O życiu pierw­szych chrześcijan

Pisząc o życiu pierw­szych chrze­ści­jan nie chce­my jedy­nie opi­sać ich spo­so­bu życia i prze­ko­nań. Przede wszyst­kim pra­gnie­my, aby ten tekst stał się zapro­sze­niem do reflek­sji nad pyta­niem, dla­cze­go pierw­si chrze­ści­ja­nie żyli w taki wła­śnie sposób.

Hodowanie cebul tulipanów symbolizujących pierwsze zbiory nowo wybranego ludu Bożego.

1. Dla­cze­go pisze­my o pierw­szych chrześcijanach

Dziś czę­sto moż­na spo­tkać się z opi­nią, że w obec­nych warun­kach nie da się już żyć jako chrze­ści­ja­nin tak jak wte­dy, lub że wie­rzą­cy we wcze­snym Koście­le tak inten­syw­nie dzie­li­li ze sobą życie jedy­nie, dopó­ki nie wygasł ich począt­ko­wy entu­zjazm. Chcie­li­by­śmy wyka­zać, że życie pierw­szych chrze­ści­jan było urze­czy­wist­nie­niem i kon­ty­nu­acją tego, cze­go ucznio­wie Jezu­sa doświad­czy­li będąc razem ze swym Mistrzem. Zro­zu­mie­li oni, że Jego poświę­ce­nie jest wzo­rem wszel­kiej praw­dzi­wej służ­by Bogu i że naśla­do­wać Go ozna­cza wła­śnie to: goto­wość – tak jak Jezus – poświę­cić całe swo­je życie Bogu, bra­ciom i sio­strom w wie­rze oraz budo­wa­niu Kró­le­stwa Boże­go, cokol­wiek by to mia­ło dla nich ozna­czać. Na tym pole­ga­ło naśla­do­wa­nie Jezu­sa wte­dy i tak­że dzi­siaj nie może być inaczej.

Dzi­siej­sze „nie­dziel­ne chrze­ści­jań­stwo”, przy­po­mi­na­ją­ce wizy­tę w urzę­dzie lub koło zain­te­re­so­wań, nie jest nie­unik­nio­nym rezul­ta­tem prze­mian spo­łecz­nych w cią­gu histo­rii. Jest raczej wyra­zem tego, że wie­le osób chcia­ło­by co praw­da dostą­pić zba­wie­nia, ale brak im goto­wo­ści do pój­ścia wąską ścież­ką za Chry­stu­sem. Rów­nież za cza­sów Jezu­sa przy­cho­dzi­ły do Nie­go oso­by o takim nasta­wie­niu, a On ostrze­gał ich:

Cze­mu to wzy­wa­cie Mnie: „Panie, Panie!”, a nie czy­ni­cie tego, co mówię? Poka­żę wam, do kogo podob­ny jest każ­dy, kto przy­cho­dzi do Mnie, słu­cha słów moich i wypeł­nia je. Podob­ny jest do czło­wie­ka, któ­ry budu­je dom: wko­pał się głę­bo­ko i fun­da­ment zało­żył na ska­le. Gdy przy­szła powódź, potok wez­bra­ny ude­rzył w ten dom, ale nie zdo­łał go naru­szyć, ponie­waż był dobrze zbu­do­wa­ny. Lecz ten, kto słu­cha, a nie wypeł­nia, podob­ny jest do czło­wie­ka, któ­ry zbu­do­wał dom na zie­mi bez fun­da­men­tu. [Gdy] potok ude­rzył w nie­go, od razu runął, a upa­dek jego był wiel­ki». (Łuka­sza 6,46–49)

2. „Zosta­wi­li wszyst­ko i poszli za Nim” — czas razem z Jezusem

Zanim Jezus roz­po­czął swo­ją publicz­ną dzia­łal­ność, Jan zaczął chrzcić i wzy­wać do poku­ty, żeby przy­go­to­wać swo­ich roda­ków na przyj­ście Mesja­sza. Oso­ba Jana Chrzci­cie­la przy­cią­ga­ła uwa­gę wie­lu Żydów, zwłasz­cza tych, któ­rzy mie­li wiel­ką nadzie­ję, że Bóg wkrót­ce ześle obie­ca­ne­go Zba­wi­cie­la. Wśród nich zna­leź­li się rów­nież ci, któ­rzy póź­niej nale­że­li do naj­bliż­sze­go oto­cze­nia Jezusa.

Od momen­tu chrztu Jezu­sa, Jan Chrzci­ciel zaczął gło­sić wprost, że to wła­śnie Jezus jest tym Słu­gą Bożym, któ­ry odku­pi Izra­ela. Tym, któ­rzy do nie­go przy­cho­dzi­li, wska­zy­wał na Jezu­sa i tak śro­dek cięż­ko­ści ruchu mesjań­skie­go prze­niósł się z Jana Chrzci­cie­la na Jezusa.

Spo­śród wie­lu ludzi, któ­rzy przy­cho­dzi­li słu­chać Jezu­sa i któ­rzy Mu od cza­su do cza­su towa­rzy­szy­li, wybrał On dwu­na­stu męż­czyzn, któ­rzy odtąd sta­le byli przy Nim (Łuka­sza 6:12–16). Im, apo­sto­łom, wyja­śniał wie­le rze­czy dokład­niej na osob­no­ści. Im dał się poznać naj­głę­biej, ich nauczał i przy­go­to­wy­wał, aby póź­niej byli w sta­nie nieść głów­ną odpo­wie­dzial­ność za zało­że­nie pod­staw nowe­go ludu Boże­go – Kościoła.

Zapy­ta­ny pew­ne­go razu, jakie jest naj­waż­niej­sze przy­ka­za­nie, Jezus odpo­wie­dział następująco:

Pierw­sze jest: Słu­chaj, Izra­elu, Pan Bóg nasz, Pan jest jeden. Będziesz miło­wał Pana, Boga swe­go, całym swo­im ser­cem, całą swo­ją duszą, całym swo­im umy­słem i całą swo­ją mocą. Dru­gie jest to: Będziesz miło­wał swe­go bliź­nie­go jak sie­bie same­go. Nie ma inne­go przy­ka­za­nia więk­sze­go od tych. (Mar­ka 12,29–31)

A gdy w wie­czór przed śmier­cią Jezus nadał swo­im uczniom Nowe Przy­ka­za­nie, za wzór do naśla­do­wa­nia posta­wił swo­je wła­sne życie:

Przy­ka­za­nie nowe daję wam, aby­ście się wza­jem­nie miło­wa­li tak, jak Ja was umi­ło­wa­łem; żeby­ście i wy tak się miło­wa­li wza­jem­nie. Po tym wszy­scy pozna­ją, żeście ucznia­mi moimi, jeśli będzie­cie się wza­jem­nie miło­wa­li. (Jana 13,34–35)

W tym cza­sie ucznio­wie nie zda­wa­li sobie jesz­cze w peł­ni spra­wy z ogro­mu tej miło­ści, ponie­waż naj­więk­szy jej prze­jaw – dobro­wol­ne pod­da­nie się nie­spra­wie­dli­wej, okrut­nej śmier­ci na krzy­żu – jesz­cze się nie doko­nał. Jed­nak będąc z Nim dzień w dzień przez cały ten czas doświad­czy­li już wie­lu jej oznak:

3. „Cze­mu szu­ka­cie żywe­go mię­dzy umar­ły­mi?” — od Gol­go­ty do Pięćdziesiątnicy.

Cho­ciaż Jezus przy­go­to­wy­wał swo­ich uczniów na to, że będzie musiał umrzeć, ale tak­że, że zmar­twych­wsta­nie (Mate­usza 16:21), Jego śmierć była dla nich kata­stro­fą, któ­ra zda­wa­ła się pogrze­bać wszel­kie ich nadzie­je. Trze­cie­go dnia uka­zał im się jed­nak jako Ten, któ­ry powstał z mar­twych. Kolej­ne tygo­dnie spę­dzo­ne z Jezu­sem po Jego zmar­twych­wsta­niu były dla nich cza­sem inten­syw­nych prze­mian. Uczy­li się widzieć wie­le spraw z nowej per­spek­ty­wy. Teraz sta­ło się dla nich cał­kiem jasne, że Mesjasz nie przy­szedł usta­no­wić kró­le­stwa poko­ju na zie­mi i uni­ce­stwić wszyst­kich bez­boż­nych. Kró­le­stwo Boże mia­ło przy­no­sić dobre owo­ce, rosnąc pośród kąko­lu tego świa­ta. Ucznio­wie mie­li zanieść prze­sła­nie Jezu­sa aż na krań­ce zie­mi. Mie­li gło­sić wszę­dzie łaskę Boga, któ­ry z miło­ści do nas stał się czło­wie­kiem. W Jezu­sie sam Bóg przy­szedł na świat. Poświę­ciw­szy się dla nas, chciał pomóc nam nawró­cić się z bun­tu i obo­jęt­no­ści wobec kocha­ją­ce­go Stwór­cy i żyć w miło­ści do Boga i innych. To jest dro­ga Zba­wie­nia i cel, któ­re­mu ucznio­wie Jezu­sa się odtąd oddali.

W dniu Pięć­dzie­siąt­ni­cy otrzy­ma­li oni Ducha Świę­te­go. To sta­ło się decy­du­ją­cym impul­sem do tego, aby zacząć gło­sić Dobrą Nowi­nę. Duch Boży pomógł im prze­zwy­cię­żyć strach i dał im sło­wa, któ­re dzia­ła­ły w ser­cach słu­cha­czy. Wie­lu Żydów, któ­rzy byli w Jero­zo­li­mie w dniu Pięć­dzie­siąt­ni­cy, uwie­rzy­ło świa­dec­twu uczniów o zmar­twych­wsta­niu Jezu­sa i o tym, że to On jest posła­nym przez Boga Mesja­szem. Od tego zaczę­ła się wła­ści­wa histo­ria Kościoła.

4. „Co mamy czy­nić, Bra­cia?” — powsta­nie i życie wspólnoty.

Roz­dział dru­gi Dzie­jów Apo­stol­skich opi­su­ją wyda­rze­nia owe­go dnia Pięć­dzie­siąt­ni­cy. Poniż­szy frag­ment (wer­sy 36–47) zawie­ra zakoń­cze­nie mowy Pio­tra po zesła­niu Ducha Świę­te­go i reak­cję Żydów, któ­rzy uwierzyli:

Niech więc cały dom Izra­ela wie z nie­wzru­szo­ną pew­no­ścią, że tego Jezu­sa, któ­re­go wyście ukrzy­żo­wa­li, uczy­nił Bóg i Panem, i Mesja­szem». Gdy to usły­sze­li, prze­ję­li się do głę­bi ser­ca: «Cóż mamy czy­nić, bra­cia?» — zapy­ta­li Pio­tra i pozo­sta­łych Apo­sto­łów. «Nawróć­cie się — powie­dział do nich Piotr — i niech każ­dy z was ochrzci się w imię Jezu­sa Chry­stu­sa na odpusz­cze­nie grze­chów waszych, a weź­mie­cie w darze Ducha Świę­te­go. Bo dla was jest obiet­ni­ca i dla dzie­ci waszych, i dla wszyst­kich, któ­rzy są dale­ko, a któ­rych powo­ła Pan Bóg nasz». W wie­lu też innych sło­wach dawał świa­dec­two i napo­mi­nał: «Ratuj­cie się spo­śród tego prze­wrot­ne­go poko­le­nia!». Ci więc, któ­rzy przy­ję­li jego naukę, zosta­li ochrzcze­ni. I przy­łą­czy­ło się owe­go dnia oko­ło trzech tysię­cy dusz. Trwa­li oni w nauce Apo­sto­łów i we wspól­no­cie, w łama­niu chle­ba i w modli­twach. Bojaźń ogar­nia­ła każ­de­go, gdyż Apo­sto­ło­wie czy­ni­li wie­le zna­ków i cudów. Ci wszy­scy, co uwie­rzy­li, prze­by­wa­li razem i wszyst­ko mie­li wspól­ne. Sprze­da­wa­li mająt­ki i dobra i roz­dzie­la­li je każ­de­mu według potrze­by. Codzien­nie trwa­li jed­no­myśl­nie w świą­ty­ni, a łamiąc chleb po domach, przyj­mo­wa­li posi­łek z rado­ścią i pro­sto­tą ser­ca. Wiel­bi­li Boga, a cały lud odno­sił się do nich życz­li­wie. Pan zaś przy­mna­żał im codzien­nie tych, któ­rzy dostę­po­wa­li zba­wie­nia. (Dzie­je 2:36–47)

Tak samo jak Jezus (Mar­ka 1,14), Piotr roz­po­czął gło­sze­nie od wezwa­nia do nawró­ce­nia. Pod­jąć nowe życie jako dziec­ko Boże moż­na tyl­ko, jeśli się zerwie ze sta­rym, obar­czo­nym grze­cha­mi życiem. Kto chciał zbli­żyć się do Boga, musiał być goto­wy skon­fron­to­wać się ze swo­imi grze­cha­mi, któ­re oddzie­la­ły go od Boga, ale tak­że od bliźnich.

Nowi­na, któ­rą usły­sze­li­śmy od Nie­go i któ­rą wam gło­si­my, jest taka: Bóg jest świa­tło­ścią, a nie ma w Nim żad­nej ciem­no­ści. Jeże­li mówi­my, że mamy z Nim współ­uczest­nic­two, a cho­dzi­my w ciem­no­ści, kła­mie­my i nie postę­pu­je­my zgod­nie z praw­dą. Jeże­li zaś cho­dzi­my w świa­tło­ści, tak jak On sam trwa w świa­tło­ści, wte­dy mamy jed­ni z dru­gi­mi współ­uczest­nic­two, a krew Jezu­sa, Syna Jego, oczysz­cza nas z wszel­kie­go grze­chu. (1 Jana 1,5–7)

Czło­wiek może zbli­żyć się do świę­te­go Boga jedy­nie ze szcze­rym ser­cem. Jeśli ktoś odsła­nia przed Bogiem swo­je grze­chy, Bóg może je „zakryć” (Psalm 32:1.5), może mu prze­ba­czyć i uczy­nić go nowym czło­wie­kiem, któ­re­go pro­wa­dzi Duch Boży. A Duch Boży pro­wa­dzi czło­wie­ka przede wszyst­kim do miło­ści. Ucznio­wie Jezu­sa nauczy­li się od swo­je­go Mistrza, że miłość ozna­cza odda­nie całe­go życia. Ta świa­do­mość rów­nież kształ­to­wa­ła życie wie­rzą­cych we wcze­snym Koście­le. Miłość, któ­rą Bóg wle­wa w ser­ce każ­de­go ze swo­ich dzie­ci (Rzy­mian 5:5), przy­na­gla je, by nie żyć już dla same­go sie­bie. Paweł tak to wyraził:

Albo­wiem miłość Chry­stu­sa przy­na­gla nas, pomnych na to, że sko­ro Jeden umarł za wszyst­kich, to wszy­scy pomar­li. A wła­śnie za wszyst­kich umarł po to, aby ci, co żyją, już nie żyli dla sie­bie, lecz dla Tego, któ­ry za nich umarł i zmar­twych­wstał. (2 Koryn­tian 5:14–15)

Ponie­waż pierw­si chrze­ści­ja­nie, podob­nie jak Jezus, nie chcie­li już żyć dla sie­bie, byli goto­wi uwol­nić się od wszyst­kie­go, co prze­szka­dza­ło im poświę­cić się Bogu i zba­wie­niu innych; np. od przy­wią­za­nia do wła­sne­go domu czy pola, ale też do człon­ków rodzi­ny lub dotych­cza­so­wych pla­nów na życie… Jezus mówił, że z jed­nej stro­ny innej dro­gi nie ma (Łuka­sza 14:33), a z dru­giej, że jest w tym pew­na Boża obietnica:

Wte­dy Piotr zaczął mówić do Nie­go: «Oto my opu­ści­li­śmy wszyst­ko i poszli­śmy za Tobą». Jezus odpo­wie­dział: «Zapraw­dę, powia­dam wam: Nikt nie opusz­cza domu, bra­ci, sióstr, mat­ki, ojca, dzie­ci i pól z powo­du Mnie i z powo­du Ewan­ge­lii, żeby nie otrzy­mał sto­kroć wię­cej teraz, w tym cza­sie, domów, bra­ci, sióstr, matek, dzie­ci i pól, wśród prze­śla­do­wań, a życia wiecz­ne­go w cza­sie przy­szłym. (Mar­ka 10:28–30)

Dzię­ki goto­wo­ści zapar­cia się sie­bie (Łuka­sza 9:23) i porzu­ce­nia dotych­cza­so­we­go życia, sta­li się wol­ni dla spraw Kró­le­stwa Boże­go. Każ­de­go dnia spę­dza­li czas na tere­nie świą­ty­ni jero­zo­lim­skiej, gdzie mie­li spo­sob­ność do roz­mów z wie­lo­ma inny­mi Żyda­mi, któ­rym świad­czy­li /mówili o Jezu­sie Mesja­szu. Spo­ty­ka­li się też codzien­nie na wspól­no­cie w swo­ich domach. Na tych spo­tka­niach w mniej­szym krę­gu nikt nie pozo­sta­wał ano­ni­mo­wy. Nie było tam litur­gii ani pro­gra­mu, w któ­rych moż­na by uczest­ni­czyć „cał­ko­wi­cie nie­zo­bo­wią­zu­ją­co”. W tej wspól­no­cie bar­dzo prak­tycz­nie doświad­czy­li, że sta­li się dla sie­bie nawza­jem brać­mi i sio­stra­mi, rodzi­ca­mi i dzieć­mi, nawet jeśli wcze­śniej byli sobie zupeł­nie obcy, a nawet wro­dzy. Wspól­no­ta była otwar­ta na wszyst­kich: bied­nych i boga­tych, męż­czyzn i kobiet, Żydów i nie-Żydów, nie­wol­ni­ków i wol­nych, mło­dych i sta­rych. Życie Kościo­ła było opar­te na naucza­niu apo­sto­łów o Jezu­sie i Jego przy­ka­za­niach, o Bożej isto­cie i woli. Tak jak Jezus słu­żył ludziom, oni rów­nież słu­ży­li sobie nawza­jem, zachę­ca­jąc się, napo­mi­na­jąc, pocie­sza­jąc i kory­gu­jąc. Ponie­waż spę­dza­li ze sobą jak naj­wię­cej cza­su na ducho­wej spo­łecz­no­ści, zna­li się głę­bo­ko nawza­jem i wie­dzie­li, w czym brat lub sio­stra potrze­bu­ją pomo­cy. W rela­cjach, któ­re pozo­sta­ją powierz­chow­ne i prze­lot­ne, ponie­waż ktoś nie chce cał­kiem otwo­rzyć się przed dru­gą oso­bą, nie ma miej­sca na głę­bo­ką miłość. Ówcze­śni Chrze­ści­ja­nie dzie­li­li swe rado­ści i smut­ki, a tak­że wyzna­wa­li sobie nawza­jem sła­bo­ści i grze­chy (Jaku­ba 5:16;

Dzie­je 19:18) i poma­ga­li sobie nawza­jem wytrwać w wie­rze. Wszyst­ko to wypły­wa­ło z pra­gnie­nia, by poma­gać sobie nawza­jem żyć w świę­to­ści i bojaź­ni Bożej, aby wszy­scy mogli wspól­nie osią­gnąć cel wia­ry: wiecz­ną radość w Bożej obec­no­ści. Jak nie­zbęd­ne do zba­wie­nia są codzien­na bra­ter­ska zachę­ta i napo­mnie­nie, wyra­ża jasno List do Hebrajczyków:

Uwa­żaj­cie, bra­cia, aby nie było w kimś z was prze­wrot­ne­go ser­ca nie­wia­ry, któ­rej skut­kiem jest odstą­pie­nie od Boga żywe­go, lecz zachę­caj­cie się wza­jem­nie każ­de­go dnia, póki trwa to, co „dziś” się zwie, aby żaden z was nie uległ zatwar­dzia­ło­ści przez oszu­stwo grze­chu. Jeste­śmy bowiem uczest­ni­ka­mi Chry­stu­sa, jeśli pier­wot­ną nadzie­ję do koń­ca zacho­wa­my sil­ną. (Hebraj­czy­ków 3:12–14)

Poprzez swo­ją miłość, odda­nie i jed­ność pierw­si chrze­ści­ja­nie byli świa­tłem świa­ta, o któ­rym mówił Jezus (Mate­usza 5:14–16) i to świa­dec­two poru­sza­ło ludzi wokół nich. Jed­nak nikt nie śmiał się do nich dołą­czyć, jeśli sam rów­nież nie miał pra­gnie­nia pro­wa­dzić świę­te­go życia (Dzie­je 5:12–14).

Tak wła­śnie wspól­na wia­ra w Jezu­sa jako Zba­wi­cie­la i w praw­dzi­wość Jego słów złą­czy­ła pierw­szych chrze­ści­jan bar­dzo głę­bo­ką wię­zią. Jed­nak ta głę­bo­ka więź ule­ga­ła rów­nież zerwa­niu, jeśli ktoś stra­cił pra­gnie­nie, by bez­in­te­re­sow­nie miło­wać i wra­cał na dro­gę ego­izmu. Przy­kład Ana­nia­sza i Safi­ry (Dzie­je 5:1–11) poka­zu­je, jak fatal­ne skut­ki nie­sie za sobą, gdy chrze­ści­ja­nie tra­cą szcze­rość ser­ca. Tych dwo­je sprze­da­ło swo­je pole, ale ponie­waż nie wypły­wa­ło to ze szcze­rej chę­ci dawa­nia, okła­ma­li apo­sto­łów. Mogli prze­cież zatrzy­mać swo­ją wła­sność. Gdy­by bowiem mie­li ku temu uza­sad­nio­ne powo­dy, nie musie­li­by ukry­wać swo­jej decy­zji i wszyst­ko moż­na było­by omó­wić w otwar­to­ści i zaufaniu.

W Koście­le Bożym nie mogą być oso­by nie­szcze­re. Zaufa­nie, któ­re jest abso­lut­nie nie­zbęd­ne, by móc wspól­nie słu­żyć Bogu, zosta­je znisz­czo­ne, gdy ktoś prze­sta­je szcze­rze szu­kać Bożej woli. Ta smut­na sytu­acja sta­no­wi wstęp do kolej­ne­go aspek­tu wspól­ne­go życia pierw­szych chrze­ści­jan: wspól­no­ty dóbr.

5. „…I wszyst­ko mie­li wspól­ne” – Wspól­no­ta mienia

W cyto­wa­nym powy­żej frag­men­cie z Ewan­ge­lii Mar­ka 10,28–30 Jezus obie­cał uczniom tak­że domy i pola. Wypeł­nie­niem tej obiet­ni­cy była posta­wa pierw­szych chrze­ści­jan, któ­rzy nie uwa­ża­li już tego, co posia­da­li, za swo­ją pry­wat­ną wła­sność. Wszyst­ko uzna­li za wspól­ne i dla­te­go dzie­li­li się tym, co mie­li, z brać­mi i sio­stra­mi w wie­rze. Nikt im tego nie naka­zał, a to, w jaki spo­sób korzy­sta­li ze swo­ich dóbr mate­rial­nych, leża­ło w gestii wol­no­ści ich sumie­nia przed Bogiem. Rów­nież dla osób z zewnątrz wspól­no­ta dóbr była wyraź­nym świa­dec­twem zaufa­nia oraz głę­bo­kiej jed­no­ści i soli­dar­no­ści mię­dzy chrze­ści­ja­na­mi. Cze­goś takie­go nie znaj­dzie się w tym świe­cie. Ponie­waż sta­li się nowy­mi ludź­mi, nie czu­li się już przy­wią­za­ni do swo­jej ziem­skiej wła­sno­ści. Ich naj­cen­niej­szym skar­bem sta­ło się to, co nie­prze­mi­jal­ne, dla­te­go było dla nich czymś natu­ral­nym wyko­rzy­sty­wać dla Kró­le­stwa Boże­go tak­że to, co prze­mi­ja. Nie wrzu­ci­li wszyst­kie­go do jed­nej kasy, ale ten, kto posia­dał wię­cej, dawał to tym, któ­rzy byli w potrze­bie. Czy­ta­my o tym nie tyl­ko w Dzie­jach Apo­stol­skich 2, ale tak­że w roz­dzia­le 4:

Jeden duch i jed­no ser­ce oży­wia­ły wszyst­kich wie­rzą­cych. Żaden nie nazy­wał swo­im tego, co posia­dał, ale wszyst­ko mie­li wspól­ne. Apo­sto­ło­wie z wiel­ką mocą świad­czy­li o zmar­twych­wsta­niu Pana Jezu­sa, a wszy­scy oni mie­li wiel­ką łaskę. Nikt z nich nie cier­piał nie­do­stat­ku, bo wła­ści­cie­le pól albo domów sprze­da­wa­li je i przy­no­si­li pie­nią­dze [uzy­ska­ne] ze sprze­da­ży, i skła­da­li je u stóp Apo­sto­łów. Każ­de­mu też roz­dzie­la­no według potrze­by. Tak Józef, nazwa­ny przez Apo­sto­łów Bar­na­bas, to zna­czy „Syn Pocie­sze­nia”, lewi­ta rodem z Cypru, sprze­dał zie­mię, któ­rą posia­dał, a pie­nią­dze przy­niósł i zło­żył u stóp Apo­sto­łów. (Dzie­je 4:32–37)

W dzi­siej­szych tak zwa­nych kościo­łach, w któ­rych miłość bra­ter­ską taką, jak u pierw­szych chrze­ści­jan, redu­ku­je się do uczest­nic­twa w wyda­rze­niach lub rytu­ałach reli­gij­nych, brak też pra­gnie­nia dzie­le­nia się tym, co się posia­da. Nie może tego bra­ku skom­pen­so­wać conie­dziel­na kolek­ta ani dzie­się­ci­na powszech­nie prak­ty­ko­wa­na w kościo­łach pro­te­stanc­kich, któ­re nie mają uza­sad­nie­nia w Nowym Testa­men­cie. W ten spo­sób dzie­li się tyl­ko nie­wiel­ką czę­ścią tego, co uwa­ża się za swo­ją wła­sność. Teo­lo­dzy pró­bu­ją wyta­czać pozor­ne argu­men­ty, by uspra­wie­dli­wić dzi­siej­szy brak wspól­no­ty mie­nia w nomi­nal­nych kościo­łach. Łatwo znaj­du­ją one akcep­ta­cję wśród ich człon­ków, pra­gną­cych w jakiś spo­sób zaka­mu­flo­wać ego­izm rów­nież w odnie­sie­niu do swo­jej wła­sno­ści. Na przy­kład nie­któ­rzy twier­dzą, że ówcze­śni chrze­ści­ja­nie dzie­li­li się wszyst­kim, ponie­waż ocze­ki­wa­li, iż wkrót­ce nastą­pi koniec świa­ta i myśle­li, że sko­ro Jezus wkrót­ce powró­ci, rze­czy mate­rial­ne nie będą im już na dłu­go potrzeb­ne. Cza­sa­mi twier­dzi się rów­nież, że prze­sta­li pra­co­wać zarob­ko­wo, w wyni­ku cze­go Kościół jero­zo­lim­ski zubo­żał. Paweł miał póź­niej prze­pro­wa­dzać zbiór­ki pie­nię­dzy, aby uchro­nić wie­rzą­cych w Jero­zo­li­mie przed rze­ko­mo zawi­nio­nym przez nich nie­bez­pie­czeń­stwem śmier­ci głodowej.

Widzi­my takie „argu­men­ty” jako roz­myśl­ne zakwe­stio­no­wa­nie tej miło­ści, któ­rą Bóg wzbu­dził wśród pierw­szych chrze­ści­jan. Kto­kol­wiek tak twier­dzi, musi uświa­do­mić sobie, co przy­pi­su­je apo­sto­łom. Gło­sząc taki pogląd odma­wia się im pro­wa­dze­nia Ducha Boże­go i posą­dza o popro­wa­dze­nie Kościo­ła w śle­py zaułek. Pośred­nio kwe­stio­nu­je się tym samym rów­nież mądrość Jezu­sa, któ­ry wybrał wła­śnie tych ludzi, aby za ich pośred­nic­twem budo­wać swój Kościół. Nie bie­rze się też pod uwa­gę fak­tu, że sam Bóg potwier­dził ducho­wy auto­ry­tet apo­sto­łów, dając im moc czy­nie­nia cudów. Chcie­li­by­śmy przyj­rzeć się tej argumentacji:

Stwier­dze­nie, iż pierw­si chrze­ści­ja­nie mie­li­by ocze­ki­wać, że Jezus powró­ci jesz­cze za ich życia, nie znaj­du­je uza­sad­nie­nia w Biblii. Chry­stus pole­cił im zanieść Ewan­ge­lię aż po krań­ce zie­mi (Dzie­je 1:8). Z pew­no­ścią nie myśle­li na tyle nie­re­ali­stycz­nie, by sądzić, że speł­nią to pole­ce­nie w prze­cią­gu kil­ku lat. W Ewan­ge­lii Jana 21:18–19 czy­ta­my rów­nież, iż Jezus prze­po­wie­dział Pio­tro­wi, że gdy się zesta­rze­je, umrze śmier­cią męczeń­ską. Jest to wyraź­na wska­zów­ka, że Piotr nie doświad­czy powtór­ne­go przyj­ścia Jezu­sa za życia na zie­mi. Chrze­ści­ja­nie pra­gnę­li być zawsze przy­go­to­wa­ni na ponow­ne spo­tka­nie z Jezu­sem; żyli w ocze­ki­wa­niu na Jego powrót, kie­dy­kol­wiek miał­by nastą­pić. Jezus sam nauczał ich (i nas wszyst­kich), aby­śmy czu­wa­li, gdyż Syn Czło­wie­czy przyj­dzie „jak zło­dziej w nocy” (Łk 12,35–40).

Pola, któ­re sprze­da­wa­li pierw­si chrze­ści­ja­nie, zapew­ne nie były im już wię­cej potrzeb­ne, co mia­ło też kon­kret­ne tło histo­rycz­ne. Wśród poboż­nych Żydów ist­nia­ło mia­no­wi­cie ocze­ki­wa­nie, że Mesjasz, gdy przyj­dzie, wystą­pi w Jero­zo­li­mie. Dla­te­go przyj­mu­je się, że kupo­wa­li polet­ka pod grób w Jero­zo­li­mie i jej oko­li­cach.[1] Mie­li nadzie­ję, że pod­czas zmar­twych­wsta­nia umar­łych w dniu osta­tecz­nym będą tam, gdzie poja­wi się Mesjasz. Kie­dy sta­li się chrze­ści­ja­na­mi i zro­zu­mie­li, że Zba­wi­ciel już przy­szedł, naj­praw­do­po­dob­niej sprze­da­li takie wła­śnie dział­ki, by pomóc potrze­bu­ją­cym. Nadal jed­nak miesz­ka­li w swo­ich wła­snych domach, w któ­rych gro­ma­dzi­li się, jak czy­ta­li­śmy we frag­men­cie z Dzie­jów Apo­stol­skich 2.

Może­my też wyjść z zało­że­nia, że chrze­ści­ja­nie w Jero­zo­li­mie nie myśle­li na temat pra­cy ina­czej niż Paweł, któ­ry w Liście do Tesa­lo­ni­czan sta­now­czo napo­mi­na takich chrze­ści­jan, któ­rzy żyli w nie­po­rząd­ny czy nie­od­po­wie­dzial­ny sposób:

Naka­zu­je­my wam, bra­cia, w imię Pana nasze­go Jezu­sa Chry­stu­sa, aby­ście stro­ni­li od każ­de­go bra­ta, któ­ry postę­pu­je wbrew porząd­ko­wi, a nie według tra­dy­cji, któ­rą prze­ję­li­ście od nas. Sami bowiem wie­cie, jak nale­ży nas naśla­do­wać, bo nie wzbu­dza­li­śmy wśród was nie­po­ko­ju ani u niko­go nie jedli­śmy za dar­mo chle­ba, ale pra­co­wa­li­śmy w tru­dzie i zmę­cze­niu, we dnie i w nocy, aby dla niko­go z was nie być cię­ża­rem. Nie jako­by­śmy nie mie­li do tego pra­wa, lecz po to, aby dać wam samych sie­bie za przy­kład do naśla­do­wa­nia. Albo­wiem gdy byli­śmy u was, naka­zy­wa­li­śmy wam tak: Kto nie chce pra­co­wać, niech też nie je! Sły­szy­my bowiem, że nie­któ­rzy wśród was postę­pu­ją wbrew porząd­ko­wi: wca­le nie pra­cu­ją, lecz zaj­mu­ją się rze­cza­mi nie­po­trzeb­ny­mi. Tym prze­to naka­zu­je­my i napo­mi­na­my ich w Panu Jezu­sie Chry­stu­sie, aby pra­cu­jąc ze spo­ko­jem, wła­sny chleb jedli. (2 Tesa­lo­ni­czan 3:6–12)

Chrze­ści­jań­ska wspól­no­ta dóbr nie ozna­cza oczy­wi­ście zda­nia się na owo­ce pra­cy innych. Każ­dy powi­nien utrzy­my­wać się z wła­snej pra­cy i żyć skrom­nie, aby móc rów­nież wspie­rać tych, któ­rzy są w potrzebie.

Zbiór­ka pie­nię­dzy dla Kościo­łów w Pale­sty­nie, o któ­rej mówi Nowy Testa­ment, (np. w Rzy­mian 15:25–27) nie dowo­dzi, że wspól­no­ta mie­nia zawio­dła. Wręcz prze­ciw­nie, jest to przy­kład bło­go­sła­wień­stwa wspól­no­ty dóbr na więk­szą ska­lę. Powo­dem pierw­szej zbiór­ki, o któ­rej czy­ta­my w Nowym Testa­men­cie, była klę­ska gło­do­wa na tere­nach Cesar­stwa Rzym­skie­go opi­sa­na w Dzie­jach Apo­stol­skich 11:

W tym cza­sie wła­śnie przy­by­li z Jero­zo­li­my do Antio­chii pro­ro­cy. Jeden z nich imie­niem Aga­bos prze­po­wie­dział z natchnie­nia Ducha, że na całej zie­mi nasta­nie wiel­ki głód. Nastał on za Klau­diu­sza. Ucznio­wie posta­no­wi­li więc, że każ­dy według moż­no­ści pośpie­szy z pomo­cą bra­ciom, miesz­ka­ją­cym w Judei. Tak też zro­bi­li, wysy­ła­jąc [jał­muż­nę][2] star­szym przez Bar­na­bę i Szaw­ła. (Dzie­je 11:27–30)

Głód z pew­no­ścią dotknął róż­nych obsza­rów Impe­rium Rzym­skie­go w nie­jed­na­ko­wym stop­niu. Pale­sty­na gene­ral­nie nale­ża­ła do jego uboż­szych pro­win­cji. Do tego Żydzi musie­li też uisz­czać wię­cej podat­ków i ceł: dzie­się­ci­nę dla kapła­nów i służ­by świą­tyn­nej, poda­tek świą­tyn­ny na reno­wa­cję świą­ty­ni, poda­tek pogłów­ny dla cesa­rza i cła dla pobor­ców podat­ko­wych. W tej sytu­acji chrze­ści­ja­nie z tere­nów w lep­szej sytu­acji mate­rial­nej nie waha­li się pomóc bra­ciom z bied­nej Pale­sty­ny. Tę natu­ral­ną chęć dzie­le­nia się i poma­ga­nia sobie nawza­jem widać też we wspól­no­tach, któ­re wspie­ra­ły Kościo­ły z Judei w okre­sie trze­ciej podró­ży misyj­nej Paw­ła. W 2 Liście do Koryn­tian Paweł w ten spo­sób pisze o wspól­no­tach z Macedonii:

Według moż­li­wo­ści, a nawet — zaświad­czam to — ponad swe moż­li­wo­ści oka­za­ły goto­wość, nale­ga­jąc na nas bar­dzo i pro­sząc o łaskę współ­dzia­ła­nia w posłu­dze na rzecz świę­tych. (2 Koryn­tian 8:3–4)

Kon­ty­nu­ując, zachę­ca tak­że Koryntian:

Nie mówię tego, aby wam wyda­wać roz­ka­zy, lecz aby wska­zu­jąc na gor­li­wość innych, wypró­bo­wać waszą miłość. Zna­cie prze­cież łaskę Pana nasze­go Jezu­sa Chry­stu­sa, któ­ry będąc boga­ty, dla was stał się ubo­gim, aby was ubó­stwem swo­im ubo­ga­cić. Tak więc udzie­lam wam rady, a to przy­nie­sie poży­tek wam, któ­rzy zaczę­li­ście już ubie­głe­go roku nie tyl­ko chcieć, lecz i dzia­łać. Dopro­wadź­cie teraz to dzie­ło do koń­ca, aby czyn­ne podzie­le­nie się tym, co macie, potwier­dza­ło waszą chęt­ną goto­wość. A goto­wość uzna­je się nie według tego, cze­go się nie ma, lecz według tego, co się ma. Nie o to bowiem idzie, żeby innym spra­wiać ulgę, a sobie utra­pie­nie, lecz żeby była rów­ność. Teraz więc niech wasz dosta­tek przyj­dzie z pomo­cą ich potrze­bom, aby ich bogac­two było wam pomo­cą w waszych nie­do­stat­kach i aby nasta­ła rów­ność według tego, co jest napi­sa­ne: Nie miał za wie­le ten, kto miał dużo. Nie miał za mało ten, kto miał nie­wie­le. (2 Koryn­tian 8:8–15)

Oczy­wi­ście zbiór­ka pie­nię­dzy nie mia­ła niko­go nad­mier­nie obcią­żyć, lecz dzię­ki wspól­no­cie mie­nia każ­dy miał mieć tyle, ile potrze­bu­je na życie. Paweł uza­sad­nia tę goto­wość do dzie­le­nia się wła­sno­ścią nie ocze­ki­wa­niem na rychły powrót Jezu­sa, ale posta­wą, któ­rą Jezus miał: że stał się „ubo­gi”, aby inni mogli stać się „boga­ci”. Apo­stoł widzi wspól­no­tę mie­nia jako dowód praw­dzi­wej miło­ści bra­ter­skiej. Chrze­ści­ja­nie mają bowiem kochać nie sło­wa­mi, ale czy­nem i prawdą:

Po tym pozna­li­śmy miłość, że On oddał za nas życie swo­je. My tak­że win­ni­śmy oddać życie za bra­ci. Jeśli­by ktoś posia­dał majęt­ność tego świa­ta i widział, że brat jego cier­pi nie­do­sta­tek, a zamknął przed nim swe ser­ce, jak może trwać w nim miłość Boga? Dzie­ci, nie miłuj­my sło­wem i języ­kiem, ale czy­nem i praw­dą! (1 Jana 3:16–18)

Kolej­ną zachę­tę do wspól­no­ty mie­nia znaj­du­je­my w Liście do Hebrajczyków:

Nie zapo­mi­naj­cie o dobro­czyn­no­ści i wza­jem­nej wię­zi[3], gdyż cie­szy się Bóg taki­mi ofia­ra­mi. (Hebraj­czy­ków 13:16)

Rów­nież tutaj widzi­my, że uza­sad­nie­niem pomo­cy mate­rial­nej dla bra­ta w potrze­bie nie jest ocze­ki­wa­nie na bli­ski powrót Jezu­sa czy koniec świa­ta, lecz że są to ofia­ry, któ­re podo­ba­ją się Bogu.

5.1 Odno­śnie do pyta­nia o dziesięcinę

Pokrót­ce chcie­li­by­śmy zająć się tak­że kwe­stią dzie­się­ci­ny: Jak już wspo­mnie­li­śmy, prak­ty­ka ta roz­po­wszech­ni­ła się w nie­któ­rych kościo­łach pro­te­stanc­kich i praw­do­po­dob­nie wie­le osób uwa­ża ją za prak­ty­kę ści­śle biblij­ną. Oczy­wi­ście Biblia mówi o dzie­się­ci­nie, ale nie wśród chrze­ści­jan. W Sta­rym Testa­men­cie dzie­się­ci­na mia­ła mię­dzy inny­mi na celu umoż­li­wie­nie służ­by kapła­nom i lewi­tom oraz sfi­nan­so­wa­nie ofiar w świą­ty­ni (Nehe­mia­sza 10:37–38). Ponad­to, zgod­nie z Powtó­rzo­ne­go Pra­wa 14:28–29, co 3 lata dzie­się­ci­na była prze­zna­cza­na dla ubo­gich z ludu. Ale nigdzie w Nowym Testa­men­cie nie ma wska­zów­ki, że chrze­ści­ja­nie prak­ty­ko­wa­li­by coś podob­ne­go mię­dzy sobą. Prze­ciw­nie, dowia­du­je­my się stam­tąd, że wszyst­ko mie­li wspól­ne. Zga­dza się to rów­nież z opi­sem z Dzie­jów Apo­stol­skich 4,32: „Jeden duch i jed­no ser­ce oży­wia­ły wszyst­kich wie­rzą­cych”. Tak głę­bo­kie zaufa­nie, o jakie czę­sto trud­no nawet w rodzi­nach, nie koń­czy się, gdy cho­dzi o pie­nią­dze. Chrze­ści­ja­nie mogli sobie tak ufać, ponie­waż bar­dzo dobrze zna­li się nawza­jem. Wie­dzie­li, że ich bra­cia w wie­rze szcze­rze szu­ka­ją Bożej woli i dla­te­go powie­rza­li sobie nawza­jem swo­je pie­nią­dze i cokol­wiek posia­da­li na zgod­ny z nią użytek.

6. Zna­cze­nie nauki i jedności

Pierw­si chrze­ści­ja­nie wyra­ża­li swą miłość do Boga i praw­dy tak­że poprzez tro­skę o prze­strze­ga­nie przy­ka­zań Jezu­sa i wier­ny prze­kaz Jego nauki. Wyni­ka­ło to ze świa­do­mo­ści, że tyl­ko jed­na dro­ga pro­wa­dzi do życia: ta, któ­rej uczył Jezus i któ­rą też sam szedł (Jana 14:6). Nie cho­dzi­ło o teo­re­tycz­ną akcep­ta­cję poszcze­gól­nych „twier­dzeń dok­try­nal­nych”, ale o posłu­szeń­stwo sło­wom Jezu­sa w kon­kret­nych życio­wych sytu­acjach. Dla­te­go zale­ża­ło im bar­dzo na tym, by głę­bo­ko zro­zu­mieć to, co usły­sze­li od Jezu­sa i apostołów:

Trwa­li oni w nauce Apo­sto­łów i we wspól­no­cie, w łama­niu chle­ba i w modli­twach. (Dzie­je 2:42)

Swo­je codzien­ne spo­tka­nia chrze­ści­ja­nie wyko­rzy­sty­wa­li na pozna­wa­nie i wspól­ne roz­wa­ża­nie Sło­wa Boże­go. Dzię­ki temu Bóg pro­wa­dził ich do jed­no­ści w rozu­mie­niu, jaka jest wła­ści­wa nauka o Bogu i Jego woli. Przy tym było dla nich waż­ne, aby każ­dy mógł podzie­lić się swo­imi prze­my­śle­nia­mi i pyta­nia­mi (1 Koryn­tian 14:26).

Modli­twa Jezu­sa w wie­czór przed Jego ukrzy­żo­wa­niem wyra­ża, jak bar­dzo zale­ża­ło Mu na tym, by Jego ucznio­wie wspól­nie roz­po­zna­li praw­dę i trwa­li w głę­bo­kiej jed­no­ści. Jezus uza­leż­nił nawet swą wła­sną wia­ry­god­ność od tego, czy wszy­scy chrze­ści­ja­nie rze­czy­wi­ście będą trwa­li w jedności:

Uświęć ich w praw­dzie. Sło­wo Two­je jest praw­dą. […] Nie tyl­ko za nimi pro­szę, ale i za tymi, któ­rzy dzię­ki ich sło­wu będą wie­rzyć we Mnie; aby wszy­scy sta­no­wi­li jed­no, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni sta­no­wi­li w Nas jed­no, aby świat uwie­rzył, żeś Ty Mnie posłał. I tak­że chwa­łę, któ­rą Mi dałeś, prze­ka­za­łem im, aby sta­no­wi­li jed­no, tak jak My jed­no sta­no­wi­my. Ja w nich, a Ty we Mnie! Oby się tak zespo­li­li w jed­no, aby świat poznał, żeś Ty Mnie posłał i żeś Ty ich umi­ło­wał tak, jak Mnie umi­ło­wa­łeś. (Jana 17:17.20–23)

Już w cza­sach pierw­szych chrze­ści­jan poja­wi­li się ludzie, któ­rzy wypa­cza­li Boże Sło­wo, kie­ru­jąc się bar­dziej wła­sny­mi poglą­da­mi, ponie­waż nie byli goto­wi się Mu z ser­ca pod­po­rząd­ko­wać. Nowy Testa­ment ostrze­ga przed nimi:

Umi­ło­wa­ni, nie dowie­rzaj­cie każ­de­mu ducho­wi, ale badaj­cie duchy, czy są z Boga, gdyż wie­lu fał­szy­wych pro­ro­ków poja­wi­ło się na świe­cie. (1 Jana 4:1)

Dzię­ki wspól­ne­mu sta­ra­niu o jed­ność w nauce chrze­ści­ja­nie byli w sta­nie roz­po­znać fał­szy­we nauki. Ze wzglę­du na dzia­łal­ność fał­szy­wych nauczy­cie­li List Judy zwra­ca się z wezwa­niem do wie­rzą­cych, żeby ze wszyst­kich sił zabie­ga­li o zacho­wa­nie wła­ści­wej wiary:

Umi­ło­wa­ni, wkła­da­jąc całe sta­ra­nie w pisa­nie wam o wspól­nym naszym zba­wie­niu, uwa­żam za potrzeb­ne napi­sać do was, aby zachę­cić do wal­ki o wia­rę raz tyl­ko prze­ka­za­ną świę­tym. (Judy 3)

Chrze­ści­ja­nie zde­cy­do­wa­nie odgra­ni­cza­li się od osób sze­rzą­cych fał­szy­we nauki.

Uwa­żaj­cie na sie­bie, aby­ście nie utra­ci­li tego, coście zdo­by­li pra­cą, lecz żeby­ście otrzy­ma­li peł­ną zapła­tę. Każ­dy, kto wybie­ga zbyt­nio naprzód, a nie trwa w nauce [Chry­stu­sa], ten nie ma Boga. Kto trwa w nauce [Chry­stu­sa], ten ma i Ojca, i Syna. Jeśli ktoś przy­cho­dzi do was i tej nauki nie przy­no­si, nie przyj­muj­cie go do domu i nie pozdra­wiaj­cie go, albo­wiem kto go pozdra­wia, sta­je się współ­uczest­ni­kiem jego złych czy­nów. (2 Jana 8–11)

Kościół jest powo­ła­ny do tego, by być „fila­rem i pod­po­rą praw­dy” (1 Tymo­te­usza 3:15). To powo­ła­nie moż­na speł­nić tyl­ko, jeśli nauka Jezu­sa sta­no­wi pod­sta­wę wia­ry, życia, gło­sze­nia i jed­no­ści we wspólnocie.

Wte­dy Jezus pod­szedł do nich i prze­mó­wił tymi sło­wa­mi: «Dana Mi jest wszel­ka wła­dza w nie­bie i na zie­mi. Idź­cie więc i nauczaj­cie wszyst­kie naro­dy, udzie­la­jąc im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świę­te­go. Uczcie je zacho­wy­wać wszyst­ko, co wam przy­ka­za­łem. A oto Ja jestem z wami przez wszyst­kie dni, aż do skoń­cze­nia świa­ta». (Mate­usza 28:18–20)

7. Owce mię­dzy wilkami

Począt­ko­wo chrze­ści­ja­nie w Jero­zo­li­mie cie­szy­li się sza­cun­kiem wśród Żydów. Wkrót­ce jed­nak roz­po­czę­ły się prze­śla­do­wa­nia, tak jak im to Jezus przepowiedział:

Oto Ja was posy­łam jak owce mię­dzy wil­ki. Bądź­cie więc roz­trop­ni jak węże, a nie­ska­zi­tel­ni jak gołę­bie! Miej­cie się na bacz­no­ści przed ludź­mi! Będą was wyda­wać sądom i w swych syna­go­gach będą was biczo­wać. Nawet przed namiest­ni­ków i kró­lów będą was wodzić z mego powo­du, na świa­dec­two im i poga­nom. Kie­dy was wyda­dzą, nie mar­tw­cie się o to, jak ani co macie mówić. W owej bowiem godzi­nie będzie wam pod­da­ne, co macie mówić, gdyż nie wy będzie­cie mówi­li, lecz Duch Ojca wasze­go będzie mówił przez was. Brat wyda bra­ta na śmierć i ojciec syna; dzie­ci powsta­ną prze­ciw rodzi­com i o śmierć ich przy­pra­wią. Będzie­cie w nie­na­wi­ści u wszyst­kich z powo­du mego imie­nia. Lecz kto wytrwa do koń­ca, ten będzie zba­wio­ny. (Mate­usza 10:16–22)

Od same­go począt­ku żydow­scy przy­wód­cy reli­gij­ni sta­ra­li się zapo­biec roz­prze­strze­nia­niu się tej nowej, jak ją nazy­wa­li, „sek­ty”[4] (Dzie­je 24:5.14). Nie chcie­li sły­szeć praw­dy o swo­im życiu, ponie­waż oba­wia­li się utra­cić swo­je wpły­wy i powa­ża­nie, jakim się cie­szy­li. (Jezus mówił na ten temat w Jana 8,37–47.) Zabro­ni­li więc apo­sto­łom prze­ma­wiać publicz­nie, wychło­sta­li ich i uwię­zi­li (Dzie­je 5,17–23.40–41). Jed­nak ucznio­wie „nie prze­sta­wa­li też co dzień nauczać w świą­ty­ni i po domach i gło­sić Dobrą Nowi­nę o Jezu­sie Chry­stu­sie” (Dzie­je 5,42). Kie­dy Szcze­pan wypo­mniał człon­kom Wyso­kiej Rady ich odpo­wie­dzial­ność za mor­der­stwo na spra­wie­dli­wym Słu­dze Bożym i chciał uświa­do­mić im, jak bar­dzo sprze­ci­wia­ją się Bogu, został przez nich uka­mie­no­wa­ny i jako pierw­szy chrze­ści­ja­nin, śla­dem swo­je­go Pana, poniósł śmierć męczeń­ską (Dzie­je 7). Rów­nież o Paw­le wia­do­mo z Nowe­go Testa­men­tu, że musiał zno­sić prze­śla­do­wa­nia z powo­du swo­jej dzia­łal­no­ści misyj­nej, czę­sto ze stro­ny Żydów, lecz cza­sem rów­nież i pogan (2 Koryn­tian 11,22–27).

Chrze­ści­ja­nie nie szli na kom­pro­mis z duchem cza­su (Rzy­mian 12:1–2; 1 Pio­tra 4:1–5). Jako domow­ni­cy domu Boże­go (Efe­zjan 2:19) byli odda­ni praw­dzie ewan­ge­lii i wier­nie przy niej trwa­li, nawet w obli­czu sprze­ci­wu ze stro­ny tych, któ­rzy nie chcie­li przy­jąć wezwa­nia do nawró­ce­nia. Swym przy­kła­dem chcie­li poka­zać, jak Bóg pra­gnie, by wyglą­da­ło życie każ­de­go czło­wie­ka. Paweł zachę­cał ich, aby byli świa­tłem jak gwiaz­dy na noc­nym nie­bie pośród wypa­czo­ne­go i prze­wrot­ne­go poko­le­nia (Fili­pian 2:14–16). W ten spo­sób pierw­si chrze­ści­ja­nie postrze­ga­li świat[5] wokół nich, wie­dząc, że przy­jaźń ze świa­tem ozna­cza wro­gość wobec Boga (Jaku­ba 4:4). Ich war­to­ści i postę­po­wa­nie były zupeł­nie róż­ne od war­to­ści i postę­po­wa­nia ludzi wokół nich, żyją­cych w samo­wo­li, kie­ru­ją­cych się wła­sny­mi pra­gnie­nia­mi. Dla tych, któ­rzy nie roz­po­zna­li w życiu pierw­szych chrze­ści­jan Boże­go dzia­ła­nia, sta­wa­ło się ono oskar­że­niem, co pro­wa­dzi­ło ich do odrzu­ce­nia Ewan­ge­lii i tych, któ­rzy ją gło­si­li, nawet z uży­ciem prze­mo­cy (2 Koryn­tian 4:7–11).

Jesz­cze w II i III wie­ku ci, któ­rzy przyj­mo­wa­li wia­rę w Jezu­sa, tra­fia­li poza nawias spo­łe­czeń­stwa. Odgra­ni­cza­li się od świa­to­wych roz­ry­wek, w któ­rych więk­szość ludzi szu­ka­ła wypeł­nie­nia. Nie uczest­ni­czy­li w wido­wi­skach, świę­tach publicz­nych, igrzy­skach spor­to­wych czy rytu­ałach reli­gij­nych, ale zamiast tego nawo­ły­wa­li ludzi do nawró­ce­nia z grzesz­ne­go życia. W ten spo­sób zaskar­bi­li sobie wro­gość oto­cze­nia. Roz­po­wia­da­no o nich mro­żą­ce krew w żyłach histo­rie, a w okre­sach prze­śla­do­wań pań­stwo­wych za publicz­ne wyzna­nie wia­ry w Jezu­sa ocze­ki­wał wyrok śmier­ci bez koniecz­no­ści udo­wod­nie­nia jakie­go­kol­wiek prze­stęp­stwa. W przy­go­to­wa­niu jest krót­ki wybór frag­men­tów z pism wcze­sno­chrze­ści­jań­skich, przy­bli­ża­ją­cy posta­wę i wia­rę pierw­szych chrze­ści­jan oraz wyzwa­nia, przed któ­ry­mi stali.

8. Co to dla nas oznacza?

Spo­sób życia pierw­szych chrze­ści­jan nie był sche­ma­tem czy sty­lem życia, któ­ry sami sobie obra­li. To, jak żyli, wyni­ka­ło z głę­bo­kie­go doświad­cze­nia Bożej łaski i prze­ba­cze­nia. Swe codzien­ne życie, swój wol­ny czas, dary i zdol­no­ści, rado­ści i cier­pie­nia, pie­nią­dze i to, co posia­da­li; wszyst­ko, z cze­go skła­da się życie, dzie­li­li ze sobą i odda­li sobie nawza­jem z wdzięcz­no­ści za zba­wie­nie. Wszel­ki­mi spo­so­ba­mi chcie­li poma­gać sobie nawza­jem trwać wier­nie przy Bogu. W taki spo­sób naśla­do­wa­li Jezu­sa jako Jego ucznio­wie w Jego poświę­ce­niu, jak wyra­ził to rów­nież apo­stoł Jan:

Po tym pozna­li­śmy miłość, że On oddał za nas życie swo­je. My tak­że win­ni­śmy oddać życie za bra­ci. (1 Jana 3:16)

Bra­ter­ska miłość chrze­ści­jan do sie­bie nawza­jem była wyra­zem ich miło­ści do Boga. Jan ujął to w pro­ste i jasne słowa:

My miłu­je­my [Boga], ponie­waż Bóg sam pierw­szy nas umi­ło­wał. Jeśli­by ktoś mówił: «Miłu­ję Boga», a bra­ta swe­go nie­na­wi­dził[6], jest kłam­cą, albo­wiem kto nie miłu­je bra­ta swe­go, któ­re­go widzi, nie może miło­wać Boga, któ­re­go nie widzi. Takie zaś mamy od Nie­go przy­ka­za­nie, aby ten, kto miłu­je Boga, miło­wał też i bra­ta swe­go. (1 Jana 4:19–21)

Te sło­wa doty­czą rów­nież dzi­siaj każ­de­go, kto chce naśla­do­wać Jezu­sa, czy­li być chrze­ści­ja­ni­nem. Myśląc, że bycie chrze­ści­ja­ni­nem to rela­cja „ja i Bóg”, któ­rej towa­rzy­szy mniej lub bar­dziej regu­lar­ne uczęsz­cza­nie na spo­tka­nia czy nabo­żeń­stwa, głę­bo­ko oszu­ku­je­my samych sie­bie. Oblu­bie­ni­cą Chry­stu­sa jest Kościół, a nie poje­dyn­czy chrze­ści­ja­nin. (Efe­zjan 5:25–27). Biblia okre­śla Kościół rów­nież jako Cia­ło Chry­stu­sa, a Jezus jest jego Gło­wą, z któ­rą muszą być powią­za­ne wszyst­kie człon­ki i któ­ra kie­ru­je nimi w ich wspól­nej służ­bie Bogu (Efe­zjan 4:15–16). Wię­cej o tym, jaki w zamie­rze­niu Jezu­sa miał być Kościół, możesz zna­leźć w innych arty­ku­łach na tej stro­nie w kate­go­rii „Kościół: tak jak pierw­si chrze­ści­ja­nie?”.

Poprzez nasze życie jako wspól­no­ta chce­my dawać świa­dec­two tego, jak bar­dzo moc Boża może prze­mie­nić ludzi oraz zachę­cić innych, aby nie byli małej wia­ry i nie wąt­pi­li, że moż­na jesz­cze tak żyć w dzi­siej­szych cza­sach. Doświad­cza­my, że kry­je ono w sobie wie­le bło­go­sła­wieństw, ale też, że jest ono nie­zbęd­ne do tego, by uczyć się postaw, któ­re podo­ba­ją się Bogu: poko­ry i bez­in­te­re­sow­no­ści, zapar­cia się sie­bie i goto­wo­ści do poświę­ce­nia, łagod­no­ści i cier­pli­wo­ści, by sza­no­wać innych bar­dziej niż sie­bie, wyrzec się wła­snych korzy­ści i sta­rać się o to, co naj­lep­sze dla innych. Życie jako Wspól­no­ta nie tyl­ko pozwa­la nam doświad­czać, jak Jezus nas do tego wszyst­kie­go uzdal­nia, ale tak­że dużo głę­biej zro­zu­mieć Jego odda­nie i miłość do nas, co napeł­nia nas uwiel­bie­niem i wdzięcznością.

Poprzez nasze wspól­ne życie pra­gnie­my zaświad­czyć o prze­mie­nia­ją­cej mocy Bożej i zachę­cić, by nie tra­cić wia­ry i nie wąt­pić, że w dzi­siej­szych cza­sach jesz­cze da się tak żyć. Doświad­cza­my, że moż­na naśla­do­wać Jezu­sa tak, jak to widzi­my na przy­kła­dzie pier­wot­ne­go Kościo­ła. Zapra­sza­my Cie­bie, by Go naśla­do­wać wspól­nie z nami. Widzi­my, jak wie­le bło­go­sła­wieństw kry­je w sobie takie życie, ale też jak bar­dzo jest ono potrzeb­ne do wzro­stu w rze­czy­wi­stych cno­tach chrze­ści­jań­skich: w poko­rze i bez­in­te­re­sow­no­ści, w zapie­ra­niu się sie­bie i goto­wo­ści do poświę­ce­nia, w łagod­no­ści i cier­pli­wo­ści, w sza­no­wa­niu innych bar­dziej niż sie­bie, wyrze­cze­niu się wła­snych korzy­ści i sta­ra­niu o to, co naj­lep­sze dla innych. Nie tyl­ko doświad­cza­my, że Jezus nas do tego uzdal­nia, ale tak­że pozwa­la nam to dużo głę­biej zro­zu­mieć Jego wła­sne odda­nie i miłość do nas, co napeł­nia nas uwiel­bie­niem i wdzięcznością.

Umi­ło­wa­ni, miłuj­my się wza­jem­nie, ponie­waż miłość jest z Boga, a każ­dy, kto miłu­je, naro­dził się z Boga i zna Boga. Kto nie miłu­je, nie zna Boga, bo Bóg jest miło­ścią. W tym obja­wi­ła się miłość Boga ku nam, że zesłał Syna swe­go Jed­no­ro­dzo­ne­go na świat, aby­śmy życie mie­li dzię­ki Nie­mu. W tym prze­ja­wia się miłość, że nie my umi­ło­wa­li­śmy Boga, ale że On sam nas umi­ło­wał i posłał Syna swo­je­go jako ofia­rę prze­bła­gal­ną za nasze grze­chy. Umi­ło­wa­ni, jeśli Bóg tak nas umi­ło­wał, to i my win­ni­śmy się wza­jem­nie miło­wać. Nikt nigdy Boga nie oglą­dał. Jeże­li miłu­je­my się wza­jem­nie, Bóg trwa w nas i miłość ku Nie­mu jest w nas dosko­na­ła. (1 Jana 4:7–12)


Przypisy

  1. Przy­kła­dem może być np. Józef z odda­lo­nej o ok. 30 km od Jero­zo­li­my Ary­ma­tei, któ­ry przy­go­to­wał sobie zawcza­su grób w świę­tym mie­ście (Mt 27,57–60).
  2. Sło­wo „jał­muż­na” zosta­ło tu doda­ne przez tłu­ma­cza. W tek­ście grec­kim nie ma dopeł­nie­nia („tak też zro­bi­li, wysy­ła­jąc star­szym przez Bar­na­bę i Szaw­ła”). Jał­muż­na nie pasu­je do rela­cji z oso­ba­mi, któ­re uwa­ża się za bra­ci lub sio­stry w Chrystusie.
  3. Grec­kie sło­wo koino­nia nie ozna­cza jał­muż­ny, ale wza­jem­ną pomoc we wspólnocie.
  4. Grec­kie sło­wo haire­sis od hairo, odci­nać, ozna­cza­ło czę­sto dość neu­tral­nie odłam czy stron­nic­two. W ustach prze­ciw­ni­ków chrze­ści­jan mia­ło ono jed­nak zde­cy­do­wa­nie nega­tyw­ne zabarwienie.
  5. „Świat” nie odno­si się tu do przy­ro­dy w ogó­le, ale do pra­gnień, war­to­ści i ego­istycz­ne­go sty­lu życia ludzi, któ­rzy nie są goto­wi pod­po­rząd­ko­wać się Bogu.
  6. Tak, jak w innych frag­men­tach Nowe­go Testa­men­tu, „nie­na­wi­dzić” ozna­cza tutaj „nie uznać za waż­ne­go” albo „odsu­wać na dal­szy plan niż coś lub kogoś innego”.


W tym czasie Jezus wyszedł na górę, aby się modlić, i całą noc spędził na modlitwie do Boga. Z nastaniem dnia przywołał swoich uczniów i wybrał spośród nich dwunastu, których też nazwał apostołami: Szymona, którego nazwał Piotrem; i brata jego, Andrzeja; Jakuba i Jana; Filipa i Bartłomieja; Mateusza i Tomasza; Jakuba, syna Alfeusza, i Szymona z przydomkiem Gorliwy; Judę, syna Jakuba, i Judasza Iskariotę, który stał się zdrajcą. (Łukasza 6,12–16)

Ja sam z siebie nic czynić nie mogę. Tak, jak słyszę, sądzę, a sąd mój jest sprawiedliwy; nie szukam bowiem własnej woli, lecz woli Tego, który Mnie posłał. […] Gdybyście jednak uwierzyli Mojżeszowi, to byście i Mnie uwierzyli. O Mnie bowiem on pisał. (Jana 5:30.46)

Gdy Jezus przebywał w jakimś miejscu na modlitwie i skończył ją, rzekł jeden z uczniów do Niego: «Panie, naucz nas się modlić, jak i Jan nauczył swoich uczniów». (Łukasza 11:1)

Na to szemrali faryzeusze i uczeni ich w Piśmie i mówili do Jego uczniów: «Dlaczego jecie i pijecie z celnikami i grzesznikami?» Lecz Jezus im odpowiedział: «Nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem wezwać do nawrócenia sprawiedliwych, lecz grzeszników». (Łukasza 5:30–32)

A On rzekł do nich: «Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco!». Tak wielu bowiem przychodziło i odchodziło, że nawet na posiłek nie mieli czasu. Odpłynęli więc łodzią na miejsce pustynne, osobno. Lecz widziano ich odpływających. Wielu zauważyło to i zbiegli się tam pieszo ze wszystkich miast, a nawet ich uprzedzili. Gdy Jezus wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi, byli bowiem jak owce nie mające pasterza. I zaczął ich nauczać. (Marka 6:31–34)

Lecz powiadam wam, którzy słuchacie: Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają. Jeśli cię kto uderzy w [jeden] policzek, nadstaw mu i drugi! Jeśli bierze ci płaszcz, nie broń mu i szaty! Daj każdemu, kto cię prosi, a nie dopominaj się zwrotu od tego, który bierze twoje. Jak chcecie, żeby ludzie wam czynili, podobnie wy im czyńcie! Jeśli bowiem miłujecie tych tylko, którzy was miłują, jakaż za to dla was wdzięczność? Przecież i grzesznicy miłość okazują tym, którzy ich miłują. I jeśli dobrze czynicie tym tylko, którzy wam dobrze czynią, jaka za to dla was wdzięczność? I grzesznicy to samo czynią. Jeśli pożyczek udzielacie tym, od których spodziewacie się zwrotu, jakaż za to dla was wdzięczność? I grzesznicy grzesznikom pożyczają, żeby tyleż samo otrzymać. Wy natomiast miłujcie waszych nieprzyjaciół, czyńcie dobrze i pożyczajcie, niczego się za to nie spodziewając. A wasza nagroda będzie wielka, i będziecie synami Najwyższego; ponieważ On jest dobry dla niewdzięcznych i złych. (Łukasza 6:27–35)

Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce. (Jana 10:11)

A Jezus przywołał ich do siebie i rzekł: «Wiecie, że władcy narodów uciskają je, a wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie u was. Lecz kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem waszym, na wzór Syna Człowieczego, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu». (Mateusza 20,25–28)

Odtąd zaczął Jezus wskazywać swoim uczniom na to, że musi iść do Jerozolimy i wiele cierpieć od starszych i arcykapłanów, i uczonych w Piśmie; że będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie. (Mateusza 16,21)

Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: (Marka 1:14)

Dawidowy. Pieśń pouczająca. Szczęśliwy ten, komu została odpuszczona nieprawość, którego grzech został puszczony w niepamięć. […] Grzech mój wyznałem Tobie i nie ukryłem mej winy. Rzekłem: «Wyznaję nieprawość moją wobec Pana», a Tyś darował winę mego grzechu. (Psalm 32:1.5)

A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany. (Rzymian 5:5)

Albowiem miłość Chrystusa przynagla nas, pomnych na to, że skoro Jeden umarł za wszystkich, to wszyscy pomarli. A właśnie za wszystkich umarł ‹Chrystus> po to, aby ci, co żyją, już nie żyli dla siebie, lecz dla Tego, który za nich umarł i zmartwychwstał. (2 Koryntian 5:14–15)

Tak więc nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem. (Łukasza 14:33)

Potem mówił do wszystkich: «Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje! (Łukasza 9:23)

Wyznawajcie zatem sobie nawzajem grzechy, módlcie się jeden za drugiego, byście odzyskali zdrowie. Wielką moc posiada wytrwała modlitwa sprawiedliwego. (Jakuba 5:16)

Przychodziło też wielu wierzących, wyznając i ujawniając swoje uczynki. (Dzieje 19:18)

Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też światła i nie stawia pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu. Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie. (Mateusza 5:14–16)

Wiele znaków i cudów działo się przez ręce Apostołów wśród ludu. Trzymali się wszyscy razem w krużganku Salomona. A z obcych nikt nie miał odwagi dołączyć się do nich, lud zaś ich wychwalał. Coraz bardziej też rosła liczba mężczyzn i kobiet, przyjmujących wiarę w Pana. (Dzieje 5:12–14)

Ale pewien człowiek, imieniem Ananiasz, z żoną swoją Safirą, sprzedał posiadłość i za wiedzą żony odłożył sobie część zapłaty, a pewną część przyniósł i złożył u stóp Apostołów. «Ananiaszu - powiedział Piotr - dlaczego szatan zawładnął twym sercem, że skłamałeś Duchowi Świętemu i odłożyłeś sobie część zapłaty za ziemię? Czy przed sprzedażą nie była twoją własnością, a po sprzedaniu czyż nie mogłeś rozporządzić tym, coś za nią otrzymał? Jakże mogłeś dopuścić myśl o takim uczynku? Nie ludziom skłamałeś, lecz Bogu». Słysząc te słowa Ananiasz padł martwy. A wszystkich, którzy tego słuchali, ogarnął wielki strach. Młodsi mężczyźni wstali, owinęli go, wynieśli i pogrzebali. Około trzech godzin później weszła także jego żona, nie wiedząc, co się stało. «Powiedz mi - zapytał ją Piotr - czy za tyle sprzedaliście ziemię?» «Tak, za tyle» - odpowiedziała. A Piotr do niej: «Dlaczego umówiliście się, aby wystawiać na próbę Ducha Pańskiego? Oto stoją w progu ci, którzy pochowali twego męża. Wyniosą też ciebie». A ona upadła natychmiast u jego stóp i skonała. Gdy młodzieńcy weszli, znaleźli ją martwą. Wynieśli ją więc i pochowali obok męża. Strach wielki ogarnął cały Kościół i wszystkich, którzy o tym słyszeli. (Dzieje 5:1–11)

...ale gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi. (Dzieje 1:8)

Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci: Gdy byłeś młodszy, opasywałeś się sam i chodziłeś, gdzie chciałeś. Ale gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz». To powiedział, aby zaznaczyć, jaką śmiercią uwielbi Boga. A wypowiedziawszy to rzekł do niego: «Pójdź za Mną!» (Jana 21:18–19)

Przy­kła­dem może być np. Józef z odda­lo­nej o ok. 30 km od Jero­zo­li­my Ary­ma­tei, któ­ry przy­go­to­wał sobie zawcza­su grób w świę­tym mie­ście (Mt 27,57–60).

W tej chwili zaś wybieram się do Jerozolimy z posługą dla świętych. Macedonia i Achaja bowiem uznały za stosowne zebrać składkę na rzecz świętych w Jerozolimie. Uznały za stosowne, bo i są ich dłużnikami. Jeżeli bowiem poganie otrzymali udział w ich dobrach duchowych (Rzymian 15:25–27)

Sło­wo „jał­muż­na” zosta­ło tu doda­ne przez tłu­ma­cza. W tek­ście grec­kim nie ma dopeł­nie­nia („tak też zro­bi­li, wysy­ła­jąc star­szym przez Bar­na­bę i Szaw­ła”). Jał­muż­na nie pasu­je do rela­cji z oso­ba­mi, któ­re uwa­ża się za bra­ci lub sio­stry w Chrystusie.

Grec­kie sło­wo koino­nia nie ozna­cza jał­muż­ny, ale wza­jem­ną pomoc we wspólnocie.

...oraz zgodnie z przepisem Prawa to, co pierworodne: z synów naszych i z bydła naszego: pierworodne wołów naszych i owiec obiecujemy odstawić do domu Boga naszego dla kapłanów urzędujących w domu Boga naszego. Następnie, wybór świadczeń naszych i wybór owocu wszelkiego rodzaju drzew, moszczu i oliwy przyniesiemy kapłanom do składnic domu Boga naszego; a dziesięcinę z ziemi naszej - lewitom; są to ci lewici, którzy pobierają dziesięcinę we wszystkich miastach wyznających naszą wiarę. (Nehemiasza 10:37–38)

Pod koniec trzech lat odłożysz wszystkie dziesięciny z plonu trzeciego roku i zostawisz w twych bramach. Wtedy przyjdzie lewita, bo nie ma działu ani dziedzictwa z tobą, obcy, sierota i wdowa, którzy są w twoich murach, będą jedli i nasycą się, aby ci błogosławił Pan, Bóg twój, w każdej pracy twej ręki, której się podejmiesz. (Powtórzonego Prawa 14:28–29)

Odpowiedział mu Jezus: «Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie.» (Jana 14:6)

Cóż więc pozostaje, bracia? Kiedy się razem zbieracie, ma każdy z was już to dar śpiewania hymnów, już to łaskę nauczania albo objawiania rzeczy skrytych, lub dar języków, albo wyjaśniania: wszystko niech służy zbudowaniu. (1 Koryntian 14:26)

Gdybym zaś się opóźniał, [piszę], byś wiedział, jak należy postępować w domu Bożym, który jest Kościołem Boga żywego, filarem i podporą prawdy. (1 Tymoteusza 3:15)

Grec­kie sło­wo haire­sis od hairo, odci­nać, ozna­cza­ło czę­sto dość neu­tral­nie odłam czy stron­nic­two. W ustach prze­ciw­ni­ków chrze­ści­jan mia­ło ono jed­nak zde­cy­do­wa­nie nega­tyw­ne zabarwienie.

Stwierdziliśmy, że człowiek ten jest przywódcą sekty nazarejczyków, szerzy zarazę i wzbudza niepokoje wśród wszystkich Żydów na świecie. […] To jednak wyznaję przed tobą: Według drogi, nazywanej przez nich sektą, służę Bogu moich ojców, wierząc we wszystko, co napisane zostało w Prawie i u Proroków. (Dzieje 24:5.14)

A zatem proszę was, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej. Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe. (Rzymian 12:1–2)

Skoro więc Chrystus cierpiał w ciele, wy również tą samą myślą się uzbrójcie, że kto poniósł mękę na ciele, zerwał z grzechem, aby resztę czasu w ciele przeżyć już nie dla [pełnienia] ludzkich żądz, ale woli Bożej. Wystarczy bowiem, żeście w minionym czasie pełnili wolę pogan i postępowali w rozwiązłościach, żądzach, nadużywaniu wina, obżarstwie, pijaństwie i w niegodziwym bałwochwalstwie. Temu też się dziwią, że wy nie płyniecie razem z nimi w tym samym prądzie rozpusty, i źle o was mówią. Oni zdadzą sprawę Temu, który gotów jest sądzić żywych i umarłych. (1 Piotra 4:1–5)

Czyńcie wszystko bez szemrań i powątpiewań, abyście się stali bez zarzutu i bez winy jako nienaganne dzieci Boże pośród narodu zepsutego i przewrotnego. Między nimi jawicie się jako źródła światła w świecie. Trzymajcie się mocno Słowa Życia, abym mógł być dumny w dniu Chrystusa, że nie na próżno biegłem i nie na próżno się trudziłem. (Filipian 2:14–16)

„Świat” nie odno­si się tu do przy­ro­dy w ogó­le, ale do pra­gnień, war­to­ści i ego­istycz­ne­go sty­lu życia ludzi, któ­rzy nie są goto­wi pod­po­rząd­ko­wać się Bogu.

Cudzołożnicy, czy nie wiecie, że przyjaźń ze światem jest nieprzyjaźnią z Bogiem? Jeżeli więc ktoś zamierzałby być przyjacielem świata, staje się nieprzyjacielem Boga. (Jakuba 4:4)

Przechowujemy zaś ten skarb w naczyniach glinianych, aby z Boga była owa przeogromna moc, a nie z nas. Zewsząd znosimy cierpienia, lecz nie poddajemy się zwątpieniu; żyjemy w niedostatku, lecz nie rozpaczamy; znosimy prześladowania, lecz nie czujemy się osamotnieni, obalają nas na ziemię, lecz nie giniemy. Nosimy nieustannie w ciele naszym konanie Jezusa, aby życie Jezusa objawiło się w naszym ciele. Ciągle bowiem jesteśmy wydawani na śmierć z powodu Jezusa, aby życie Jezusa objawiło się w naszym śmiertelnym ciele. (2 Koryntian 4:7–11)

Tak, jak w innych frag­men­tach Nowe­go Testa­men­tu, „nie­na­wi­dzić” ozna­cza tutaj „nie uznać za waż­ne­go” albo „odsu­wać na dal­szy plan niż coś lub kogoś innego”.

Mężowie miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie, aby go uświęcić, oczyściwszy obmyciem wodą, któremu towarzyszy słowo, aby osobiście stawić przed sobą Kościół jako chwalebny, nie mający skazy czy zmarszczki, czy czegoś podobnego, lecz aby był święty i nieskalany. (Efezjan 5:25–27)

Natomiast żyjąc prawdziwie w miłości sprawmy, by wszystko rosło ku Temu, który jest Głową - ku Chrystusowi. Z Niego całe Ciało - zespalane i utrzymywane w łączności dzięki całej więzi umacniającej każdy z członków stosownie do jego miary - przyczynia sobie wzrostu dla budowania siebie w miłości. (Efezjan 4:15–16)