O cier­pie­niu czło­wie­ka i miło­ści Bożej

Kategorie: Bóg: kim On jest?

Wie­lu ludzi ogar­nia prze­ra­że­nie, kie­dy sły­szą wia­do­mo­ści o cier­pie­niu i bólu, wywo­ła­ny­mi przez cho­ro­by, żywio­ły, kata­kli­zmy czy zło innych ludzi. Jak Bóg mógł do cze­goś takie­go dopu­ścić? Jeże­li Bóg ist­nie­je i jeże­li jest rze­czy­wi­ście Bogiem miło­ści, to dla­cze­go nie interweniuje?

Smutny chłopiec siedzi na zewnątrz, na ziemi pokrytej suchymi liśćmi. Opiera się o mur, zginając głowę na kolanach, które przyciągnął do piersi. Jest wyraźnie zmartwiony, prawdopodobnie płacze, chowając twarz w ramionach.

Cze­mu Bóg nie zapo­bie­ga cier­pie­niu przy­naj­mniej nie­win­nych ludzi? Takie i podob­ne pyta­nia poja­wia­ją się czę­sto w tym kon­tek­ście i nie są one wca­le pro­ste. Tak­że wie­rzą­cych w Biblii zaj­mo­wa­ły podob­ne kwestie.
Cho­ciaż jest to trud­ny temat, chcie­li­by­śmy podzie­lić się tu naszy­mi prze­my­śle­nia­mi o nim. Mamy nadzie­ję, że będą one pomoc­ne w lep­szym zro­zu­mie­niu cier­pie­nia i zła na świe­cie. Mają one też być wska­zów­ką w zna­le­zie­niu wła­ści­we­go obej­ścia się z cier­pie­niem i wzmoc­nić wia­rę w nasze­go peł­ne­go miło­ści Stwórcę.
Zanim przej­dzie­my do kon­kret­nych myśli doty­czą­cych przy­czyn cier­pie­nia oraz pyta­nia, dla­cze­go Bóg do nie­go dopusz­cza, chce­my zasta­no­wić się nad tym, jak Bóg na nie patrzy.

1. Jak Jezus obcho­dził się z cier­pie­niem innych ludzi?

Wszech­mo­gą­cy Bóg stał się w Jezu­sie czło­wie­kiem. Tak więc w Jezu­sie może­my widzieć jaką posta­wę Bóg przyj­mu­je wobec ludz­kie­go cier­pie­nia. Bóg nie spo­wo­do­wał cier­pie­nia, ani też nie jest wobec nie­go obo­jęt­ny.  Jezus poka­zał nam, że Bóg bar­dzo chce nam poma­gać i nieść nas przez wszyst­kie trud­ne sytu­acje. Chcie­li­by­śmy przy­to­czyć kil­ka przy­kła­dów opi­sa­nych w Nowym Testamencie.

„Wkrót­ce potem udał się do pew­ne­go mia­sta, zwa­ne­go Nain; a szli z Nim Jego ucznio­wie i tłum wiel­ki. Gdy zbli­żył się do bra­my miej­skiej, wła­śnie wyno­szo­no umar­łe­go — jedy­ne­go syna mat­ki, a ta była wdo­wą. Towa­rzy­szył jej spo­ry tłum z mia­sta. Na jej widok Pan uża­lił się nad nią i rzekł do niej: «Nie płacz!» Potem przy­stą­pił, dotknął się mar — a ci, któ­rzy je nie­śli, sta­nę­li — i rzekł: «Mło­dzień­cze, tobie mówię wstań!» Zmar­ły usiadł i zaczął mówić; i oddał go jego mat­ce.  A wszyst­kich ogar­nął strach; wiel­bi­li Boga i mówi­li: «Wiel­ki pro­rok powstał wśród nas, i Bóg łaska­wie nawie­dził lud swój».” (Łk 7,11–16)

Kobie­ta, któ­rej jedy­ny syn umarł, znaj­do­wa­ła się w tam­tych cza­sach w bar­dzo trud­nej sytu­acji. Bez­dziet­na wdo­wa była nie tyl­ko samot­na, ale tak­że cał­ko­wi­cie zda­na na jał­muż­nę. Była bez środ­ków do życia i czę­sto nie mia­ła niko­go, kto trosz­czył­by się o jej pra­wa. Wraz ze śmier­cią syna, stra­ci­ła ona praw­do­po­dob­nie jedy­ne opar­cie w życiu. Jezus współ­czuł roz­pa­cza­ją­cej mat­ce, pod­szedł do niej i powie­dział: Nie płacz! Pomógł jej, ponie­waż jej współ­czuł, jej sytu­acja poru­szy­ła go.

Innym przy­kła­dem jest śle­py żebrak Bar­ty­me­usz. Z pomo­cą Jezu­sa jego życie zmie­ni­ło się całkowicie.

„Tak przy­szli do Jery­cha. Gdy wraz z ucznia­mi i spo­rym tłu­mem wycho­dził z Jery­cha, nie­wi­do­my żebrak, Bar­ty­me­usz, syn Tyme­usza, sie­dział przy dro­dze. Ten sły­sząc, że to jest Jezus z Naza­re­tu, zaczął wołać: «Jezu­sie, Synu Dawi­da, uli­tuj się nade mną!» Wie­lu nasta­wa­ło na nie­go, żeby umilkł. Lecz on jesz­cze gło­śniej wołał: «Synu Dawi­da, uli­tuj się nade mną!» Jezus przy­sta­nął i rzekł: «Zawo­łaj­cie go!» I przy­wo­ła­li nie­wi­do­me­go, mówiąc mu: «Bądź dobrej myśli, wstań, woła cię». On zrzu­cił z sie­bie płaszcz, zerwał się i przy­szedł do Jezu­sa. A Jezus prze­mó­wił do nie­go: «Co chcesz, abym ci uczy­nił?» Powie­dział Mu nie­wi­do­my: «Rab­bu­ni, żebym przej­rzał». Jezus mu rzekł: «Idź, two­ja wia­ra cię uzdro­wi­ła». Natych­miast przej­rzał i szedł za Nim dro­gą.” (Mk 10,46–52)

Dla śle­pe­go, jeże­li nie pocho­dził on z boga­tej rodzi­ny, pro­sze­nie o jał­muż­nę było jedy­nym spo­so­bem na prze­trwa­nie. Jest cał­ko­wi­cie zro­zu­mia­łe, że Bar­ty­me­usz, kie­dy usły­szał, że Jezus jest w pobli­żu, zaczął z całych sił wołać o pomoc. Sły­szał już o Jezu­sie i wie­rzył, że jest On posła­nym przez Boga Zba­wi­cie­lem, któ­ry może mu pomóc. I Jezus nie odmó­wił mu swo­jej pomocy.

Miłość Jezu­sa wobec poszu­ku­ją­cych i głod­nych jest też bar­dzo widocz­na na przy­kła­dzie tego wydarzenia:

„A On rzekł do nich: «Pójdź­cie wy sami osob­no na miej­sce pustyn­ne i wypocz­nij­cie nie­co!». Tak wie­lu bowiem przy­cho­dzi­ło i odcho­dzi­ło, że nawet na posi­łek nie mie­li cza­su.  Odpły­nę­li więc łodzią na miej­sce pustyn­ne, osob­no. Lecz widzia­no ich odpły­wa­ją­cych. Wie­lu zauwa­ży­ło to i zbie­gli się tam pie­szo ze wszyst­kich miast, a nawet ich uprze­dzi­li.  Gdy Jezus wysiadł, ujrzał wiel­ki tłum. Zli­to­wał się nad nimi, byli bowiem jak owce nie mają­ce paste­rza. I zaczął ich nauczać. A gdy pora była już póź­na, przy­stą­pi­li do Nie­go ucznio­wie i rze­kli: «Miej­sce jest puste, a pora już póź­na. Odpraw ich! Niech idą do oko­licz­nych osie­dli i wsi, a kupią sobie coś do jedze­nia». Lecz On im odpo­wie­dział: «Wy daj­cie im jeść!» Rze­kli Mu: «Mamy pójść i za dwie­ście dena­rów kupić chle­ba, żeby im dać jeść?» On ich spy­tał: «Ile macie chle­bów? Idź­cie,  obacz­cie!» Gdy się upew­ni­li, rze­kli: «Pięć i dwie ryby». Wte­dy pole­cił im wszyst­kim usiąść gro­ma­da­mi na zie­lo­nej tra­wie. I roz­ło­ży­li się, gro­ma­da przy gro­ma­dzie, po stu i po pięć­dzie­się­ciu. A wziąw­szy pięć chle­bów i dwie ryby, spoj­rzał w nie­bo, odmó­wił bło­go­sła­wień­stwo, poła­mał chle­by i dawał uczniom, by kła­dli przed nimi; tak­że dwie ryby roz­dzie­lił mię­dzy wszyst­kich. Jedli wszy­scy do syto­ści.” (Mk 6,31–42)

W tych, jak i w wie­lu innych sytu­acjach, Jezus spra­wił cud. Wie­lu ludzi pra­gnie, aby tak­że dzi­siaj, ktoś w cudow­ny spo­sób zain­ter­we­nio­wał i roz­wią­zał ich pro­ble­my. Jezu­so­wi cho­dzi­ło jed­nak o coś dużo wię­cej niż, żeby poprzez cuda zara­dzić tro­skom i cier­pie­niom ludzi. Kie­dy był na zie­mi, chciał nam poka­zać, że Bóg kocha każ­de­go czło­wie­ka i stoi u boku każ­de­go cier­pią­ce­go. Postę­po­wa­nie Jezu­sa jest wyra­zem Boże­go miło­sier­dzia i tro­ski o ludzi w ich potrze­bach i utra­pie­niach. Przy tym celem Bożej miło­ści nie jest przede wszyst­kim zaspo­ko­je­nie gło­du i uwol­nie­nie od cho­ro­by, ponie­waż naj­więk­szą potrze­bą ludzi jest coś innego…

2. Jeże­li Bóg stwo­rzył wszyst­ko dobrze…

Biblia uczy, że Bóg stwo­rzył czło­wie­ka i dał mu do zamiesz­ka­nia na zie­mi raj. Raj jest nie tyl­ko sym­bo­lem nie­ska­żo­nej przy­ro­dy, poko­ju i zdro­wia, ale przede wszyst­kim har­mo­nii pomię­dzy Bogiem i Jego stwo­rze­niem, Jego miło­ści, ochro­ny, Jego opie­ki i dobro­ci wobec czło­wie­ka. Wyra­ża tak­że szcze­rą i opar­tą na wza­jem­nej miło­ści rela­cję mię­dzy ludź­mi, któ­rych postę­po­wa­nie wobec sie­bie nawza­jem ukształ­to­wa­ne jest przez cha­rak­ter ich Stwórcy.

Wyra­zem Bożej miło­ści jest to, że poda­ro­wał czło­wie­ko­wi sumie­nie. Ten „wewnętrz­ny głos Boży” powi­nien wspie­rać czło­wie­ka w jego postę­po­wa­niu, tak, aby kie­ro­wał się miło­ścią i w ten spo­sób trwał w poko­ju z Bogiem i inny­mi ludźmi.

Życie w raju mia­ło być przy­go­to­wa­niem do wiecz­nej wspól­no­ty z Bogiem, do któ­rej każ­dy czło­wiek na koń­cu swo­je­go poby­tu na zie­mi miał „przejść”. Wiecz­ne życie z Bogiem jest rze­czy­wi­stym celem nasze­go ist­nie­nia. Do tego czło­wiek był i jest przeznaczony.

3. …to skąd wzię­ło się cierpienie?

Tak dłu­go jak czło­wiek ufał Bogu, Bóg mógł go ochra­niać i trosz­czyć się o nie­go. Dopie­ro kie­dy pierw­si ludzie odwró­ci­li się od Boga, poja­wi­ły się śmierć i cier­pie­nie. Biblia opi­su­je to w histo­rii upad­ku pierw­szych ludzi (1 Mojż.3). Pomi­mo że czło­wiek nie doświad­czał w raju żad­ne­go bra­ku ani tro­ski, zapra­gnął unie­za­leż­nić się od Boga i nie pod­po­rząd­ko­wy­wać Mu się już wię­cej. Chciał sam decy­do­wać o tym, co jest dla nie­go dobre, a co złe, co powi­nien robić, a cze­go się wystrze­gać i w ten spo­sób utra­cił stan raju.

W ten spo­sób znisz­czo­na zosta­ła har­mo­nia pomię­dzy Bogiem a ludź­mi, ale też w rela­cjach mię­dzy­ludz­kich. Opi­su­je to histo­ria o zabi­ciu Abla przez jego bra­ta, Kaina (1 Mojż 4,1–16). Cier­pie­nie, któ­re poja­wi­ło się na świe­cie jako kon­se­kwen­cja grze­chu, zaczę­ło roz­prze­strze­niać się wraz z ludz­ko­ścią. Doty­czy to tak­że cier­pie­nia spo­wo­do­wa­ne­go cho­ro­bą. W kolej­nych aka­pi­tach chce­my się tym dokład­niej zająć, a tak­że podzie­lić się naszy­mi myśla­mi na temat żywio­łów natu­ry, któ­re mogą sta­no­wić zagro­że­nie dla człowieka.

4. Cier­pie­nie spo­wo­do­wa­ne przez ludzi

Odkąd czło­wiek stra­cił udział w raju, pró­bu­je on szu­kać szczę­ścia nie­za­leż­nie od Boga. Więk­szość sta­ra się je zna­leźć w dobro­by­cie mate­rial­nym, życiu rodzin­nym, albo w rela­cjach, to zna­czy w akcep­ta­cji i byciu uzna­nym przez innych ludzi. Przy tym czło­wiek czę­sto podej­mu­je decy­zje, nie trosz­cząc się rze­czy­wi­ście o to, jaki wpływ jego postę­po­wa­nie ma na oto­cze­nie. Głów­ną rolę odgry­wa szu­ka­nie wła­snej korzy­ści, bez­pie­czeń­stwa i „dobrych” uczuć. Ta błęd­na dro­ga pro­wa­dzi do coraz więk­szej destruk­cji czło­wie­ka i ota­cza­ją­ce­go go świa­ta. Pośred­nio lub bez­po­śred­nio, wszy­scy odczu­wa­ją nega­tyw­ne tego kon­se­kwen­cje; są one tak samo real­ne jak i grzech.

W Biblii widzi­my, jak Bóg bez­u­stan­nie prze­strze­ga ludzi, żeby nie grze­szy­li, aby nie byli obo­jęt­ni na Boże war­to­ści i Jego wolę. Grzech jest zawsze sprzecz­ny z miło­ścią i nie­odwo­łal­nie pocią­ga za sobą cier­pie­nie. To wyra­ża się nie dopie­ro poprzez woj­ny, akty prze­mo­cy i prze­stęp­czość. W codzien­nym życiu jeste­śmy sta­le kon­fron­to­wa­ni z jego skut­ka­mi. Tam, gdzie ludzie nie kocha­ją Boga, takie war­to­ści jak: miłość, poko­ra, czy­stość, szcze­rość, bez­in­te­re­sow­na służ­ba, spra­wie­dli­wość… czę­sto nie­ste­ty nie­wie­le zna­czą. Zamiast tego czło­wiek chce być wiel­ki i waż­ny, chce coś osią­gnąć, pano­wać nad inny­mi i zaspo­ko­ić wła­sne pożą­da­nia. Wokół wie­le jest kon­ku­ren­cji, pychy i zazdro­ści, nie­szcze­ro­ści, obłu­dy, ego­izmu i ambi­cji. To one są czę­sto powo­dem cier­pie­nia. Ten, kto nie speł­nia ocze­ki­wań oto­cze­nia, czu­je się nie­do­war­to­ścio­wa­ny, nie­ko­cha­ny, nie na miej­scu. Ludzie pró­bu­ją roz­pacz­li­wie zdo­być uzna­nie innych. Jeśli zawio­dą ocze­ki­wa­nia innych, zosta­ją bez miło­sier­dzia odrzu­ce­ni i popa­da­ją w zwąt­pie­nie albo depresję.

Odno­śnie glo­bal­nej nie­spra­wie­dli­wo­ści spo­łecz­nej, wie­lu ludziom jest wpraw­dzie w jakimś stop­niu świa­do­me, że bogac­two wyso­ko roz­wi­nię­tych kra­jów jest w bar­dzo dużym stop­niu odpo­wie­dzial­ne za ubó­stwo bied­nych kra­jów. Ale ilu ludzi jest rze­czy­wi­ście goto­wych coś zmie­nić w swo­im sty­lu życia i zado­wo­lić się tym, cze­go rze­czy­wi­ście potrze­bu­ją? Jak wie­lu ludzi oglą­da w mediach fil­my doku­men­tal­ne o nie­spra­wie­dli­wo­ści i nędzy na świe­cie, potrzą­sa gło­wą zada­jąc sobie pyta­nie: jak Bóg mógł do cze­goś takie­go dopu­ścić, ale nie przy­cho­dzi im na myśl, żeby podzie­lić się tym, co mają…

Na przy­kład jest powszech­nie wia­do­me, w jakich kata­stro­fal­nych warun­kach pra­cu­ją szwa­cze i szwacz­ki w Azji i że wie­lu pra­cow­ni­ków tam­tej­szych fabryk stra­ci­ło życie albo zdol­ność do pra­cy w wyni­ku poża­rów i innych wypad­ków przy pra­cy. Dzie­je się tak dla­te­go, ponie­waż wiel­kim kon­cer­nom nie zale­ży zbyt­nio na bez­pie­czeń­stwie i dobrym samo­po­czu­ciu ich pra­cow­ni­ków. Pomi­mo to, wie­le osób nie chce zre­zy­gno­wać z kupo­wa­nia wciąż nowych, tanich ubrań (cho­ciaż sza­fa z ubra­nia­mi jest już peł­na), żeby być na cza­sie z nowym tren­dem mody. Każ­dy, kto tak postę­pu­je, jest tak­że współ­od­po­wie­dzial­ny za wyzy­ski­wa­nie innych dla osią­gnię­cia nie­spra­wie­dli­we­go zysku.

A jaką posta­wę ma do tego Bóg? On nie robi porząd­ku z naszym kon­tem ban­ko­wy wbrew naszej woli, żeby roz­dać nasze pie­nią­dze ubo­gim. On nie zmu­sza nas do czy­nie­nia dobra, ale dał nam poczu­cie odpo­wie­dzial­no­ści i sumie­nie, któ­re poka­zu­je nam, co powin­ni­śmy czy­nić i wzy­wa nas do postę­po­wa­nia zgod­nie z miło­ścią i dobro­wol­ne­go zwró­ce­nia się do tych, któ­rzy są w potrze­bie. Wymu­szo­ne dobre czy­ny nie są rze­czy­wi­ście dobre i nie mają (nie tyl­ko w Bożych oczach) żad­nej war­to­ści. Bóg chce, żeby­śmy byli rze­czy­wi­ście dobry­mi i odpo­wie­dzial­ny­mi ludź­mi, któ­rzy są gor­li­wi w miło­ści bliź­nie­go i nie zamy­ka­ją się na cier­pie­nie innych.

5. Cier­pie­nie spo­wo­do­wa­ne przez choroby

„Zdro­wie jest naj­wyż­szym dobrem!“- takie i podob­ne wypo­wie­dzi sły­szy się czę­sto z ust ludzi dotknię­tych róż­ny­mi cho­ro­ba­mi. Cięż­ka cho­ro­ba jest na pew­no trud­nym roz­dzia­łem w życiu czło­wie­ka, szcze­gól­nie jeśli wią­że się z dotkli­wym bólem i jest nie­ule­czal­na. I sta­je się to jesz­cze trud­niej­sze do znie­sie­nia, jeśli czło­wiek zosta­je w takiej sytu­acji sam, kie­dy krew­ni i przy­ja­cie­le odsu­wa­ją się od nie­go, ponie­waż nie mają nic, czym mogli­by pocie­szyć potrze­bu­ją­ce­go, gdyż wie­dzą, że wszel­kie doda­wa­nie otu­chy: „Wszyst­ko będzie zno­wu dobrze…“ to tyl­ko puste słowa.

Cho­ro­by, w ogól­nym zary­sie, rozu­mie­my jako dal­szą kon­se­kwen­cję upad­ku w grzech, a więc tego, że ludz­kość w swo­jej histo­rii bez Boga wybra­ła wie­le błęd­nych dróg i stra­ci­ła przez to Bożą ochro­nę. Bóg stwo­rzył ludzi jako wiel­ką, glo­bal­ną wspól­no­tę, w któ­rej każ­dy czło­wiek miał doświad­czać Bożej ochro­ny, ale też tro­ski ze stro­ny innych. Tam, gdzie tego  bra­ku­je, ma to oczy­wi­ście nega­tyw­ne skut­ki, przede wszyst­kim dla tych, któ­rzy są w jakiś spo­sób słab­si niż inni, ale nie­ko­niecz­nie winni.

Grzech znisz­czył bar­dzo wie­le, nie tyl­ko w naszym śro­do­wi­sku i zewnętrz­nych warun­kach życia, ale przede wszyst­kim w tym, co doty­czy wewnętrz­ne­go życia czło­wie­ka, jego duszy i cia­ła. Cięż­kie cho­ro­by nale­żą rów­nież do cier­pie­nia wywo­ła­ne­go przez nie­po­słu­szeń­stwo czło­wie­ka. Ist­nie­ją cho­ro­by zwią­za­ne bez­po­śred­nio ze sty­lem życia dotknię­tej nią oso­by. Tutaj pyta­nie, dla­cze­go Bóg do tego dopu­ścił, jest nie na miej­scu. Jed­nak tak­że ludzi, któ­rzy temu nie zawi­ni­li może dotknąć choroba.

Biblia opo­wia­da nam o czło­wie­ku imie­niem Hiob. Był on spra­wie­dli­wy, ale cięż­ko zacho­ro­wał i nie rozu­miał przy­czyn swo­je­go cier­pie­nia. Po cięż­kiej wewnętrz­nej wal­ce zro­zu­miał, że my, ludzie jeste­śmy zbyt ogra­ni­cze­ni, aby zro­zu­mieć i ogar­nąć bieg rze­czy. Bra­ku­je nam per­spek­ty­wy, któ­rą tyl­ko Bóg posia­da. Hiob mówi:

„O rze­czach wznio­słych mówi­łem. To zbyt cudow­ne. Ja nie rozu­miem. Posłu­chaj, pro­szę. Pozwól mi mówić! Chcę spy­tać. Racz odpo­wie­dzieć!” (Hiob 42,3b‑4)

To pozna­nie pomo­gło mu już wię­cej nie narze­kać, ale zna­leźć pocie­chę w zaufa­niu, że Bóg trzy­ma wszyst­ko w swo­ich rękach, że może Mu się cał­kiem zawie­rzyć i że pew­ne­go dnia ujrzy swo­je­go Zba­wi­cie­la, któ­ry jest spra­wie­dli­wy i któ­ry zapro­wa­dzi spra­wie­dli­wość (Hiob 19,25).

Też dzi­siaj dla cięż­ko cho­re­go czło­wie­ka nie było­by pomo­cą poprze­stać na pyta­niu o przy­czy­nę jego cier­pie­nia. O wie­le waż­niej­szym jest sta­rać się zro­zu­mieć, cze­go powi­nie­nem się uczyć z moje­go cier­pie­nia i dokąd Bóg chce mnie tą dro­gą popro­wa­dzić. Ten głę­bo­ki sens oso­bi­ste­go cier­pie­nia moż­na roz­po­znać tyl­ko poprzez szcze­re zwró­ce­nie się do Boga.

Dla­te­go tak waż­ne jest sta­nąć w Bożym świe­tle: Czy jest mi świa­do­me, że moje życie jest dro­go­cen­nym darem? Jak waż­ny jest dla mnie Daw­ca Życia? Jak bar­dzo Go szu­kam? Czy podzię­ko­wa­łem Mu za moje życie i czy pyta­łem Go, jak mogę wyra­zić Mu moją wdzięcz­ność? Czy też ocze­ku­ję raczej, że będę mógł cie­szyć się dłu­gim, zdro­wym, pozba­wio­nym więk­szych pro­ble­mów życiem…?

Zdro­wie jest wiel­kim dobrem, ale nie naj­wyż­szym. Cho­ro­ba może uczy­nić czło­wie­ka bar­dzo doj­rza­łym. Może nam uświa­do­mić, jak kru­che i prze­mi­jal­ne jest nasze ziem­skie ist­nie­nie. Poprzez cho­ro­bę może­my uczyć się współ­czu­cia i miło­sier­dzia wobec bliź­nich. Może nas ona pro­wa­dzić do tego, żeby szu­kać opar­cia w Bogu, a nie opie­rać się na wła­snej sile i osią­gnię­ciach. Poprzez cho­ro­bę może­my się też uczyć, że nasza war­tość nie zale­ży od naszej pro­duk­tyw­no­ści, bo Bóg kocha nas nie­za­leż­nie od tego, czy jeste­śmy zdro­wi czy cho­rzy, i stwo­rzył nas do wiecz­ne­go życia we wspól­no­cie z Nim. Zapro­sze­nie do życia wiecz­ne­go skie­ro­wa­ne jest do wszyst­kich — tak­że cho­ro­ba może być pomo­cą w zro­zu­mie­niu, że jest ono celem nasze­go ist­nie­nia i że powin­ni­śmy szu­kać dro­gi, któ­ra do nie­go pro­wa­dzi. Życie wiecz­ne jest źró­dłem nadziei dla wszyst­kich wie­rzą­cych i daje też ono siłę potrzeb­ną do nie­sie­nia cierpienia.

„Nie chce­my, bra­cia, wasze­go trwa­nia w nie­wie­dzy co do tych, któ­rzy umie­ra­ją, aby­ście się nie smu­ci­li jak wszy­scy ci, któ­rzy nie mają nadziei. Jeśli bowiem wie­rzy­my, że Jezus istot­nie umarł i zmar­twych­wstał, to rów­nież tych, któ­rzy umar­li w Jezu­sie, Bóg wypro­wa­dzi wraz z Nim.” (Paweł w 1 Tesa­lo­ni­czan 4, 13–14)

6. Kil­ka myśli odno­śnie „upo­śle­dze­nia”

We współ­cze­snym świe­cie, w któ­rym wydaj­ność i suk­ces odgry­wa coraz więk­szą rolę, wie­lu ludzi utoż­sa­mia upo­śle­dze­nie z cier­pie­niem. Panu­je pogląd, że życie czło­wie­ka, któ­ry ma np. zespół Downa, nie jest peł­no­war­to­ścio­we, gdyż taka oso­ba będzie zawsze zda­na na pomoc innych. Pro­wa­dzi to do okrut­ne­go wnio­sku, że w takim przy­pad­ku lepiej jest uśmier­cić nie­na­ro­dzo­ne dziec­ko. Abor­cja jest wte­dy dopusz­czal­na aż do naro­dzin dziecka!

Obec­nie w wie­lu kra­jach takich osób już się pra­wie nie spo­ty­ka, ponie­waż poprzez bada­nia pre­na­tal­ne są one wyfil­tro­wy­wa­ne i mało kto z nich ma szan­sę na prze­ży­cie. Ale czy nie jest tak, że w rze­czy­wi­sto­ści cier­pie­nie osób, któ­rym uda­ło się prze­żyć wyni­ka z tego, że inni patrzą na nich z góry i z lito­ścią, i przez to dają im do zro­zu­mie­nia, że nie są oni nor­mal­ny­mi ludź­mi, a ich życie nie jest war­to­ścio­we i że osta­tecz­nie było­by lepiej, gdy­by nigdy nie ujrze­li światła?!

My cie­szy­my się bar­dzo z tego, że ludzie z cie­le­sny­mi czy też psy­chicz­ny­mi ogra­ni­cze­nia­mi żyją pośród nas i są kocha­ni i ota­cza­ni opie­ką przez ich rodzi­ny czy oto­cze­nie i że pomi­mo ich upo­śle­dze­nia mogą cie­szyć się życiem.

7. Cier­pie­nie spo­wo­do­wa­ne przez katastrofy

Wie­lu ludzi odczu­wa radość na widok pięk­nej przy­ro­dy, a dla wie­rzą­cych jest ona ogrom­nym wyra­zem mocy, mądro­ści, kre­atyw­no­ści i miło­ści Stwór­cy. Z dru­giej stro­ny zie­mia nie jest miej­scem pozba­wio­nym nie­bez­pie­czeństw. Co raz mają miej­sce trze­się­nia zie­mi, wybu­chy wul­ka­nów, tsu­na­mi, susze, powo­dzie, wichu­ry… Tam, gdzie te zja­wi­ska przy­ro­dy wywie­ra­ją destruk­tyw­ny wpływ na ludzi i ich tryb życia, przy­bie­ra­ją roz­mia­ry kata­strof. Rodzi to przy­naj­mniej dwa pytania:

1) Dla­cze­go Bóg nie stwo­rzył zie­mi pozba­wio­nej tych wszyst­kich niebezpieczeństw?

2) W jaki spo­sób, według Boże­go pla­nu, czło­wiek powi­nien sie z nimi obchodzić?

Być może w zna­le­zie­niu odpo­wie­dzi na pierw­sze z tych pytań pomoc­ne będzie, żeby­śmy zaję­li się naj­pierw dru­gim z nich. W tym kon­tek­ście chcie­li­by­śmy przy­to­czyć przy­kład ze Sta­re­go i Nowe­go Testamentu.

Naj­pierw frag­ment ze Sta­re­go Testa­men­tu, w któ­rym Bóg prze­ma­wiał przez Moj­że­sza do swo­je­go naro­du Izra­ela, na krót­ko przed wej­ściem do Kaana­nu — zie­mi, któ­rą Bóg dał im jako miej­sce zamiesz­ka­nia po wyj­ściu z nie­wo­li egipskiej:

„Gdyż zie­mia, któ­rą idzie­cie posiąść, nie jest podob­na do zie­mi egip­skiej, skąd wyszli­ście, a w któ­rą posiaw­szy nasie­nie dopro­wa­dza­li­ście wodę jak do ogro­du warzyw­ne­go przy pomo­cy nóg. Zie­mia, któ­rą idzie­cie posiąść, jest kra­jem gór i dolin, piją­cym wodę z desz­czu nie­bie­skie­go. To zie­mia, któ­rą sta­le nawie­dza Pan, Bóg wasz, na któ­rej spo­czy­wa­ją oczy Pana, Boga wasze­go, od począt­ku roku aż do koń­ca. Jeśli będzie­cie słu­chać pil­nie naka­zów, któ­re wam dziś daję, miłu­jąc Pana, Boga wasze­go, i słu­żąc Mu z całe­go ser­ca i z całej duszy, ześle On deszcz na waszą zie­mię we wła­ści­wym cza­sie, jesien­ny jak i wio­sen­ny, i zbie­rze­cie wasze zbo­że, moszcz i oli­wę. Da też tra­wę na polach dla wasze­go bydła. Będzie­cie mie­li żyw­no­ści do syta. Strzeż­cie się, by ser­ce wasze nie pozwo­li­ło się oma­mić, aby­ście nie ode­szli i nie słu­ży­li obcym bogom i nie odda­wa­li im pokło­nu, bo zapa­lił­by się gniew Pana na was, i zamknął­by nie­bo, aby nie padał deszcz, zie­mia nie wyda­ła­by plo­nów, …” (5 Mojż. 11,10–17)

Bóg jest miło­ścią i szu­ka rela­cji ze swo­im stwo­rze­niem, aby oka­zać mu swo­ją dobroć. W powy­żej cyto­wa­nym tek­ście może­my to widzieć. Bóg mówi tu do swo­je­go naro­du, że będzie go ochra­niał i bło­go­sła­wił mu desz­czem i obfi­ty­mi plo­na­mi, jeże­li ten będzie Go kochał i cho­dził Jego dro­ga­mi, i postę­po­wał według Jego przy­ka­zań. Ale jeśli opusz­czą Boga, stra­cą Jego ochro­nę i będą musie­li nieść tego konsekwencje.

W Nowym Testa­men­cie w Dzie­jach Apost. 11,27–30, znaj­du­je­my nastę­pu­ją­cy krót­ki opis klę­ski gło­du, któ­ra nastą­pi­ła za Cesa­rza Klau­diu­sza (41–54 n.e):

„W tym cza­sie wła­śnie przy­by­li z Jero­zo­li­my do Antio­chii pro­ro­cy. Jeden z nich imie­niem Aga­bos prze­po­wie­dział z natchnie­nia Ducha, że na całej zie­mi nasta­nie wiel­ki głód. Nastał on za Klau­diu­sza. Ucznio­wie posta­no­wi­li więc, że każ­dy według moż­no­ści pośpie­szy z pomo­cą bra­ciom, miesz­ka­ją­cym w Judei. Tak też zro­bi­li, wysy­ła­jąc [jał­muż­nę] star­szym przez Bar­na­bę i Szawła.”

Tutaj widzi­my, jak Bóg może ostrzec przed nie­bez­pie­czeń­stwem tych, któ­rzy Go słu­cha­ją i żyją z Nim w przy­jaź­ni. Dla wie­rzą­cych, któ­rzy nie zosta­li dotknię­ci gło­dem, było oczy­wi­ste, żeby wes­przeć bra­ci w ich trud­nej sytu­acji.  W ten spo­sób, poprzez miłość chrze­ści­jan nega­tyw­ne skut­ki klę­ski gło­do­wej zosta­ły złagodzone.

Ta klę­ska z cza­sów Klau­diu­sza nie jest w Biblii inter­pre­to­wa­na jako wynik grze­chów ludzi. Wspo­mnia­na jest po pro­stu jako fakt, tak jak fak­tem jest, że my, ludzie, może­my zna­leźć się tutaj na zie­mi w trud­nych warun­kach. W takich sytu­acjach powin­ni­śmy jed­nak zawie­rzyć się Bogu, a tak­że być opar­ciem dla sie­bie nawzajem.

Bóg chce nas uczyć tego, żeby­śmy rozu­mie­li, jak obcho­dzić się z nie­bez­pie­czeń­stwa­mi, któ­re ist­nie­ją na zie­mi i jak powin­ni­śmy sobie w tym nawza­jem poma­gać, ale warun­kiem tego jest, że Go o to pyta­my i pozwa­la­my Mu, żeby nas pro­wa­dził. Patrząc z glo­bal­nej per­spek­ty­wy tak nie­ste­ty nie jest, ponie­waż ludzie nie chcą pod­po­rząd­ko­wać się Bogu. Jeśli kie­ru­je nimi pycha i rzą­dza wła­dzy i gdy nie chcą zaak­cep­to­wać swo­ich gra­nic, odwra­ca­ją sie od Boga i sta­ją się nie­trzeź­wi, lek­ko­myśl­ni i śle­pi wobec ota­cza­ją­cych ich nie­bez­pie­czeństw. I kie­dy wiel­kie mia­sta budo­wa­ne są wła­śnie na obsza­rach sej­smicz­nych i coraz wię­cej ludzi, nie zwa­ża­jąc na zagro­że­nie, osie­dla się w nich, ponie­waż pra­gną karie­ry, suk­ce­su, dobro­by­tu…, to kata­stro­fa jest już przez nas ludzi jak­by zaprogramowana.

Gdy jakichś ludzi doty­ka natu­ral­na kata­stro­fa, nie ozna­cza to jesz­cze, że są bar­dziej win­ni niż inni. Takich wyda­rzeń nie moż­na też z zasa­dy inter­pre­to­wać jako kary od Boga. Powin­ni­śmy je jed­nak widzieć jako wezwa­nie do odpo­wie­dzial­ne­go obcho­dze­nia się z naszym życiem i przy­ro­dą, a przede wszyst­kim do pojed­na­nia się z Bogiem. Osta­tecz­nie cho­dzi o dużo wię­cej niż tyl­ko o dobro­byt i bez­tro­skie, spo­koj­ne życie na zie­mi. Kie­dyś sta­nie­my wszy­scy przed Bogiem, a wte­dy zupeł­nie inne rze­czy będą się liczy­ły. Jezus poka­zu­je, że powin­ni­śmy przede wszyst­kim  trosz­czyć się o nasze wiecz­ne życie.

„Powie­dział też do nich: Uwa­żaj­cie i strzeż­cie się wszel­kiej chci­wo­ści, bo nawet gdy ktoś opły­wa [we wszyst­ko], życie jego nie jest zależ­ne od jego mie­nia. I opo­wie­dział im przy­po­wieść: Pew­ne­mu zamoż­ne­mu czło­wie­ko­wi dobrze obro­dzi­ło pole. I roz­wa­żał sam w sobie: Co tu począć? Nie mam gdzie pomie­ścić moich zbio­rów. I rzekł: Tak zro­bię: zbu­rzę moje spi­chle­rze, a pobu­du­ję więk­sze i tam zgro­ma­dzę całe zbo­że i moje dobra. I powiem sobie: Masz wiel­kie zaso­by dóbr, na dłu­gie lata zło­żo­ne; odpo­czy­waj, jedz, pij i uży­waj! Lecz Bóg rzekł do nie­go: Głup­cze, jesz­cze tej nocy zażą­da­ją two­jej duszy od cie­bie; komu więc przy­pad­nie to, coś przy­go­to­wał? Tak dzie­je się z każ­dym, kto skar­by gro­ma­dzi dla sie­bie, a nie jest boga­ty przed Bogiem.” (Łk 12,15–21)

Biblia poka­zu­je nam rów­nież jasno, że Bóg trosz­czy się i oka­zu­je swo­ją dobroć nie tyl­ko tym, któ­rzy Go kocha­ją. Życiu na zie­mi towa­rzy­szą wpraw­dzie nie­bez­pie­czeń­stwa, przed któ­ry­mi Bóg nie może ochro­nić ludzi, któ­rzy się od Nie­go odwró­ci­li, tak, jak by tego potrze­bo­wa­li. Pomi­mo to daje On w swo­jej miło­ści wszyst­kim ludziom bar­dzo wie­le dobre­go, cze­go wie­lu ludzi nie jest świa­do­mych i za co Mu też nie dziękują.

„Ja wam powia­dam: Miłuj­cie waszych nie­przy­ja­ciół i módl­cie się za tych, któ­rzy was prze­śla­du­ją; tak będzie­cie syna­mi Ojca wasze­go, któ­ry jest w nie­bie; ponie­waż On spra­wia, że słoń­ce Jego wscho­dzi nad zły­mi i nad dobry­mi, i On zsy­ła deszcz na spra­wie­dli­wych i nie­spra­wie­dli­wych.” (Mt 5,44–45)

Może wła­śnie dla­te­go Bóg stwo­rzył zie­mię jako miej­sce nie­po­zba­wio­ne jakich­kol­wiek zagro­żeń, żeby­śmy mogli w nich doświad­czać Jego ochro­ny i pomo­cy, i poprzez to byli bar­dziej świa­do­mi zależ­no­ści od nasze­go Stwór­cy i nie sta­li się wynio­śli czy pew­ni sie­bie, myśląc, że wszyst­ko mamy pod kon­tro­lą. To daje nam odpo­wiedź na nasze pierw­sze pytanie.

8. Jak Jezus niósł cier­pie­nie i jak może On nam w tym pomóc…

Przy­cho­dząc na ten świat, Jezus utoż­sa­mił się cał­ko­wi­cie z naszą zruj­no­wą sytu­acją. Cho­ciaż sam pomógł wie­lu cier­pią­cym, rów­nież On na wła­snym cie­le poniósł kon­se­kwen­cje ludz­kiej nie­na­wi­ści. Pozwo­lił, żeby Go męczo­no, a nawet ukrzy­żo­wa­no, aby w ten spo­sób poka­zać nam, gdzie rze­czy­wi­ście leży nasz pro­blem i co musi­my zmienić.

Jezus wzy­wał ludzi do tego, żeby zno­wu posta­wi­li Boga na pierw­szym miej­scu w swo­im życiu. Jego prze­sła­nie i przy­kład życia są dla ludzi zwier­cia­dłem ich sumie­nia. Mogą przez to zro­zu­mieć, gdzie grze­szą i co oddzie­la ich od Boga. Przy­wód­cy reli­gij­ni znie­na­wi­dzi­li Jezu­sa, ponie­waż obna­żał ich obłu­dę. Wie­lu innych pozo­sta­ło obo­jęt­ny­mi i nie poszło za Jego wezwa­niem nawró­ce­nia się z grze­chów. Dla­te­go wła­śnie Jezus, któ­ry nigdy nie uczy­nił nic złe­go, został nie­spra­wie­dli­wie osą­dzo­ny, jak­by był zło­czyń­cą. Jak to niósł?

W nocy przed swo­im ukrzy­żo­wa­niem powie­dział nastę­pu­ją­ce sło­wa do swo­ich uczniów:

„Oto nad­cho­dzi godzi­na, a nawet już nade­szła, że się roz­pro­szy­cie – każ­dy w swo­ją stro­nę, a Mnie zosta­wi­cie same­go. Ale Ja nie jestem sam, bo Ojciec jest ze Mną. To wam powie­dzia­łem, aby­ście pokój we Mnie mie­li. Na świe­cie dozna­cie uci­sku, ale miej­cie odwa­gę: Jam zwy­cię­żył świat.” (Jn 16,32–33)

Dla Jezu­sa naj­waż­niej­sze było, aby zawsze czy­nić wolę Ojca. Tak pozo­sta­wał w cał­ko­wi­tym zjed­no­cze­niu z Bogiem. To dawa­ło Mu siłę, żeby nieść nie­spra­wie­dli­we cier­pie­nie bez zgorzk­nie­nia, bez nie­na­wi­ści, bez bun­tu. Jego ziem­skie życie zosta­ło bru­tal­nie prze­rwa­ne, ale nikt nie mógł ode­brać Mu wiecz­ne­go życia, wiecz­nej rela­cji z Ojcem.

Apo­stoł Paweł opi­su­je, jak on i inni chrze­ści­ja­nie zosta­li umoc­nie­ni przez Jezu­sa, żeby nieść to, co trud­ne, nie zwąt­pić w cier­pie­niu, ale dzię­ki nadziei na wiecz­ne życie zacho­wać wewnętrz­ną radość:

„Prze­cho­wu­je­my zaś ten skarb w naczy­niach gli­nia­nych, aby z Boga była owa prze­ogrom­na moc, a nie z nas. Zewsząd zno­si­my cier­pie­nia, lecz nie pod­da­je­my się zwąt­pie­niu; żyje­my w nie­do­stat­ku, lecz nie roz­pa­cza­my; zno­si­my prze­śla­do­wa­nia, lecz nie czu­je­my się osa­mot­nie­ni, oba­la­ją nas na zie­mię, lecz nie ginie­my. Nosi­my nie­ustan­nie w cie­le naszym kona­nie Jezu­sa, aby życie Jezu­sa obja­wi­ło się w naszym cie­le. Cią­gle bowiem jeste­śmy wyda­wa­ni na śmierć z powo­du Jezu­sa, aby życie Jezu­sa obja­wi­ło się w naszym śmier­tel­nym cie­le. Tak więc dzia­ła w nas śmierć, pod­czas gdy w was — życie. Cie­szę się prze­to owym duchem wia­ry, według któ­re­go napi­sa­no: Uwie­rzy­łem, dla­te­go prze­mó­wi­łem; my tak­że wie­rzy­my i dla­te­go mówi­my, prze­ko­na­ni, że Ten, któ­ry wskrze­sił Jezu­sa, z Jezu­sem przy­wró­ci życie tak­że nam i sta­wi nas przed sobą razem z wami. Wszyst­ko to bowiem dla was, aże­by w peł­ni obfi­tu­ją­ca łaska zwięk­szy­ła chwa­łę Bożą przez dzięk­czy­nie­nie wie­lu. Dla­te­go to nie pod­da­je­my się zwąt­pie­niu, cho­ciaż bowiem nisz­cze­je nasz czło­wiek zewnętrz­ny, to jed­nak ten, któ­ry jest wewnątrz, odna­wia się z dnia na dzień. Nie­wiel­kie bowiem utra­pie­nia nasze­go obec­ne­go cza­su gotu­ją bez­miar chwa­ły przy­szłe­go wie­ku dla nas, któ­rzy się wpa­tru­je­my nie w to, co widzial­ne, lecz w to, co nie­wi­dzial­ne. To bowiem, co widzial­ne, prze­mi­ja, to zaś, co nie­wi­dzial­ne, trwa wiecz­nie.” (2Kor 4,7–18)

Nawet jeśli w nie­któ­rych sytu­acjach czu­je­my się bez­sil­ni wobec cier­pie­nia, może­my mieć pew­ność, że Bóg wszyst­ko wie i widzi. W wiecz­nej, ducho­wej rze­czy­wi­sto­ści panu­je spra­wie­dli­wość, ponie­waż Bóg ją usta­na­wia przez to, że odpła­ci każ­de­mu czło­wie­ko­wi według jego uczyn­ków. Kto ma upodo­ba­nie w nie­spra­wie­dli­wo­ści, albo pozo­sta­je na nią obo­jęt­ny, nie będzie miał żad­ne­go udzia­łu w rado­ści życia wiecznego.

„I ujrza­łem nie­bo nowe i zie­mię nową, bo pierw­sze nie­bo i pierw­sza zie­mia prze­mi­nę­ły, i morza już nie ma. I Mia­sto Świę­te — Jeru­za­lem Nowe ujrza­łem zstę­pu­ją­ce z nie­ba od Boga, przy­stro­jo­ne jak oblu­bie­ni­ca zdob­na w klej­no­ty dla swe­go męża. I usły­sza­łem dono­śny głos mówią­cy od tro­nu: Oto przy­by­tek Boga z ludź­mi: i zamiesz­ka wraz z nimi, i będą oni Jego ludem, a On będzie Bogiem z nimi. I otrze z ich oczu wszel­ką łzę, a śmier­ci już odtąd nie będzie. Ani żało­by, ni krzy­ku, ni tru­du już [odtąd] nie będzie, bo pierw­sze rze­czy prze­mi­nę­ły.” (Obj 21,1–4)

Jezus chce nam już teraz pomóc, żeby­śmy mogli doświad­czyć Bożej bli­sko­ści i żyć z Jego sił. Jeże­li odpo­wie­my z wdzięcz­no­ścią na Jego miłość i pozwo­li­my na to, żeby On kie­ro­wał naszym życiem, znaj­dzie­my pokój, radość i nadzie­ję, któ­rych żad­ne zewnętrz­ne warun­ki nie mogą nam ode­brać. Jezus mówi o tym w Mt 11,27–30:

„Wszyst­ko prze­ka­zał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tyl­ko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tyl­ko Syn, i ten, komu Syn zechce obja­wić. Przyjdź­cie do Mnie wszy­scy, któ­rzy utru­dze­ni i obcią­że­ni jeste­ście, a Ja was pokrze­pię. Weź­cie moje jarz­mo na sie­bie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokor­ny ser­cem, a znaj­dzie­cie uko­je­nie dla dusz waszych. Albo­wiem jarz­mo moje jest słod­kie, a moje brze­mię lekkie.”

9. Pod­su­mo­wa­nie

Bóg obda­ro­wał nas ludzi wol­no­ścią, któ­ra musi iść w parze z odpo­wie­dzial­no­ścią. To zna­czy, że z jed­nej stro­ny mamy wol­ność doko­ny­wa­nia moral­nych wybo­rów, z dru­giej stro­ny jeste­śmy odpo­wie­dzial­ni za kon­se­kwen­cje naszych decy­zji. To jest istot­na róż­ni­ca pomię­dzy czło­wie­kiem a resz­tą stwo­rze­nia. Nasza ludz­ka god­ność leży więc w tym, że może­my dobro­wol­nie decy­do­wać za miło­ścią do Boga i bliź­nie­go, za miło­sier­dziem, szcze­ro­ścią, wiernością…itd. I ponie­waż wol­ność moral­na jest bar­dzo głę­bo­ko wpi­sa­na w natu­rę czło­wie­ka, Bóg nie zabie­ra nam jej po pro­stu, jeśli ją źle wyko­rzy­stu­je­my przez obo­jęt­ność, ego­izm, brak miło­sier­dzia… przez to szko­dząc sobie samym albo sta­jąc się powo­dem cier­pie­nia dla innych ludzi. Przy­czy­na nie­za­wi­nio­ne­go cier­pie­nia nie leży więc po stro­nie Boga, ale ludzi, któ­rzy wyko­rzy­stu­ją swo­ją wol­ność i dobre dary wbrew zamy­sło­wi Boga.

Wszy­scy doświad­cza­my tego, że błęd­ne decy­zje mają złe kon­se­kwen­cje. Czło­wiek powi­nien uczyć się z tego, aby być w sta­nie podej­mo­wać wła­ści­we decy­zje, któ­re będą mia­ły dobre oddzia­ły­wa­nie. Tak samo jest z kon­se­kwen­cja­mi naszych grze­chów. Nie może­my ocze­ki­wać, że pozba­wio­ne miło­ści, ego­istycz­ne czy obo­jęt­ne postę­po­wa­nie nie będzie mia­ło żad­nych nega­tyw­nych następstw. Cier­pie­nie wywo­ła­ne grze­chem powin­no poka­zać czło­wie­ko­wi, że dro­ga bez Boga nie pro­wa­dzi do nicze­go dobre­go. Powi­nien porzu­cić jak naj­szyb­ciej tę fał­szy­wą dro­gę, żeby nie powo­do­wać już wie­cej cier­pie­nia i żyć w poko­ju z Bogiem i inny­mi ludźmi.

Czę­sto ludzie, doświad­cza­jąc cier­pie­nia, pod­wa­ża­ją ist­nie­nie albo miłość Bożą. Z dru­giej stro­ny nie­spra­wie­dli­wość, a nawet prze­stęp­stwo nie są dla nich pro­ble­mem, jeśli mają z tego korzy­ści. Przy­kła­dem tego jest abor­cja. Sza­cu­je się, że w 2008 roku doko­na­no na całym świe­cie ok. 43,8 milio­nów abor­cji, tzn. 120 tysię­cy dzien­nie (http://www.guttmacher.org/pubs/fb_IAW.pdf). Jest nie do pomy­śle­nia, jak wie­lu ludzi zaan­ga­żo­wa­nych jest w to glo­bal­ne prze­stęp­stwo. Pomi­mo to Bóg nie inter­we­niu­je powo­du­jąc, że lekarz, któ­ry zabie­ra się do tego czy­nu, umie­ra na zawał ser­ca. Bóg wal­czy w inny spo­sób o to, żeby czło­wiek nie grze­szył, np. poprzez wyrzu­ty sumie­nia, albo kon­fron­tu­jąc go na róż­ne spo­so­by z kon­se­kwen­cja­mi jego grze­chów i przez to skła­nia­jąc go do zasta­no­wie­nia się nad jego czy­na­mi. W przy­po­wie­ści Jezu­sa o synu mar­no­traw­nym to postę­po­wa­nie Boga wobec czło­wie­ka jest bar­dzo widoczne:

„Powie­dział też: Pewien czło­wiek miał dwóch synów. Młod­szy z nich rzekł do ojca: Ojcze, daj mi część mająt­ku, któ­ra na mnie przy­pa­da. Podzie­lił więc mają­tek mię­dzy nich. Nie­dłu­go potem młod­szy syn, zabraw­szy wszyst­ko, odje­chał w dale­kie stro­ny i tam roz­trwo­nił swój mają­tek, żyjąc roz­rzut­nie. A gdy wszyst­ko wydał, nastał cięż­ki głód w owej kra­inie i on sam zaczął cier­pieć nie­do­sta­tek. Poszedł i przy­stał do jed­ne­go z oby­wa­te­li owej kra­iny, a ten posłał go na swo­je pola, żeby pasł świ­nie. Pra­gnął on napeł­nić swój żołą­dek strą­ka­mi, któ­ry­mi żywi­ły się świ­nie, lecz nikt mu ich nie dawał. Wte­dy zasta­no­wił się i rzekł: Iluż to najem­ni­ków moje­go ojca ma pod dostat­kiem chle­ba, a ja tu z gło­du ginę. Zabio­rę się i pój­dę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrze­szy­łem prze­ciw Bogu i wzglę­dem cie­bie; już nie jestem godzien nazy­wać się two­im synem: uczyń mię choć­by jed­nym z najem­ni­ków. Wybrał się więc i poszedł do swo­je­go ojca. A gdy był jesz­cze dale­ko, ujrzał go jego ojciec i wzru­szył się głę­bo­ko; wybiegł naprze­ciw nie­go, rzu­cił mu się na szy­ję i uca­ło­wał go. A syn rzekł do nie­go: Ojcze, zgrze­szy­łem prze­ciw Bogu i wzglę­dem cie­bie, już nie jestem godzien nazy­wać się two­im synem. Lecz ojciec rzekł do swo­ich sług: Przy­nie­ście szyb­ko naj­lep­szą sza­tę i ubierz­cie go; daj­cie mu też pier­ścień na rękę i san­da­ły na nogi! Przy­pro­wadź­cie utu­czo­ne cie­lę i zabij­cie: będzie­my uczto­wać i bawić się, ponie­waż ten mój syn był umar­ły, a znów ożył; zagi­nął, a odna­lazł się. I zaczę­li się bawić.” (Łk 15,11–24)

Bóg nie zmu­sza nas do zasta­na­wia­nia się nad tymi kwe­stia­mi, ponie­waż nas kocha. Zabie­ga On o odwza­jem­nie­nie ze stro­ny czło­wie­ka i cze­ka cier­pli­wie, żeby­śmy otwo­rzy­li się na Jego głos. Bóg pra­gnie mieć z nami auten­tycz­ną rela­cję, któ­ra może zaist­nieć tyl­ko na fun­da­men­cie wol­no­ści, a nie z przy­mu­su. W opar­ciu o tą rela­cję daje On nam swo­ją pomoc, siłę i ochro­nę we wszyst­kich nie­bez­pie­czeń­stwach i życio­wych trud­no­ściach, a przede wszyst­kim chce nam poda­ro­wać radość wiecz­ne­go życia z Nim.

***

Nie wie­my, z jakich powo­dów prze­czy­ta­łeś to opra­co­wa­nie. Czy sam doświad­czy­łeś cier­pie­nia? Albo może zada­wa­łeś sobie pyta­nie, skąd bie­rze się tak wie­le zła na świe­cie i co możesz prze­ciw­ko temu zro­bić? Cie­szy­my się, że w Jezu­sie i w Jego Sło­wie może­my zna­leźć jasne odpo­wie­dzi na waż­ne pyta­nia. Chce­my też poma­gać innym w zna­le­zie­niu Boga, któ­ry może oczy­ścić i prze­mie­nić ser­ce każ­de­go czło­wie­ka, i przez to uzdol­nić nas do praw­dzi­wej miło­ści. Jeże­li pra­gniesz poznać Boga i żyć z Nim, lub jeśli masz myśli czy pyta­nia co do tego tek­stu, napisz do nas.