­ni na reali­za­cji swo­ich wła­snych celów. Nie zauwa­ża­ją, że przez to odrzu­ca­ją zapro­sze­nie do życia w przy­jaź­ni z Bogiem. O tym powie­dział Jezus taką przypowieść:

„(…) Pewien czło­wiek wypra­wił wiel­ką ucztę i zapro­sił wie­lu. Kie­dy nad­szedł czas uczty, posłał swe­go słu­gę, aby powie­dział zapro­szo­nym: Przyjdź­cie, bo już wszyst­ko jest goto­we. Wte­dy zaczę­li się wszy­scy jed­no­myśl­nie wyma­wiać. Pierw­szy kazał mu powie­dzieć: Kupi­łem pole, muszę wyjść, aby je obej­rzeć; pro­szę cię, uwa­żaj mnie za uspra­wie­dli­wio­ne­go. Dru­gi rzekł: Kupi­łem pięć par wołów i idę je wypró­bo­wać; pro­szę cię, uwa­żaj mnie za uspra­wie­dli­wio­ne­go. Jesz­cze inny rzekł: Poślu­bi­łem żonę i dla­te­go nie mogę przyjść. Słu­ga powró­cił i oznaj­mił to swe­mu panu. Wte­dy roz­gnie­wa­ny gospo­darz naka­zał słu­dze: Wyjdź co prę­dzej na uli­ce i zauł­ki mia­sta i wpro­wadź tu ubo­gich, ułom­nych, nie­wi­do­mych i chro­mych. Słu­ga oznaj­mił: Panie, sta­ło się, jak roz­ka­za­łeś, a jesz­cze jest miej­sce. Na to pan rzekł do słu­gi: Wyjdź na dro­gi i mię­dzy opłot­ki i zmu­szaj do wej­ścia, aby mój dom był zapeł­nio­ny. Albo­wiem powia­dam wam: żaden z owych ludzi, któ­rzy byli zapro­sze­ni, nie skosz­tu­je mojej uczty.” (Łk 14,16–24)

Żona, pole, woły sta­ły się waż­niej­sze od przy­ję­cia zapro­sze­nia. Dzi­siaj czę­sto bywa podob­nie: celem sta­ją się stu­dia, pra­ca, rodzi­na, hob­by, marze­nia … Dane jest nam jed­no życie, któ­re trwa tyl­ko krót­ko. Waż­ne jest więc wła­ści­wie je wyko­rzy­stać, aby wejść do życia wiecz­ne­go. Nie­mą­drze jest zmar­no­wać je na to, co prze­mi­ja i nie sta­no­wi praw­dzi­wej war­to­ści. Jezus powiedział:

„Nie gro­madź­cie sobie skar­bów na zie­mi, gdzie mól i rdza nisz­czą i gdzie zło­dzie­je wła­mu­ją się i krad­ną. Gro­madź­cie sobie skar­by w nie­bie, gdzie ani mól, ani rdza nie nisz­czą i gdzie zło­dzie­je nie wła­mu­ją się i nie krad­ną. Bo gdzie jest twój skarb, tam będzie i ser­ce two­je.” (Mt 6,19–21)

Dla­te­go żad­ne rze­czy docze­sne, któ­re trwa­ją tyl­ko tu na zie­mi, nie powin­ny stać się naszym „skar­bem”. Nauka, pra­ca czy tro­ska o rodzi­nę są waż­ne i trze­ba się nimi odpo­wie­dzial­nie zaj­mo­wać, ale nie mogą stać się fun­da­men­tem życia. To zna­czy, że nie moż­na im pod­po­rząd­ko­wać wszyst­kie­go inne­go. Życie opar­te na tym, co na pew­no kie­dyś stra­ci­my, musi skoń­czyć się gorz­kim rozczarowaniem.

Tyl­ko kie­dy jeste­śmy goto­wi zre­zy­gno­wać ze swo­ich wła­snych pra­gnień i celów, może­my roz­po­znać, jakie cele wyzna­cza nam Bóg i przy­jąć wezwa­nie Jezu­sa do naśla­do­wa­nia Go.

Syn Boży, sta­jąc się czło­wie­kiem, poka­zał nam, co zna­czy życie, któ­re ma sens i jacy powin­ni­śmy być. Jezus nigdy nie zgrze­szył prze­ciw­ko niko­mu, a dobro innych sta­wiał wyżej niż wła­sne. On nie spę­dzał cza­su na budo­wa­niu swo­je­go pry­wat­ne­go życia i gro­ma­dze­niu dla sie­bie. Nie szu­kał uzna­nia ani wła­snej korzy­ści, ale zawsze sta­wiał pyta­nie, co Bóg uwa­ża za naj­lep­sze w danej sytuacji.

„Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze same­go sie­bie, niech co dnia bie­rze krzyż swój i niech Mnie naśla­du­je! Bo kto chce zacho­wać swo­je życie, stra­ci je, a kto stra­ci swe życie z mego powo­du, ten je zacho­wa. Bo cóż za korzyść ma czło­wiek, jeśli cały świat zyska, a sie­bie zatra­ci lub szko­dę ponie­sie?” (Łk 9,23–25)

„A kto by chciał Mi słu­żyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój słu­ga. A jeśli ktoś Mi słu­ży, uczci go mój Ojciec.” (J 12,26)

Kto jest więc spra­gnio­ny sen­su życia, może go odna­leźć w Jezusie.

„(…) Jeśli kto pra­gnie, niech przyj­dzie do mnie i pije. Kto wie­rzy we mnie, jak powia­da Pismo, z wnę­trza jego popły­ną rze­ki wody żywej.”[3] (J 7,37–38)

„(…) Ja przy­sze­dłem po to, aby [owce] mia­ły życie i mia­ły je w obfi­to­ści.” (J 10,10b)

Jeśli szu­kasz sen­su życia w Bogu, to zapra­sza­my Cię, by poroz­ma­wiać z nami o tym, co to kon­kret­nie ozna­cza. My zna­leź­li­śmy odpo­wiedź w Piśmie Świę­tym, któ­re jest dla nas dro­go­wska­zem. Jeste­śmy chrze­ści­ja­na­mi i codzien­nie sta­ra­my się o to, by nasze życie podo­ba­ło się Bogu i nawza­jem sobie w tym pomagamy.

„Szu­kaj­cie Pana, gdy się pozwa­la zna­leźć, wzy­waj­cie Go, dopó­ki jest bli­sko! Nie­chaj bez­boż­ny porzu­ci swą dro­gę i czło­wiek nie­pra­wy swo­je kno­wa­nia. Niech się nawró­ci do Pana, a Ten się nad nim zmi­łu­je, i do Boga nasze­go, gdyż hoj­ny jest w prze­ba­cza­niu.” (Iz 55,6–7)


Przypisy

  1. Biblia War­szaw­ska, Towa­rzy­stwo Biblij­ne w Pol­sce, 1975
  2. Wię­cej o tym w opra­co­wa­niu „Bóg jest miło­ścią“.
  3. Biblia War­szaw­ska, Towa­rzy­stwo Biblij­ne w Pol­sce, 1975


Biblia War­szaw­ska, Towa­rzy­stwo Biblij­ne w Pol­sce, 1975

Wię­cej o tym w opra­co­wa­niu „Bóg jest miło­ścią“.

Biblia War­szaw­ska, Towa­rzy­stwo Biblij­ne w Pol­sce, 1975