Mary­ja, mat­ka Chrystusa

Kategorie: Biblia i tradycja

Wyzna­je­my wia­rę w Jezu­sa, praw­dzi­we­go Boga, któ­ry stał się czło­wie­kiem. Roz­wa­ża­jąc Jego życie nie może­my pomi­nąć oso­by Jego mat­ki. Jed­nak zro­zu­mie­nie jej roli wyma­ga prze­ana­li­zo­wa­nia jedy­nych wia­ry­god­nych źró­deł infor­ma­cji o niej – Ewan­ge­lii i Dzie­jów Apo­stol­skich. W niniej­szym opra­co­wa­niu chce­my wyra­zić sza­cu­nek dla wia­ry Maryi, „słu­żeb­ni­cy Pań­skiej” (Łk 1,38), oraz kry­ty­cyzm wobec kul­tu, któ­ry nie jest zgod­ny ani z wolą Bożą, ani z jej wolą.

Obraz Raffaella Sorbiego przedstawiający Józefa i Maryję z Jezusem na osiołku w drodze do Egiptu. Autor starał się przedstawić tę scenę realistycznie i z historyczną wiarygodnością. Co możemy wiedzieć o historycznej osobie Marii, matki Jezusa?

1. Mariam, mat­ka Jezusa

W 8 albo w 7 roku p.n.e. otwo­rzył się nowy roz­dział w histo­rii ludz­ko­ści, kie­dy to mło­da kobie­ta o imie­niu Mariam[1] z gali­lej­skiej wio­ski Naza­ret zosta­ła nie­ocze­ki­wa­nie skon­fron­to­wa­na z Bożym powo­ła­niem (Łk 1,26–38). Odpo­wie­dzią na jej zde­cy­do­wa­ne „tak” były naro­dzi­ny Jezu­sa, w któ­rym wiecz­ne „Sło­wo sta­ło się cia­łem”. W jej Synu Bóg zjed­no­czył się w jed­nej oso­bie z jed­nym ze swo­ich stworzeń.

Jako mat­ka Mesja­sza, Mariam od same­go począt­ku towa­rzy­szy­ła poni­że­niu swo­je­go Syna. Na krót­ko przed Jego naro­dzi­na­mi musia­ła udać się w uciąż­li­wą podróż, aby wziąć udział w spi­sie powszech­nym (Łk 2,7), sam poród odbył się w cięż­kich warun­kach, a jakiś czas póź­niej poczy­na­nia Hero­da zmu­si­ły ją do opusz­cze­nia wraz z mężem i dziec­kiem Pale­sty­ny (Mt 2,13–15).

Kie­dy Jezus miał dwa­na­ście lat, Mariam mia­ła oka­zję zro­zu­mieć, że powin­na pod­po­rząd­ko­wać swo­je mat­czy­ne uczu­cia rela­cji mię­dzy jej Synem a Jego wiecz­nym Ojcem (Łk 2,48–49).

Pod­czas wese­la w Kanie – był to począ­tek publicz­nej dzia­łal­no­ści Jezu­sa – kie­dy Mariam spró­bo­wa­ła zain­ter­we­nio­wać w spra­wie bra­ku wina, Jezus odpo­wie­dział jej wyraź­nie, że spo­sób, w jaki Bóg wypeł­nia swo­je pla­ny, nie zale­ży od jej zabiegów.

„Jezus Jej odpo­wie­dział: Czyż to moja lub Two­ja spra­wa, Nie­wia­sto? [Czyż] jesz­cze nie nade­szła godzi­na moja.”[2] (J 2,4)

Mariam zro­zu­mia­ła to napo­mnie­nie i pozo­sta­wi­ła roz­wój sytu­acji Jezu­so­wi. Sło­wa, któ­re wte­dy wypo­wie­dzia­ła — jej ostat­nią spi­sa­ną wypo­wiedź — powin­ni­śmy rozu­mieć jako zasa­dę całe­go jej życia:

„Zrób­cie wszyst­ko, cokol­wiek wam powie.” (J 2,5)

Mariam doświad­czy­ła tak­że podzia­łu w rodzi­nie spo­wo­do­wa­ne­go publicz­ną dzia­łal­no­ścią Jezu­sa, gdyż Jego bra­cia nie wie­rzy­li w Nie­go (J 7,5). Chcie­li oni zain­ge­ro­wać w sytu­acji opi­sa­nej w Ewan­ge­lii Mar­ka 3,20–35. Zakła­da­my, że zaufa­nie Miriam (jako mat­ki Mesja­sza) do Jezu­sa nie było nigdy zachwia­ne. Ale w tej kon­flik­to­wej sytu­acji Jezus wyja­śnił, nie tyl­ko krew­nym, ale rów­nież swo­jej mat­ce, że wię­zy ducho­we są waż­niej­sze od wię­zów krwi:

„Ktoś rzekł do Nie­go: Oto Two­ja Mat­ka i Twoi bra­cia sto­ją na dwo­rze i chcą mówić z Tobą. Lecz On odpo­wie­dział temu, któ­ry Mu to oznaj­mił: Któż jest moją mat­ką i któ­rzy są moimi brać­mi? I wycią­gnąw­szy rękę ku swo­im uczniom, rzekł: Oto moja mat­ka i moi bra­cia. Bo kto peł­ni wolę Ojca moje­go, któ­ry jest w nie­bie, ten jest Mi bra­tem, sio­strą i mat­ką.” (Mt 12,47–50)

Od tego momen­tu Mariam już nie bra­ła udzia­łu w podob­nych sytu­acjach. Cho­ciaż zapew­ne czę­sto nie rozu­mia­ła zacho­wa­nia swo­je­go Syna, pozo­sta­ła Mu wier­na aż do Jego śmier­ci na krzy­żu, kie­dy to Jezus powie­rzył opie­kę nad nią Jano­wi, a nie nie­wie­rzą­cym krew­nym (J 19,25–27). Ostat­nia wzmian­ka o niej poja­wia się w Dz 1,14, gdzie widzi­my ją wraz z ucznia­mi Jezu­sa pod­czas wspól­nej modli­twy. Może­my przy­pusz­czać, że prze­by­wa­ła nadal z Janem i umar­ła jako wier­na uczen­ni­ca Pań­ska. Z fak­tu, że w dal­szych czę­ściach Dzie­jów Apo­stol­skich i w listach Nowe­go Testa­men­tu nie wspo­mi­na się o niej,[3] wyni­ka, że Mariam nie pra­gnę­ła szcze­gól­nej czci, ale w posłu­szeń­stwie i poko­rze wraz z inny­mi chrze­ści­ja­na­mi przy­czy­nia­ła się do budo­wa­nia Kościoła.

2. Kult Maryi

Wszy­scy zna­my wypo­wie­dzia­ne przez Mary­ję słowa:

„Oto bowiem bło­go­sła­wić mnie będą odtąd wszyst­kie poko­le­nia.” (Łk 1,48)

Jed­nak ta wypo­wiedź nie upo­waż­nia do upra­wia­nia kul­tu zwią­za­ne­go z jej oso­bą. Bło­go­sła­wień­stwo w kul­tu­rze żydow­skiej nie mia­ło nic wspól­ne­go z kul­tem. Ozna­cza­ło życze­nie Boże­go wspar­cia lub dzięk­czy­nie­nie za otrzy­ma­ne dary, cno­ty lub Bożą opatrz­ność. W samym Nowym Testa­men­cie znaj­du­je­my przy­kła­dy, któ­re to dobrze ilu­stru­ją. Elż­bie­ta bło­go­sła­wi­ła Mary­ję następująco:

„Bło­go­sła­wio­na [jest], któ­ra uwie­rzy­ła, że speł­nią się sło­wa powie­dzia­ne jej od Pana.” (Łk 1,45)

Podob­nie czy­nił Jezus nazy­wa­jąc bło­go­sła­wio­nym każ­de­go wierzącego:

„Bło­go­sła­wie­ni, któ­rzy nie widzie­li, a uwie­rzy­li.” (J 20,29)

Mary­ja wypo­wie­dzia­ła wyżej przy­to­czo­ne sło­wa (Łk 1,48), idąc za przy­kła­dem Lei, któ­ra przy naro­dzi­nach Ase­ra, przod­ka jed­ne­go z dwu­na­stu ple­mion Izra­ela powiedziała:

„Na szczę­ście! Bo kobie­ty będą mnie zwa­ły szczę­śli­wą.”[4] (Rdz 30,13)

Oczy­wi­ście zna­cze­nie naro­dzin Jezu­sa prze­wyż­sza wspo­mnia­ne naro­dzi­ny patriar­chy, ponie­waż gra­ją one wiel­ką rolę dla całej ludz­ko­ści. Wszy­scy ludzie powin­ni być wdzięcz­ni Maryi za jej wia­rę, ale to nie zna­czy, że powin­ni się do niej modlić, tak samo jak Izra­eli­ci nie mie­li żad­nych powo­dów, by się modlić do Lei. Nasze modli­twy powin­ny być skie­ro­wa­ne tyl­ko do Boga! Modli­twa, w któ­rej Mary­ja wyra­zi­ła swo­ją radość i wdzięcz­ność z powo­du wybo­ru na mat­kę Zba­wi­cie­la, skie­ro­wa­na była do Boga, któ­re­go nazwa­ła swo­im Zba­wi­cie­lem (Łk 1,46–47). Nigdzie, ani w sło­wach Maryi, ani w żad­nym innym frag­men­cie Pisma Świę­te­go, nie znaj­dzie­my stwier­dze­nia, że nale­ży ją czcić w modli­twach lub pro­sić o wsta­wien­nic­two. W Biblii jest wie­le modlitw, ale wszyst­kie skie­ro­wa­ne są do Boga lub do Jezu­sa (któ­ry jest Bogiem i czło­wie­kiem) i nie ma żad­nej modli­twy do jakie­go­kol­wiek czło­wie­ka, nie­za­leż­nie od tego jak dosko­na­łe i świę­te było­by jego życie.

„Panu, Bogu swe­mu, będziesz odda­wał pokłon i Jemu same­mu słu­żyć będziesz.” (Mt 4,10)

Oso­by czczą­ce Mary­ję czę­sto pod­kre­śla­ją, że jej nie wiel­bią, lecz pro­szą o wsta­wien­nic­two, tak jak może­my pro­sić o modli­twę każ­de­go chrze­ści­ja­ni­na. Taka inter­pre­ta­cja jest nie do przy­ję­cia, nie tyl­ko z powo­du bra­ku pod­staw biblij­nych, ale rów­nież dla­te­go, że Maryi nie ma już wśród nas. Ona żyje i jest u Boga, a pomię­dzy tym prze­mi­jal­nym świa­tem i wiecz­ną rze­czy­wi­sto­ścią ist­nie­je gra­ni­ca, któ­rej żaden czło­wiek nie może ponow­nie prze­kro­czyć. Ta świa­do­mość wyra­ża­ją­ca jed­ną z głów­nych prawd mono­te­izmu ist­nia­ła już w cza­sach Sta­re­go Testa­men­tu. Maryi rów­nież doty­czy to, co napi­sał Pro­rok o Abra­ha­mie i Jaku­bie, że zmar­li nie śle­dzą dal­szych losów żyjących:

„Boś Ty jest Ojcem naszym! Oto Abra­ham nas nie zna ani Izra­el nas nie pozna­je. Ty wszak­że, Jah­we, jesteś Ojcem naszym, naszym Odku­pi­cie­lem! To jest od wie­ków Twe Imię!”[5] (Iz 63,16)

Kto ze wszyst­kich uczniów znał Mary­ję tak dobrze jak apo­stoł Jan, któ­ry zaopie­ko­wał się nią po śmier­ci Jezu­sa? Jan naj­praw­do­po­dob­niej prze­żył znacz­nie Mary­ję, a jego nowo­te­sta­men­to­we pisma powsta­ły po jej śmier­ci. Gdy­by Jan zwra­cał się do zmar­łej Maryi o wsta­wien­nic­two, na pew­no zna­la­zło­by to odzwier­cie­dle­nie w jego pismach oraz w tra­dy­cji II wie­ku. Ale nie ma w nich nic, co by na to wska­zy­wa­ło. Kim jeste­śmy, że uwa­ża­my się w tej spra­wie za lepiej poin­for­mo­wa­nych od apo­sto­łów? Ci, któ­rzy napraw­dę sza­nu­ją Mary­ję, powin­ni zaak­cep­to­wać, że nie może nas ona usły­szeć, a Bożą wolą jest naśla­do­wa­nie jej przy­kła­du poprzez wywyż­sza­nie Pana, radu­jąc się w Bogu Zba­wi­cie­lu (Łk 1,46–47).

3. Mary­ja – pośredniczka?

Pismo Świę­te wypo­wia­da się jed­no­znacz­nie na temat pośrednictwa:

„Albo­wiem jeden jest Bóg, jeden też pośred­nik mię­dzy Bogiem a ludź­mi, czło­wiek, Chry­stus Jezus (…)” (1 Tm 2,5)

„Prze­to i zba­wiać na wie­ki może cał­ko­wi­cie tych, któ­rzy przez Nie­go przy­stę­pu­ją do Boga, bo wciąż żyje, aby się wsta­wiać za nimi.” (Hbr 7,25)

Oso­by czczą­ce Mary­ję zga­dza­ją się for­mal­nie z tymi wypo­wie­dzia­mi, jed­nak czy­nią Mary­ję „pośred­nicz­ką do pośred­ni­ka”. Tak na przy­kład papież Leon XIII stwierdza:

„(…) jak nikt nie może dojść do Ojca nie­bie­skie­go ina­czej niż przez Syna, tak samo pra­wie nikt nie może dojść do Chry­stu­sa ina­czej niż przez Jego Mat­kę.”[6] (Leon XIII. Ency­kli­ka „Octo­bri Men­se”, 1891)

Jeże­li jed­nak dostęp do Jezu­sa mamy tyl­ko przez Mary­ję, to – mimo for­mal­nej zgo­dy z przy­to­czo­ny­mi sło­wa­mi Pisma Św. – ozna­cza to prak­tycz­ne zaprze­cze­nie wyłącz­no­ści pośred­nic­twa Jezusa.

Ktoś jed­nak mógł­by zaopo­no­wać: Czy Jezus, wisząc na krzy­żu, nie powie­rzył Maryi całej ludz­ko­ści (J 19,25–27)? Czy nie nale­ży cał­ko­wi­cie jej ufać? Prze­cież mat­ka rozu­mie nas najlepiej!

Fak­tem jest, że w Biblii nie napi­sa­no nicze­go takie­go. Jezus, jako odpo­wie­dzial­ny syn, wolał powie­rzyć opie­kę nad Mary­ją swo­je­mu naj­bliż­sze­mu ucznio­wi, niż swo­im krew­nym,[7] któ­rzy wów­czas jesz­cze w Nie­go nie wie­rzy­li. Na krzy­żu Jezus nie zapo­mniał o odpo­wie­dzial­no­ści za swo­ją mat­kę, z dru­giej stro­ny poka­zał raz jesz­cze, że ducho­we wię­zy liczą się dla Nie­go bar­dziej niż wię­zy krwi.

Ale ktoś mógł­by kon­ty­nu­ować: Czy Jezus nie wysłu­chu­je w szcze­gól­ny spo­sób próśb swo­jej mat­ki? Jaki syn mógł­by wzgar­dzić bła­ga­niem matki?

Ten, kto tak myśli, negu­je dosko­na­łą miłość Bożą, któ­ra nie bie­rze wzglę­du na oso­by.[8] To ludzie mają ten­den­cję do fawo­ry­zo­wa­nia człon­ków wła­snych rodzin. Jest to jed­nak god­na napięt­no­wa­nia ludz­ka wada, któ­ra w nie­któ­rych przy­pad­kach sta­je się nawet prze­stęp­stwem (np. nepo­tyzm). Jak więc moż­na twier­dzić, że Bóg chęt­niej wysłu­chu­je krew­nych Jezu­sa?! Mary­ja jest takim samym czło­wie­kiem jak my, a Bóg wysłu­chu­je pokor­nych ludzi. Jeże­li komuś bra­ku­je poko­ry, to nawet Mary­ja, gdy­by mogła pomóc, nie była­by w sta­nie nic dla nie­go uzyskać.

Pismo Świę­te uczy nas, że Jezus chce być bli­sko każ­de­go z nas (Hbr 4,14–16) i że wła­śnie do Nie­go powin­ni­śmy przychodzić.

„Przyjdź­cie do Mnie wszy­scy, któ­rzy utru­dze­ni i obcią­że­ni jeste­ście, a Ja was pokrze­pię. Weź­cie na sie­bie moje jarz­mo i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokor­ne­go ser­ca, a znaj­dzie­cie uko­je­nie dla dusz waszych. Albo­wiem słod­kie jest moje jarz­mo, a moje brze­mię lek­kie.” (Mt 11,28–30)

„Wszyst­ko, co Mi daje Ojciec, do Mnie przyj­dzie, a tego, któ­ry do Mnie przy­cho­dzi, precz nie odrzu­cę (…)” (J 6,37)

4. Mary­ja – bezgrzeszna?

Zgod­nie ze świa­dec­twem Ewan­ge­lii, Jezus nigdy nie zgrzeszył:

„Kto z was udo­wod­ni Mi grzech? Jeże­li mówię praw­dę, to dla­cze­go Mi nie wie­rzy­cie?” (J 8,46)

To prze­ko­na­nie, że Jezus był jedy­nym czło­wie­kiem, któ­ry miał pra­wo tak o sobie mówić, pierw­si chrze­ści­ja­nie wyra­zi­li w kil­ku miej­scach Nowe­go Testamentu.

„Nie takie­go bowiem mamy arcy­ka­pła­na, któ­ry by nie mógł współ­czuć naszym sła­bo­ściom, lecz pod­da­ne­go pró­bie pod każ­dym wzglę­dem podob­nie [jak my] — z wyjąt­kiem grze­chu.” (Hbr 4,15)

„Takie­go bowiem potrze­ba nam było arcy­ka­pła­na: świę­te­go, nie­win­ne­go, nie­ska­la­ne­go, oddzie­lo­ne­go od grzesz­ni­ków, wywyż­szo­ne­go ponad nie­bio­sa.” (Hbr 7,26)

„On grze­chu nie popeł­nił, a w Jego ustach nie było pod­stę­pu.” (1 P 2,22)

Cho­ciaż Pismo Świę­te nie zawie­ra nauki o bez­grzesz­no­ści Maryi, zwo­len­ni­cy tego poglą­du jako biblij­ne uza­sad­nie­nie przy­ta­cza­ją zazwy­czaj aniel­skie pozdro­wie­nie z Łk 1,28:

„Bądź pozdro­wio­na, łaski peł­na, Pan z Tobą, bło­go­sła­wio­na jesteś mię­dzy niewiastami.”

Jed­nak w tym wypad­ku wnio­sko­wa­nie zosta­ło opar­te na błęd­nym tłu­ma­cze­niu grec­kie­go imie­sło­wu kecha­ri­to­me­ne na łaci­nę[9] jako „łaski peł­na” (łac. gra­tia ple­na). Popraw­ny prze­kład powi­nien brzmieć: „obda­rzo­na łaską”.[10] To sło­wo wyra­ża, że Mary­ja otrzy­ma­ła łaskę od Boga, nie mówi ono jed­nak nic o jej bezgrzeszności.

O Szcze­pa­nie znaj­du­je­my w Piśmie Świę­tym taką wypowiedź:

„Szcze­pan, pełen łaski i mocy, dzia­łał cuda i zna­ki wiel­kie wśród ludu.” (Dz 6,8)

Grec­ki tekst tego frag­men­tu brzmi: πληρης χαριτος (ple­res cha­ri­tos), co wła­śnie zna­czy „pełen łaski” (takie wyra­że­nie poja­wia się w tek­ście Nowe­go Testa­men­tu jedy­nie w tym frag­men­cie oraz w J 1,14). Jed­nak w tym wypad­ku nikt nie twier­dzi, że Szcze­pan był bez­grzesz­ny, pomi­mo wiel­kie­go posłu­szeń­stwa i śmier­ci męczeńskiej.

Pisa­rze kościel­ni pierw­szych wie­ków rów­nież pisa­li o grzesz­no­ści Maryi. Chry­zo­stom, jeden z naj­waż­niej­szych teo­lo­gów IV wie­ku, ujął to w komen­ta­rzu do Mt 12,46–50 następująco:

„Dziś nato­miast dowia­du­je­my się cze­goś inne­go i więk­sze­go: że nawet nosze­nie Chry­stu­sa w łonie i uro­dze­nie tak cudow­ne­go pło­du nie przy­no­si żad­nej korzy­ści, jeśli nie ma się cnoty.
Wyni­ka to przede wszyst­kim [z przy­to­czo­nych słów Ewan­ge­lii]. Gdy jesz­cze prze­ma­wiał do tłu­mów, powia­da, ktoś rzekł do Nie­go: Oto Mat­ka Two­ja i bra­cia Twoi szu­ka­ją Cię. On zaś mówi: Któż jest moją Mat­ką i któ­rzy są moimi brać­mi? Nie powie­dział tego, wsty­dząc się swo­jej Mat­ki czy wypie­ra­jąc się Jej – gdy­by się wsty­dził, nie prze­szedł­by przez Jej łono – lecz by poka­zać, że żad­na stąd dla niej nie wyni­ka korzyść, jeśli nie wypeł­nia wszyst­kie­go, co nale­ży. To zaś, co teraz pró­bo­wa­ła uczy­nić, pocho­dzi­ło z nad­mier­nej próż­no­ści (φιλοτιμια περιττη). Chcia­ła poka­zać przed tłu­mem, że ma wła­dzę i roz­ka­zu­je swe­mu Syno­wi, nie myśląc jesz­cze o Nim w duchu nic wiel­kie­go. Dla­te­go przy­szła w nie­od­po­wied­niej chwi­li. Zwróć uwa­gę na ich i Jej sza­leń­stwo (απονοια). Nale­ża­ło wejść i słu­chać z tłu­ma­mi, bądź — jeśli tego nie chcie­li – zacze­kać, aż skoń­czy swą mowę i wte­dy dopie­ro podejść. Oni woła­ją Go sprzed domu, a czy­nią to wobec wszyst­kich, uze­wnętrz­nia­jąc nad­miar próż­no­ści, aby poka­zać, że roz­ka­zu­ją Mu z wiel­ką mocą. Tak­że ewan­ge­li­sta pod­kre­śla to z wyrzu­tem, bo o tym wła­śnie napo­mknął, mówiąc: Gdy jesz­cze prze­ma­wiał do tłu­mów, tak jak­by mówił: Czy nie było cza­su kie­dy indziej? Czy nie moż­na było pomó­wić z Nim sam na sam?
O czym zresz­tą chcie­li roz­ma­wiać? Jeśli o praw­dzi­wo­ści nauki, nale­ża­ło poru­szyć to publicz­nie i powie­dzieć wobec wszyst­kich, tak, by inni tak­że odnie­śli z tego korzyść. Jeże­li zaś o innych spra­wach doty­czą­cych ich samych, nie nale­ża­ło tak przy­na­glać. Sko­ro nie pozwo­lił pocho­wać ojca, by nie prze­ry­wać podą­ża­nia za Nim (por. Mt 8,21–22), tym bar­dziej nie nale­ża­ło prze­ry­wać Jego mowy do tłu­mu z powo­du nic nie zna­czą­cych spraw. Wyni­ka stąd, że uczy­ni­li tak z próż­no­ści (κενοδοξία).”[11] (Jan Chry­zo­stom, Homi­lie do Ew. Mate­usza, Homi­lia 44)

Cho­ciaż Chry­zo­stom zbyt nega­tyw­nie zin­ter­pre­to­wał posta­wę Maryi, to jego przy­kład dowo­dzi, że nawet w IV wie­ku oso­ba uzna­na przez kościół kato­lic­ki za świę­tą nie trak­to­wa­ła bez­grzesz­no­ści Maryi jako dogma­tu. Podob­nie sądzi­ło wie­lu innych teo­lo­gów pierw­szych wieków.

Zga­dza­my się rów­nież z poglą­dem wyra­żo­nym na prze­ło­mie II i III wie­ku przez Kle­men­sa Aleksandryjskiego:

„(…) tak więc tyl­ko On jest sędzią, bo tyl­ko On jest bez grze­chu.”[12] (Kle­mens Alek­san­dryj­ski, Paida­go­gos I,4,2)

5. Mary­ja – Mat­ka Boga?

Sobór Efe­ski (431 r. n.e.) uży­wał w odnie­sie­niu do Maryi grec­kie­go sło­wa the­oto­kos (Boża Rodzi­ciel­ka). Sfor­mu­ło­wa­nie to jest popraw­ne, o ile rozu­mie­my je tak, że naro­dzo­ny z niej jest praw­dzi­wym Bogiem i praw­dzi­wym czło­wie­kiem. Zresz­tą nie moż­na tego rozu­mieć ina­czej, ponie­waż wiecz­ny Bóg, Stwór­ca wszech­świa­ta nie ma począt­ku, co ozna­cza, że nie ma ani mat­ki ani ojca.

Tak samo jak apo­stoł Paweł uży­wa w 1 Kor 2,8 wyra­że­nia „nie ukrzy­żo­wa­li­by Pana Chwa­ły”[13] aby wyra­zić, iż ukrzy­żo­wa­ny Jezus ma natu­rę boską i ludz­ką; tak i Mary­ję moż­na nazwać Bożą Rodzi­ciel­ką, ponie­waż uro­dzi­ła Jezu­sa, któ­ry jest Bogiem i czło­wie­kiem. Nie­ste­ty nauka Sobo­ru Efe­skie­go, cho­ciaż sama w sobie wła­ści­wa, poprzez błęd­ne akcen­to­wa­nie roli Maryi, dopro­wa­dzi­ła do wzmoc­nie­nia nie­bi­blij­nej mario­lo­gii. Kil­ka­dzie­siąt lat wcze­śniej uczy­nio­no z chrze­ści­jań­stwa reli­gię pań­stwo­wą Impe­rium Rzym­skie­go, co zaowo­co­wa­ło przy­mu­so­wym włą­cze­niem do kościo­ła wie­lu nie­naw­ró­co­nych pogan. W rezul­ta­cie, wie­le ele­men­tów pogań­skie­go kul­tu bogi­ni Kybe­le, (łac. Magna Mater, tzn. Wiel­ka Mat­ka) – kul­tu, z któ­rym już Paweł zma­gał się w Efe­zie (Dz 19, 23–40) – prze­nik­nę­ło do kościo­ła, kreu­jąc nowy wize­ru­nek Maryi jako „Wiel­kiej Mat­ki”.[14]

Ter­min Bogu­ro­dzi­ca (Mat­ka Boża) jest czę­sto błęd­nie rozu­mia­ny. Wie­le osób intu­icyj­nie wyobra­ża sobie, że „Nie­biań­ski Ojciec” posia­da u swe­go boku „Nie­biań­ską Mat­kę”. For­mal­nie zacho­wa­no mono­te­izm, ale w prak­ty­ce wpro­wa­dzo­ny został poli­te­izm. Nie­rzad­ko wię­cej modlitw kie­ru­je się do „Kró­lo­wej Nie­bios” (por. Jr 7,18), niż do same­go Boga. Bóg stał się kimś odle­głym a Mary­ja musi powstrzy­my­wać „karzą­cą rękę swo­je­go Syna”, któ­ry w prze­ci­wień­stwie do niej jawi się jako ktoś groź­ny i nie­mi­ło­sier­ny. Takie myśle­nie pro­pa­go­wa­ne jest szcze­gól­nie wyraź­nie w obja­wie­niach maryj­nych, na przy­kład w obja­wie­niu z La Salette:

„Jeże­li mój lud nie posłu­cha mnie, będę musia­ła puścić ramię moje­go Syna. Jest ono tak cięż­kie, tak mnie ciśnie, że nie mogę już go powstrzy­mać. Od jak­że daw­na cier­pię za was. Jeże­li mój Syn ma was nie odrzu­cić, to ja muszę bła­gać Go o to nie­ustan­nie. Ale wy nie zwra­ca­cie na to naj­mniej­szej uwa­gi. Bez wzglę­du na to, jak dużo będzie­cie się modlić w przy­szło­ści, bez wzglę­du na to, jak dobrze będzie­cie postę­po­wać, nigdy nie będzie­cie w sta­nie odwdzię­czyć mi się za to, co dla was wycierpiałam.
Wyzna­czy­łam wam sześć dni na pra­cę. Siód­my dzień zatrzy­ma­łam dla sie­bie.[15] Lecz nikt mi go nie poświę­ca. To wła­śnie dla­te­go cię­żar ręki moje­go Syna tak mnie przygniata.
Woź­ni­ce, ile­kroć zaczy­na­ją prze­kli­nać, uży­wa­ją przy tym Jego imie­nia. To wła­śnie te dwie rze­czy czy­nią ramię moje­go Syna tak cięż­kim.”[16] (Obja­wie­nie z La Salette)

Jed­nak Pismo Świę­te uczy nas o innym Bogu, któ­ry jest bliski:

„On z jed­ne­go /człowieka/ wypro­wa­dził cały rodzaj ludz­ki, aby zamiesz­ki­wał całą powierzch­nię zie­mi. Okre­ślił wła­ści­wie cza­sy i gra­ni­ce ich zamiesz­ka­nia, aby szu­ka­li Boga, czy nie znaj­dą Go nie­ja­ko po omac­ku. Bo w rze­czy­wi­sto­ści jest On nie­da­le­ko od każ­de­go z nas. Bo w nim żyje­my, poru­sza­my się i jeste­śmy (…)” (Dz 17, 26–28)

Poza tym, Bóg nie jest ani męż­czy­zną ani kobie­tą, ani ojcem — bogiem ani bogi­nią — mat­ką. Nie­skoń­czo­ny Stwór­ca wszech­świa­ta jest ponad taki­mi kate­go­ria­mi. W Piśmie Świę­tym On sam przy­rów­ny­wa­ny jest zarów­no do ojca, jak i matki.

„A jed­nak, Panie, Tyś naszym Ojcem. Myśmy gli­ną, a Ty naszym twór­cą. Dzie­łem rąk Two­ich jeste­śmy my wszy­scy.” (Iz 64,7)

„Jak kogoś pocie­sza wła­sna mat­ka, tak Ja was pocie­szać będę.” (Iz 66,13)

Jako chrze­ści­ja­nie chce­my słu­żyć tyl­ko Temu, któ­ry jest dla nas kimś wię­cej niż ojciec i mat­ka, nasze­mu jedy­ne­mu Bogu i Zba­wi­cie­lo­wi, w taki sam spo­sób jak to czy­ni­ła Mary­ja, we wspól­no­cie z ucznia­mi Jezusa.


Przypisy

  1. „Mariam” to ara­mej­ska for­ma imie­nia mat­ki Jezu­sa wystę­pu­ją­ca w wie­lu frag­men­tach Nowe­go Testa­men­tu (np. Łk 1,27.30.34), nato­miast po hebraj­sku jej imię brzmi „Miriam”.
  2. Powyż­szy prze­kład wyma­ga komen­ta­rza. Zda­nie „Czyż to moja lub Two­ja spra­wa, Nie­wia­sto?” nie odda­je dokład­nie sen­su grec­kie­go „ti hemoi kai soi, gynai?” Popraw­ne wyja­śnie­nie funk­cji tego zwro­tu, pomi­mo błęd­nej inter­pre­ta­cji, znaj­du­je się w przy­pi­sie do Biblii Jero­zo­lim­skiej (Komen­ta­rze i Mar­gi­na­lia Biblii Jero­zo­lim­skiej do Ewan­ge­lii, Pry­ma­sow­skie Wydaw­nic­two Gau­den­tium, Gnie­zno 1992, s. 311): „Czyż to moja lub two­ja spra­wa – dosł.: ‘cóż mnie i tobie’ – jest to semi­tyzm dość czę­sto wystę­pu­ją­cy w ST (Sdz 11,12; 2 Sm 16,10; 19,23; 1 Krl 17,18 itd.), a tak­że w NT (Mt 8,29; Mk 1,24; 5,7; Łk 4,34; 8,28). Uży­wa się tego zwro­tu dla odpar­cia inter­wen­cji uzna­nej za nie­sto­sow­ną albo też w celu oka­za­nia komuś, że nie chce się mieć z nim żad­nej rela­cji. Tyl­ko kon­tekst pozwa­la na wła­ści­we okre­śle­nie sen­su tego zwro­tu w danej sytu­acji. Tutaj Jezus zwra­ca swej Mat­ce uwa­gę, że „Jego godzi­na jesz­cze nie nadeszła”.
  3. Jedy­na, pośred­nia wzmian­ka o Maryi znaj­du­je się w Ga 4,4. Wystę­pu­ją­cy tutaj zwrot „naro­dzo­ny z nie­wia­sty” pod­kre­śla peł­nię czło­wie­czeń­stwa Syna Boże­go i nie mówi o Maryi nic szczególnego.
  4. Przy­to­czo­ny cytat moż­na prze­tłu­ma­czyć jako „będą mnie zwa­ły bło­go­sła­wio­ną”, ponie­waż grec­ki cza­sow­nik maka­ri­dzo wystę­pu­ją­cy w Rdz 30,13 w Sep­tu­agin­cie (grec­ki prze­kład Sta­re­go Testa­men­tu) ozna­cza przede wszyst­kim „bło­go­sła­wić” i jest tym samym sło­wem, któ­re znaj­du­je się w Łk 1,48.
  5. Biblia Poznań­ska.
  6. Leon XIII, Ency­kli­ki Leona XIII. Cz. I i II, Oprac. W. Mysłek, M. Siwiec, B. Droz­do­wicz, Wydaw­nic­two Uczel­nia­ne, Słupsk 1997, s. 232.
  7. Choć Pismo nazy­wa ich brać­mi Jezu­sa, naj­praw­do­po­dob­niej cho­dzi o jego rodzeń­stwo cioteczne.
  8. Dz 10,34; Rz 2,11; Ga 2,6; 1 P 1,17.
  9. Cho­dzi o Wul­ga­tę, tłu­ma­cze­nie Biblii na łaci­nę z V w.n.e. autor­stwa Hieronima.
  10. Nie­któ­re współ­cze­sne kato­lic­kie tłu­ma­cze­nia NT odcho­dzą od sfor­mu­ło­wa­nia „łaski peł­na”: Nowy Testa­ment w tłu­ma­cze­niu R. Popo­wskie­go 2002 („łaską obda­rzo­na”), Grec­ko-pol­ski Nowy Testa­ment wyd. Voca­tio („napeł­nio­na łaską”).
  11. Jan Chry­zo­stom, Homi­lie na Ewan­ge­lię według św. Mate­usza (część dru­ga: homi­lie 41–90), Oprac. A. Baron, J. Kry­sty­niac­ki, E. Busze­wicz, Źró­dła Myśli Teo­lo­gicz­nej 29, Wydaw­nic­two WAM, Księ­ża Jezu­ici, Kra­ków 2003, s. 41–42.
  12. Tłum. wła­sne na pod­sta­wie Cle­ment D’Alexandrine, Le Peda­go­gue. Livre I, Texte grec, H‑I. Mar­rou, M. Harl, Sour­ces Chre­tien­nes, Les Edi­tions du Cerf, Paris 1960, s. 114.
  13. W Sta­rym Testa­men­cie wyra­że­nie „Pan Chwa­ły” odno­szo­no wyłącz­nie do Boga.
  14. Ten tytuł jest nadal uży­wa­ny. Zob. Leon XIII, Ency­kli­ki…, dz. cyt., s. 230.
  15. War­to zwró­cić uwa­gę, jak pod­miot mówią­cy przy­własz­cza sobie to, co w Biblii przy­na­leż­ne jest jedy­nie Bogu: naród Boży – „mój lud”, nada­nie przy­ka­zań – „wyzna­czy­łam wam…”, dzień siód­my – „…zatrzy­ma­łam dla sie­bie”. Mary­ja nigdy nie mia­ła takiej postawy.
  16. J. J. Dela­ney, Nie­wia­sta oble­czo­na w słoń­ce. Osiem wiel­kich obja­wień Mat­ki Boskiej w cza­sach współ­cze­snych, Wydaw­nic­two M‑DRUK, Lublin 1992, s. 78–79. Kościół rzym­sko-kato­lic­ki 16 listo­pa­da 1851 r. uznał obja­wie­nie z La Salet­te za prawdziwe.


„Mariam” to ara­mej­ska for­ma imie­nia mat­ki Jezu­sa wystę­pu­ją­ca w wie­lu frag­men­tach Nowe­go Testa­men­tu (np. Łk 1,27.30.34), nato­miast po hebraj­sku jej imię brzmi „Miriam”.

Powyż­szy prze­kład wyma­ga komen­ta­rza. Zda­nie „Czyż to moja lub Two­ja spra­wa, Nie­wia­sto?” nie odda­je dokład­nie sen­su grec­kie­go „ti hemoi kai soi, gynai?” Popraw­ne wyja­śnie­nie funk­cji tego zwro­tu, pomi­mo błęd­nej inter­pre­ta­cji, znaj­du­je się w przy­pi­sie do Biblii Jero­zo­lim­skiej (Komen­ta­rze i Mar­gi­na­lia Biblii Jero­zo­lim­skiej do Ewan­ge­lii, Pry­ma­sow­skie Wydaw­nic­two Gau­den­tium, Gnie­zno 1992, s. 311): „Czyż to moja lub two­ja spra­wa – dosł.: ‘cóż mnie i tobie’ – jest to semi­tyzm dość czę­sto wystę­pu­ją­cy w ST (Sdz 11,12; 2 Sm 16,10; 19,23; 1 Krl 17,18 itd.), a tak­że w NT (Mt 8,29; Mk 1,24; 5,7; Łk 4,34; 8,28). Uży­wa się tego zwro­tu dla odpar­cia inter­wen­cji uzna­nej za nie­sto­sow­ną albo też w celu oka­za­nia komuś, że nie chce się mieć z nim żad­nej rela­cji. Tyl­ko kon­tekst pozwa­la na wła­ści­we okre­śle­nie sen­su tego zwro­tu w danej sytu­acji. Tutaj Jezus zwra­ca swej Mat­ce uwa­gę, że „Jego godzi­na jesz­cze nie nadeszła”.

Jedy­na, pośred­nia wzmian­ka o Maryi znaj­du­je się w Ga 4,4. Wystę­pu­ją­cy tutaj zwrot „naro­dzo­ny z nie­wia­sty” pod­kre­śla peł­nię czło­wie­czeń­stwa Syna Boże­go i nie mówi o Maryi nic szczególnego.

Przy­to­czo­ny cytat moż­na prze­tłu­ma­czyć jako „będą mnie zwa­ły bło­go­sła­wio­ną”, ponie­waż grec­ki cza­sow­nik maka­ri­dzo wystę­pu­ją­cy w Rdz 30,13 w Sep­tu­agin­cie (grec­ki prze­kład Sta­re­go Testa­men­tu) ozna­cza przede wszyst­kim „bło­go­sła­wić” i jest tym samym sło­wem, któ­re znaj­du­je się w Łk 1,48.

Biblia Poznań­ska.

Leon XIII, Ency­kli­ki Leona XIII. Cz. I i II, Oprac. W. Mysłek, M. Siwiec, B. Droz­do­wicz, Wydaw­nic­two Uczel­nia­ne, Słupsk 1997, s. 232.

Choć Pismo nazy­wa ich brać­mi Jezu­sa, naj­praw­do­po­dob­niej cho­dzi o jego rodzeń­stwo cioteczne.

Dz 10,34; Rz 2,11; Ga 2,6; 1 P 1,17.

Cho­dzi o Wul­ga­tę, tłu­ma­cze­nie Biblii na łaci­nę z V w.n.e. autor­stwa Hieronima.

Nie­któ­re współ­cze­sne kato­lic­kie tłu­ma­cze­nia NT odcho­dzą od sfor­mu­ło­wa­nia „łaski peł­na”: Nowy Testa­ment w tłu­ma­cze­niu R. Popo­wskie­go 2002 („łaską obda­rzo­na”), Grec­ko-pol­ski Nowy Testa­ment wyd. Voca­tio („napeł­nio­na łaską”).

Jan Chry­zo­stom, Homi­lie na Ewan­ge­lię według św. Mate­usza (część dru­ga: homi­lie 41–90), Oprac. A. Baron, J. Kry­sty­niac­ki, E. Busze­wicz, Źró­dła Myśli Teo­lo­gicz­nej 29, Wydaw­nic­two WAM, Księ­ża Jezu­ici, Kra­ków 2003, s. 41–42.

Tłum. wła­sne na pod­sta­wie Cle­ment D’Alexandrine, Le Peda­go­gue. Livre I, Texte grec, H‑I. Mar­rou, M. Harl, Sour­ces Chre­tien­nes, Les Edi­tions du Cerf, Paris 1960, s. 114.

W Sta­rym Testa­men­cie wyra­że­nie „Pan Chwa­ły” odno­szo­no wyłącz­nie do Boga.

Ten tytuł jest nadal uży­wa­ny. Zob. Leon XIII, Ency­kli­ki…, dz. cyt., s. 230.

War­to zwró­cić uwa­gę, jak pod­miot mówią­cy przy­własz­cza sobie to, co w Biblii przy­na­leż­ne jest jedy­nie Bogu: naród Boży – „mój lud”, nada­nie przy­ka­zań – „wyzna­czy­łam wam…”, dzień siód­my – „…zatrzy­ma­łam dla sie­bie”. Mary­ja nigdy nie mia­ła takiej postawy.

J. J. Dela­ney, Nie­wia­sta oble­czo­na w słoń­ce. Osiem wiel­kich obja­wień Mat­ki Boskiej w cza­sach współ­cze­snych, Wydaw­nic­two M‑DRUK, Lublin 1992, s. 78–79. Kościół rzym­sko-kato­lic­ki 16 listo­pa­da 1851 r. uznał obja­wie­nie z La Salet­te za prawdziwe.