Co zna­czy być chrześcijaninem?

„Wchodź­cie przez cia­sną bra­mę! Bo sze­ro­ka jest bra­ma i prze­stron­na ta dro­ga, któ­ra pro­wa­dzi do zgu­by, a wie­lu jest takich, któ­rzy przez nią wcho­dzą. Jak­że cia­sna jest bra­ma i wąska dro­ga, któ­ra pro­wa­dzi do życia, a mało jest takich, któ­rzy ją znaj­du­ją!” (Ew. Mate­usza 7,13–14)

Winogrona na winorośli, jak w przypowieści Jezusa w Ewangelii Jana 15.

Tytu­łem wstępu

Jezus mówił tu o dwóch dro­gach: o wąskiej, któ­ra pro­wa­dzi do Boga i któ­rą idzie nie­wie­lu, i o sze­ro­kiej, któ­ra pro­wa­dzi na zatra­ce­nie. Jezus był świa­dom tego, że więk­szość ludzi nie będzie goto­wa Go naśla­do­wać ani posta­wić Boga na należ­nym Mu miej­scu w swo­im życiu. Nie­ste­ty dzi­siaj ofe­ru­je się sze­ro­ki wachlarz reli­gij­nych dróg przy­bie­ra­ją­cych zewnętrz­ne pozo­ry chrze­ści­jań­stwa, lecz znacz­nie odbie­ga­ją­cych od dro­gi Jezu­sa. Ta wie­lość dróg może wpra­wić w kon­ster­na­cję nawet oso­by szcze­rze szu­ka­ją­ce Boga. Mię­dzy inny­mi z tego powo­du pisze­my ten tekst. Chcie­li­by­śmy przy­czy­nić się do tego, by Jezu­so­we wezwa­nie do nawró­ce­nia nabra­ło dla czy­tel­ni­ków – w opar­ciu o Pismo Świę­te – jasne­go i kon­kret­ne­go zna­cze­nia, cho­ciaż musi­my się ogra­ni­czyć do naj­istot­niej­szych aspek­tów bycia chrze­ści­ja­ni­nem. Jeże­li wie­rzysz w Boga, te sło­wa mają być dla Cie­bie zapro­sze­niem do spraw­dze­nia wła­sne­go życia w opar­ciu o frag­men­ty Pisma i poniż­sze myśli. Oczy­wi­ście mają one tak­że za cel pomóc odna­leźć dro­gę do Boga tym, któ­rzy nie wie­rzą – dro­gę, jaką nam nakre­śla Biblia.

Zapra­sza­my każ­de­go, aby nas poznać i wspól­nie naśla­do­wać Jezu­sa, dzie­ląc całą radość i zma­ga­nie, któ­re się z tą dro­gą wiążą.

1. Jak to wyglą­da dzisiaj

Według ofi­cjal­nych sta­ty­styk obec­nie oko­ło jed­na trze­cia lud­no­ści świa­ta okre­śla się jako chrze­ści­ja­nie. Spo­śród nich więk­szość nie zda­je sobie spra­wy, co rze­czy­wi­ście zna­czy być chrze­ści­ja­ni­nem. To czę­sto sta­je się powo­dem pogar­dy wobec chrze­ści­jań­stwa ze stro­ny nie­chrze­ści­jan, któ­rzy nie dostrze­ga­ją żad­nej istot­nej róż­ni­cy mię­dzy ich wła­snym życiem, a życiem takich tra­dy­cyj­nych „chrze­ści­jan”.

Sam Jezus czę­sto mówił, że wie­lu ludzi, któ­rzy nazy­wa­ją Jezu­sa swo­im Panem, cze­ka po śmier­ci przy­kre zasko­cze­nie. Nie będą mogli ostać się przed Jezu­sem, cho­ciaż uwa­ża­li się za chrze­ści­jan. Czy­ta­my o tym na przy­kład w Ew. Mate­usza 7,21–23:

„Nie każ­dy, któ­ry Mi mówi: Panie, Panie!, wej­dzie do kró­le­stwa nie­bie­skie­go, lecz ten, kto speł­nia wolę moje­go Ojca, któ­ry jest w nie­bie. Wie­lu powie Mi w owym dniu: Panie, Panie, czy nie pro­ro­ko­wa­li­śmy mocą Twe­go imie­nia i nie wyrzu­ca­li­śmy złych duchów mocą Twe­go imie­nia, i nie czy­ni­li­śmy wie­lu cudów mocą Twe­go imie­nia? Wte­dy oświad­czę im: Nigdy was nie zna­łem. Odejdź­cie ode Mnie wy, któ­rzy dopusz­cza­cie się nieprawości!”

Te sło­wa są jasnym ostrze­że­niem przed reli­gij­nym samo­oszu­stwem. Wie­lu będzie takich, któ­rzy uwa­ża­li, że doko­na­li w imię Jezu­sa wiel­kich rze­czy i z całą pew­no­ścią do Nie­go nale­żą. Jezus ich odrzu­ci, bo wpraw­dzie nazy­wa­li go Panem, ale w swo­im postę­po­wa­niu nie kie­ro­wa­li się Jego słowami.

2. Co miał na myśli Jezus wzy­wa­jąc do nawrócenia?

Gene­ral­nie wszy­scy ludzie, wśród któ­rych nauczał Jezus, byli reli­gij­ni. Wszy­scy wie­rzy­li w Boga i wie­dzie­li, że będą odpo­wia­dać przed Nim za swo­je życie. Mimo to Jezus wzy­wał ich do nawró­ce­nia. On dostrze­gał i nazy­wał po imie­niu pro­ble­my w ich życiu – ich nie­wia­rę, obo­jęt­ność, odda­wa­nie Bogu czci usta­mi, ich zado­wo­le­nie z sie­bie, ich samo­wo­lę i brak bojaź­ni wobec Nie­go. Jezus wie­dział, że będą zgu­bie­ni, jeśli się nie nawró­cą, nie uświa­do­mią sobie swo­ich grze­chów i nie będą za nie żałować.

I dziś jest wie­lu reli­gij­nych ludzi, któ­rych życie zdra­dza, że pra­wie wca­le nie sta­wia­ją sobie pyta­nia, cze­go chce od nich Bóg. Sło­wa, któ­re Jezus przy­ta­czał współ­cze­snym Mu ludziom z Księ­gi Iza­ja­sza, są dzi­siaj rów­nie aktualne:

„Obłud­ni­cy, dobrze powie­dział o was pro­rok Iza­jasz: Ten lud czci Mnie war­ga­mi, lecz ser­cem swym dale­ko jest ode Mnie.” (Ew. Mate­usza 15,7–8)

Bóg widzi nasze ser­ce. Na Nim nie zro­bi­my wra­że­nia naszą reli­gij­no­ścią – i nie powin­ni­śmy zmy­lać nią też samych sie­bie. Wła­ści­wa posta­wa wobec nasze­go Stwór­cy to posta­wie­nie Go na pierw­szym miej­scu w naszym życiu. To ozna­cza decy­zję pod­po­rząd­ko­wa­nia Jemu wszyst­kie­go, jak to jest wyra­żo­ne w przy­ka­za­niu, któ­re Jezus wska­zał jako naj­wyż­sze i najważniejsze.

„Zbli­żył się tak­że jeden z uczo­nych w Piśmie, któ­ry im się przy­słu­chi­wał, gdy roz­pra­wia­li ze sobą. Widząc, że Jezus dobrze im odpo­wie­dział, zapy­tał Go: Któ­re jest pierw­sze ze wszyst­kich przy­ka­zań? Jezus odpo­wie­dział: Pierw­sze jest: Słu­chaj, Izra­elu, Pan Bóg nasz, Pan jest jeden. Będziesz miło­wał Pana, Boga swe­go, całym swo­im ser­cem, całą swo­ją duszą, całym swo­im umy­słem i całą swo­ją mocą. Dru­gie jest to: Będziesz miło­wał swe­go bliź­nie­go jak sie­bie same­go. Nie ma inne­go przy­ka­za­nia więk­sze­go od tych. Rzekł Mu uczo­ny w Piśmie: Bar­dzo dobrze, Nauczy­cie­lu, słusz­nieś powie­dział, bo Jeden jest i nie ma inne­go prócz Nie­go. Miło­wać Go całym ser­cem, całym umy­słem i całą mocą i miło­wać bliź­nie­go jak sie­bie same­go dale­ko wię­cej zna­czy niż wszyst­kie cało­pa­le­nia i ofia­ry.” (Ew. Mar­ka 12,28–33)

Bóg obda­ro­wu­je nas swo­ją dosko­na­łą miło­ścią. Rela­cja miło­ści do Boga ozna­cza, że i my chce­my Go kochać z całych sił i z całe­go ser­ca, tak jak dziec­ko kocha swo­je­go Ojca. Dziec­ko nie chce się sprze­ci­wiać woli rodzi­ców, ale ufa im i się ich słucha.

Przy­po­wieść o synu mar­no­traw­nym[1] bar­dzo obra­zo­wo wyja­śnia, co zna­czy nawró­ce­nie. Mar­no­traw­ny syn chciał cho­dzić wła­sny­mi dro­ga­mi i szu­kać szczę­ścia z dala od domu ojca w przy­jem­no­ściach i grze­chach tego świa­ta. Naj­mniej przej­mo­wał się tym, co o tym myślał jego ojciec. Gdy dotar­ło do nie­go, że zabrnął w śle­pą ulicz­kę, uko­rzył się i wró­cił do ojca ze skru­szo­nym ser­cem. Było mu bar­dzo żal, że tak znie­wa­żył jego miłość. Wie­dział, że nie może cof­nąć tego, co się sta­ło. Jedy­ne, co mógł zro­bić, to wyznać swo­ją winę i, ufa­jąc w dobroć i łaskę ojca, pro­sić go o wyba­cze­nie. Szcze­rość jego nawró­ce­nia potwier­dził tym, że odtąd był gotów posłusz­nie słu­żyć swe­mu ojcu. A ojciec wziął go w ramio­na, dał mu pier­ścień i san­da­ły i urzą­dził świę­to bez jakich­kol­wiek wyrzu­tów. Wina zosta­ła prze­ba­czo­na, rela­cja przy­wró­co­na. W ten spo­sób zagu­bio­ny syn zaczął życie na nowo, jak to w przy­po­wie­ści wyra­ził jego ojciec:

„Ten mój syn był umar­ły, a znów ożył; zagi­nął, a odna­lazł się.” (Ew. Łuka­sza 15,24)

Jezus chciał przez tę przy­po­wieść wyra­zić, że Bóg pra­gnie przy­jąć jak wła­sne dziec­ko i wyba­czyć tym, któ­rzy szcze­rze żału­ją swo­ich grze­chów. Jezus chciał też każ­de­mu „mar­no­traw­ne­mu syno­wi” wśród ludzi dodać nadziei, że dro­ga powrot­na do domu Ojca stoi otwar­ta, a Ojciec w swej miło­ści nawet cze­ka i wypa­tru­je na niej, kie­dy dziec­ko powró­ci. Dla tego, kogo ta miłość głę­bo­ko poru­sza, nawró­ce­nie będzie taką rado­ścią, jak radość syna, któ­re­mu wol­no wró­cić do domu. Tę radość opi­su­ją też nastę­pu­ją­ce sło­wa Jezusa:

„Kró­le­stwo nie­bie­skie podob­ne jest do skar­bu ukry­te­go w roli. Zna­lazł go pewien czło­wiek i ukrył ponow­nie. Z rado­ści poszedł, sprze­dał wszyst­ko, co miał, i kupił tę rolę. Dalej, podob­ne jest kró­le­stwo nie­bie­skie do kup­ca, poszu­ku­ją­ce­go pięk­nych pereł. Gdy zna­lazł jed­ną dro­go­cen­ną per­łę, poszedł, sprze­dał wszyst­ko, co miał, i kupił ją.” (Ew. Mate­usza 13,44–46)

Kto pojął, jakim skar­bem jest to, że Bóg nas miłu­je i pra­gnie dać nam praw­dzi­we życie, ten będzie gotów „sprze­dać” dla tego skar­bu wszyst­ko inne. Kto się na to nie zdo­by­wa, ponie­waż coś inne­go jest dla nie­go tak „cen­ne”, że nie chce z tego zre­zy­gno­wać nawet dla Boga, ten nie będzie z Nim w wiecz­no­ści, co poka­zu­je też roz­mo­wa pew­ne­go boga­te­go czło­wie­ka z Jezusem:

„Gdy wybie­rał się w dro­gę, przy­biegł pewien czło­wiek i upadł­szy przed Nim na kola­na, pytał Go: Nauczy­cie­lu dobry, co mam czy­nić, aby osią­gnąć życie wiecz­ne? Jezus mu rzekł: Cze­mu nazy­wasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tyl­ko sam Bóg. Znasz przy­ka­za­nia: Nie zabi­jaj, nie cudzo­łóż, nie krad­nij, nie zezna­waj fał­szy­wie, nie oszu­kuj, czcij swe­go ojca i mat­kę. On Mu rzekł: Nauczy­cie­lu, wszyst­kie­go tego prze­strze­ga­łem od mojej mło­do­ści. Wte­dy Jezus spoj­rzał z miło­ścią na nie­go i rzekł mu: Jed­ne­go ci bra­ku­je. Idź, sprze­daj wszyst­ko, co masz, i roz­daj ubo­gim, a będziesz miał skarb w nie­bie. Potem przyjdź i chodź za Mną. Lecz on spo­chmur­niał na te sło­wa i odszedł zasmu­co­ny, miał bowiem wie­le posia­dło­ści.” (Ew. Mar­ka 10,17–22)

Ten czło­wiek chciał być zba­wio­ny i nie­jed­no w tym celu uczy­nił. Ale swo­je­go mająt­ku nie chciał się wyrzec. Nie był gotów zosta­wić wszyst­kie­go, żeby móc naśla­do­wać Jezu­sa. Jezus jed­nak nie odstą­pił od warun­ku, któ­ry mu posta­wił. Nie pobiegł za tym czło­wie­kiem, by zapro­po­no­wać mu jakiś kom­pro­mis. Nie moż­na powie­dzieć, że się kocha i sza­nu­je Boga, jeśli są rze­czy, któ­rych nie chce się Mu oddać. W ten spo­sób Jezus poka­zał rów­nież nam, że bez takiej bez­wa­run­ko­wej goto­wo­ści odda­nia Bogu sie­bie samych i wszyst­kie­go, co mamy, nie może­my być chrze­ści­ja­na­mi. Dal­sze myśli mają to jesz­cze jaśniej zobrazować.

3. „Pójdź za mną!” – o powa­dze naśla­do­wa­nia Jezusa

W Ew. Łuka­sza 9,23–26 bez­po­śred­nio po pierw­szej zapo­wie­dzi męki Jezu­sa znaj­du­ją się nastę­pu­ją­ce sło­wa, któ­re dobit­nie wyra­ża­ją, jak poważ­ną rze­czą jest naśla­do­wa­nie Jezu­sa, czy­li inny­mi sło­wy życie jako chrześcijanin:

„Potem mówił do wszyst­kich: Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze same­go sie­bie, niech co dnia bie­rze krzyż swój i niech Mnie naśla­du­je! Bo kto chce zacho­wać swo­je życie, stra­ci je, a kto stra­ci swe życie z mego powo­du, ten je zacho­wa. Bo cóż za korzyść ma czło­wiek, jeśli cały świat zyska, a sie­bie zatra­ci lub szko­dę ponie­sie? Kto się bowiem Mnie i słów moich zawsty­dzi, tego Syn Czło­wie­czy wsty­dzić się będzie, gdy przyj­dzie w swo­jej chwa­le oraz w chwa­le Ojca i świę­tych aniołów.”

Cho­ciaż to tak poważ­ne sło­wa, rzad­ko kto trak­tu­je je dzi­siaj poważ­nie. Jedy­nie jed­nost­ki spo­śród wie­lu ludzi okre­śla­ją­cych się jako chrze­ści­ja­nie rze­czy­wi­ście się nad tym zasta­na­wia­ją. Ten, kto chce być chrze­ści­ja­ni­nem, musi sobie jed­nak sta­wiać pyta­nia o to, co prak­tycz­nie zna­czy zaprzeć się same­go sie­bie, brać swój krzyż, stra­cić swe życie dla Jezu­sa, nie wsty­dzić się Jego i Jego słów. Jezus bowiem powie­dział to „do wszyst­kich”, nie tyl­ko do wąskie­go gro­na uczniów, któ­rzy się szcze­gól­nie prze­ję­li tym, cze­go nauczał.

3.1 „…Niech się zaprze same­go siebie”

Jeśli rze­czy­wi­ście chce­my pójść śla­da­mi Jezu­sa, powin­ni­śmy zdać sobie jasno spra­wę z tego, że ta dro­ga wyma­ga od nas peł­ne­go zde­cy­do­wa­nia. Nie będzie­my mogli nią pójść, jeśli nie będzie­my goto­wi wyrzec się swo­ich pla­nów, życzeń i celów. Ina­czej będzie nas roz­dzie­rał wewnętrz­ny kon­flikt mię­dzy naszą wła­sną wolą a Bożą wolą, któ­ry odbie­rze nam wszel­kie siły do wpro­wa­dza­nia wia­ry w czyn. Zaprzeć się sie­bie ozna­cza zre­zy­gno­wać z dzia­ła­nia na wła­sną rękę i zamiast tego powie­rzyć nasze życie cał­ko­wi­cie w ręce Boga. Tyl­ko On ma zawsze peł­ny obraz sytu­acji i wie naj­le­piej, co wyszło­by nam i innym na dobre. Dla­te­go może­my Mu zaufać bar­dziej niż samym sobie. Kto nie chce pod­po­rząd­ko­wać swo­ich wła­snych wyobra­żeń Bogu, nie może doświad­czać Boże­go pro­wa­dze­nia i nie jest zdol­ny Bogu służyć.

3.2 „…Niech bie­rze na sie­bie swój krzyż”

Jezus nie przy­pad­kiem wypo­wie­dział te sło­wa w kon­tek­ście zapo­wie­dzi swo­jej męczeń­skiej śmier­ci.[2] Bo i my nie może­my iść Jego dro­gą, jeśli nie jeste­śmy goto­wi na cier­pie­nie. Tego wła­śnie zna­kiem jest krzyż. Krzyż wymow­nie odda­je, że Jezus był w tak sil­nym kon­flik­cie ze świa­tem, iż świat nie chciał Go już dłu­żej zno­sić. I my jako chrze­ści­ja­nie będzie­my doświad­czać kon­flik­tów. Gdy Sło­wo Boże, któ­re mówi­my innym, skon­fron­tu­je ich z ich grzesz­no­ścią i odda­le­niem od Boga, musi­my się liczyć z tym, że mogą nas odrzu­cić i źle o nas mówić. Być może stra­ci­my nasze „dobre imię” mówiąc innym rze­czy, któ­re są dla nich nie­wy­god­ne i spra­wia­ją, że czu­ją się oskar­że­ni. Jezus mówił, że nie tyl­ko powin­ni­śmy takie sytu­acje zno­sić, ale nawet cie­szyć się, gdy tak się dzieje.

„Bło­go­sła­wie­ni będzie­cie, gdy ludzie was znie­na­wi­dzą, i gdy was wyłą­czą spo­śród sie­bie, gdy zelżą was i z powo­du Syna Czło­wie­cze­go poda­dzą w pogar­dę wasze imię jako nie­cne: ciesz­cie się i raduj­cie w owym dniu, bo wiel­ka jest wasza nagro­da w nie­bie. Tak samo bowiem przod­ko­wie ich czy­ni­li pro­ro­kom” (Ew. Łuka­sza 6,22–23)

Wie­lu ludzi okre­śla­ją­cych się jako chrze­ści­ja­nie nie jest goto­wych wystę­po­wać w obro­nie słów i mia­ry Jezu­sa wobec innych. Wsty­dzą się ich, bo wia­ra w jed­ną, obiek­tyw­ną praw­dę i w Jezu­sa jako tego, któ­ry tę praw­dę obja­wił ludz­ko­ści, nie jest zgod­na z duchem cza­su. Nie chcą wyda­wać się innym sta­ro­mod­ni i nie­to­le­ran­cyj­ni. Tak postę­po­wać zna­czy jed­nak zdra­dzić Jezu­sa zamiast sta­nąć po Jego stro­nie. Dla­te­go i Jezus nie sta­nie po stro­nie tych ludzi, gdy kie­dyś będą musie­li zdać spra­wę ze swo­je­go życia przed Bogiem.

Wszyst­kie powyż­sze myśli moż­na zna­leźć w sło­wach Jezu­sa z Ew. Łuka­sza 9,57–62:

„A gdy szli dro­gą, ktoś powie­dział do Nie­go: Pój­dę za Tobą, dokąd­kol­wiek się udasz! Jezus mu odpo­wie­dział: Lisy mają nory i pta­ki powietrz­ne — gniaz­da, lecz Syn Czło­wie­czy nie ma miej­sca, gdzie by gło­wę mógł oprzeć. Do inne­go rzekł: Pójdź za Mną! Ten zaś odpo­wie­dział: Panie, pozwól mi naj­pierw pójść i pogrze­bać moje­go ojca! Odparł mu: Zostaw umar­łym grze­ba­nie ich umar­łych, a ty idź i głoś kró­le­stwo Boże! Jesz­cze inny rzekł: Panie, chcę pójść za Tobą, ale pozwól mi naj­pierw poże­gnać się z moimi w domu! Jezus mu odpo­wie­dział: Kto­kol­wiek przy­kła­da rękę do płu­ga, a wstecz się oglą­da, nie nada­je się do kró­le­stwa Bożego.”

„Lisy mają nory i pta­ki gniaz­da…” Naśla­do­wa­nie Jezu­sa nie jest łatwą dro­gą. Pój­ście za nim może pocią­gać za sobą wyrze­cze­nia, na któ­re musi­my być przy­go­to­wa­ni. Jezus nie chciał powie­dzieć, że nam chrze­ści­ja­nom nie wol­no mieć wła­sne­go miesz­ka­nia. Ale tak, jak Jezus, któ­ry nie uło­żył sobie tu na zie­mi przy­jem­ne­go życia, i my powin­ni­śmy żyć w świa­do­mo­ści, że naszą praw­dzi­wą ojczy­zną jest nie­bo. Tak będzie­my goto­wi już tu i teraz utra­cić wszyst­ko, co wyda­je się być nasze i stać się obcy­mi na tym świecie.

„Zostaw umar­łym grze­ba­nie ich umar­łych…” Jezus nie chciał z zasa­dy zabro­nić swo­im uczniom zaj­mo­wa­nia się pogrze­ba­mi. On spo­strzegł, że tam­ten czło­wiek chciał nadać swym ziem­skim obo­wiąz­kom wyż­szy prio­ry­tet niż służ­bie dla Kró­le­stwa Boże­go i w rady­kal­ny spo­sób wyra­ził, co w tej sytu­acji ma pierw­szeń­stwo. My, chrze­ści­ja­nie jeste­śmy w sta­nie pomóc innym ludziom odna­leźć życie wiecz­ne i powin­ni­śmy mieć świa­do­mość, że ta pomoc to nasze naj­waż­niej­sze zada­nie. „Umar­li”, któ­rzy mają pogrze­bać swo­ich umar­łych, to ludzie, któ­rzy nie chcą usłu­chać wezwa­nia do życia z Bogiem i pozo­sta­ją ducho­wo mar­twi, a przez to nie­zdol­ni, by komu­kol­wiek ducho­wo pomóc.

„Kto­kol­wiek przy­kła­da swo­ją rękę do płu­ga…” Odpo­wiedź Jezu­sa poka­zu­je, że nie cho­dzi­ło tu jedy­nie o powie­dze­nie bli­skim „do widze­nia”. Jezus widział, że za pra­gnie­niem poże­gna­nia się z rodzi­ną kry­ło się u owe­go czło­wie­ka nie­zde­cy­do­wa­nie. Ale ten, kto z żalem lub z cięż­kim ser­cem roz­sta­je się ze swo­im sta­rym życiem, nie będzie mógł spro­stać wyma­ga­niom pój­ścia za Jezusem.

4. Świę­te życie jako owoc nawrócenia

Gdy ktoś się nawra­ca i pra­gnie żyć jako chrze­ści­ja­nin, to – tak, jak syn mar­no­traw­ny – zosta­wia wszyst­ko, co roz­po­znał jako grzesz­ne, nawet jeśli kosz­tu­je go to prze­zwy­cię­że­nie. Wie­lu ludzi uzna­ją­cych się za chrze­ści­jan nie pro­wa­dzi zde­cy­do­wa­nej wal­ki z grze­chem. Jed­ni, ponie­waż nie chcą wyrzec się grze­chów, oszu­ku­ją samych sie­bie, że te rze­czy wca­le grze­chem nie są. Inni uwa­ża­ją, że Bóg jest prze­cież łaska­wy i na pew­no nam wyba­czy, bo wie, że jeste­śmy sła­bi i niedoskonali.

Waż­ne jest otwar­cie przy­znać, że takie myśli to wymów­ki. Jezus powie­dział, że dla tego, kto wie­rzy, nic nie jest nie­moż­li­we.[3]

Jeśli cał­kiem zaufa­my Bogu, doświad­czy­my też Jego pomo­cy. On nie zosta­wia nas samych w naszych poku­sach i sła­bo­ściach. Bożej łaski nie doświad­cza­my jedy­nie poprzez prze­ba­cze­nie win – Jego łaska wycho­wu­je nas rów­nież do życia w tym świe­cie na spo­sób, któ­ry będzie się Jemu podo­bał, jak o tym pisał apo­stoł Paweł w Liście do Tytu­sa 2,11–14:

„Uka­za­ła się bowiem łaska Boga, któ­ra nie­sie zba­wie­nie wszyst­kim ludziom i poucza nas, aby­śmy wyrze­kł­szy się bez­boż­no­ści i żądz świa­to­wych, rozum­nie i spra­wie­dli­wie, i poboż­nie żyli na tym świe­cie, ocze­ku­jąc bło­go­sła­wio­nej nadziei i obja­wie­nia się chwa­ły wiel­kie­go Boga i Zba­wi­cie­la nasze­go, Jezu­sa Chry­stu­sa, któ­ry wydał same­go sie­bie za nas, aby odku­pić nas od wszel­kiej nie­pra­wo­ści i oczy­ścić sobie lud wybra­ny na wła­sność, gor­li­wy w speł­nia­niu dobrych uczynków.”

Jeśli napraw­dę pra­gnie­my oddać nasze życie do dys­po­zy­cji Bogu i wyrzec się naszych grze­chów, Bóg da nam też do tego siłę. Wte­dy nasze życie może stać się ofia­rą miłą Bogu. Praw­dzi­wa służ­ba Bogu to posłu­szeń­stwo Mu i szu­ka­nie Jego woli w codzien­nym życiu.

„A zatem pro­szę was, bra­cia, przez miło­sier­dzie Boże, aby­ście dali cia­ła swo­je na ofia­rę żywą, świę­tą, Bogu przy­jem­ną, jako wyraz waszej rozum­nej służ­by Bożej. Nie bierz­cie więc wzo­ru z tego świa­ta, lecz prze­mie­niaj­cie się przez odna­wia­nie umy­słu, aby­ście umie­li roz­po­znać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu przy­jem­ne i co dosko­na­łe.” (List do Rzy­mian 12,1–2)

W Nowym Testa­men­cie jest wie­le jasnych frag­men­tów, któ­re mówią o świę­tym życiu chrze­ści­jan. W miło­ści do Boga zawie­ra się pra­gnie­nie czy­nie­nia Jego woli, a w miło­ści Boga do nas – że nas do tego uzdal­nia. Kto żyje z Jezu­sem, będzie wyda­wał ten owoc.

„Ja jestem krze­wem win­nym, wy — lato­ro­śla­mi. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przy­no­si owoc obfi­ty, ponie­waż beze Mnie nic nie może­cie uczy­nić. (…) Ojciec mój przez to dozna chwa­ły, że owoc obfi­ty przy­nie­sie­cie i sta­nie­cie się moimi ucznia­mi.” (Ew. Jana 15,5.8)

Jako chrze­ści­ja­nie nie jeste­śmy już nie­wol­ni­ka­mi grze­chu, lecz słu­ga­mi Boga.

„Czyż nie wie­cie, że jeśli odda­je­cie samych sie­bie jako nie­wol­ni­ków pod posłu­szeń­stwo, jeste­ście nie­wol­ni­ka­mi tego, komu daje­cie posłuch: bądź [nie­wol­ni­ka­mi] grze­chu, [co wie­dzie] do śmier­ci, bądź posłu­szeń­stwa, [co wie­dzie] do spra­wie­dli­wo­ści? Dzię­ki jed­nak niech będą Bogu za to, że gdy byli­ście nie­wol­ni­ka­mi grze­chu, dali­ście z ser­ca posłuch naka­zom tej nauki, któ­rej was odda­no a uwol­nie­ni od grze­chu odda­li­ście się w nie­wo­lę spra­wie­dli­wo­ści.” (List do Rzy­mian 6,16–18)

5. Miłość Jezu­sa wzo­rem dla każ­de­go chrześcijanina

Całe życie Jezu­sa było pod zna­kiem miło­ści. Z miło­ści opu­ścił boską chwa­łę i stał się czło­wie­kiem, aby­śmy pozna­li, jak bar­dzo Bóg nas kocha i pra­gnie poda­ro­wać nam pokój i radość pojed­na­nia z Nim. Z miło­ści Jezus nigdy nie szu­kał wła­snej korzy­ści, nie kie­ro­wał się tym, co przy­jem­ne i nie wybie­rał łatwiej­szych, zamiast wła­ści­wych, dróg. Z miło­ści był zawsze praw­do­mów­ny i podej­mo­wał wysi­łek, by uczyć ludzi patrzeć na sie­bie tak, jak ich widzi Bóg, zamiast pogrą­żać się w samo­oszu­stwie. Przy­jął też cier­pie­nie, a nawet i śmierć krzy­żo­wą, by swo­ją miło­ścią i poko­rą zawsty­dzić ludzi w ich pysze.

Poprzez swo­je poświę­ce­nie i odda­nie Jezus wyzna­czył nam jasną mia­rę. On nie posta­wił swo­jej miło­ści i służ­bie żad­nych gra­nic. Uczniom, a tym samym wszyst­kim, któ­rzy chcą być chrze­ści­ja­na­mi, nadał przy­ka­za­nie, aby gor­li­wie naśla­do­wa­li Go w tej miłości:

„Przy­ka­za­nie nowe daję wam, aby­ście się wza­jem­nie miło­wa­li tak, jak Ja was umi­ło­wa­łem; żeby­ście i wy tak się miło­wa­li wza­jem­nie. Po tym wszy­scy pozna­ją, żeście ucznia­mi moimi, jeśli będzie­cie się wza­jem­nie miło­wa­li.” (Ew. Jana 13,34–35)

Być chrze­ści­ja­ni­nem nie zna­czy więc wyzna­wać ogól­ne chrze­ści­jań­skie war­to­ści, co jakiś czas brać udział w spo­tka­niach reli­gij­nych, a tak poza tym żyć wła­sny­mi spra­wa­mi. Zro­zu­mie­li to też pierw­si chrze­ści­ja­nie, ponie­waż apo­stoł Jan napi­sał w jed­nym z listów:

„My wie­my, że prze­szli­śmy ze śmier­ci do życia, ponie­waż miłu­je­my bra­ci; a kto nie miłu­je, ten trwa w śmier­ci. Każ­dy, kto nie­na­wi­dzi swe­go bra­ta, jest mor­der­cą, a wie­cie, że żaden mor­der­ca nie ma w sobie życia wiecz­ne­go. Po tym pozna­li­śmy miłość, że On oddał za nas swe życie. My rów­nież powin­ni­śmy życie dawać za bra­ci. Jeśli­by ktoś, posia­da­jąc dobra tego świa­ta, zauwa­żył, że brat jego jest w bie­dzie a zamknął­by przed nim swe ser­ce — to jak­że w nim może pozo­sta­wać miłość Boża? Dzie­ci, nie miłuj­my sło­wem i języ­kiem, ale czy­nem i praw­dą. Po tym pozna­my, że jeste­śmy z praw­dy…” (1 Jana 3,14–19a)[4]

Jeste­śmy więc zobo­wią­za­ni odda­wać innym chrze­ści­ja­nom nasze życie i kochać ich czy­nem i praw­dą. Co to dla nas ozna­cza w prak­ty­ce? Natu­ral­nym wyra­zem miło­ści jest pra­gnie­nie wspól­no­ty z inny­mi. Wspól­no­ta chrze­ści­jan to spę­dza­nie cza­su ze sobą nawza­jem po to, aby razem coraz głę­biej pozna­wać Boga, wiel­bić Go, słu­żyć Mu, wspól­nie roz­po­zna­wać i czy­nić Jego wolę. Tu wła­śnie wezwa­nie do zapar­cia się sie­bie, bez któ­re­go nie moż­na być uczniem Jezu­sa, nabie­ra kon­kre­tów: Czy chce­my, jak dotąd, wyko­rzy­sty­wać nasz czas na sport, gry kom­pu­te­ro­we albo czy­ta­nie inte­re­su­ją­cych powie­ści? Czy chce­my inwe­sto­wać nasz czas w nad­go­dzi­ny i karie­rę, aby zaro­bić na miesz­ka­nie naszych marzeń? Czy też jeste­śmy goto­wi zmie­nić nasze życie, zosta­wić zain­te­re­so­wa­nia czy karie­rę, posta­wić pra­cę i inne zaję­cia na wła­ści­wym miej­scu, aby­śmy mie­li czas dla bra­ci i sióstr w wie­rze? Czy pra­gnie­my mieć udział w ich życiu i dzie­lić nasze życie z nimi? Czy chce­my się nawza­jem wspie­rać w dąże­niu do świę­to­ści? Czy jeste­śmy goto­wi budo­wać otwar­te i szcze­re rela­cje, w któ­rych będzie­my przy­zna­wać się przed sobą nawza­jem rów­nież do naszych sła­bo­ści i grze­chów? Czy chce­my poświę­cać czas na to, żeby wspól­nie dzień po dniu sta­rać się coraz głę­biej zro­zu­mieć Boga i Pismo Święte?

Jak Jezus, któ­ry całe życie poświę­cił dla zba­wie­nia ludzi, tak i chrze­ści­ja­nin będzie kie­ro­wał się w życiu tym celem. Nie ma nic waż­niej­sze­go niż poma­gać innym nie tyl­ko zna­leźć Boga, ale i przy Nim wytrwać. Nie jest bowiem oczy­wi­ste, że każ­dy, kto wszedł na wąską dro­gę, wytrwa na niej do koń­ca. Bez uświę­ce­nia nikt nie ujrzy Boga (List do Hebraj­czy­ków 12,14), dla­te­go Pismo Św. wzy­wa wie­rzą­cych, by codzien­nie wspie­ra­li się nawza­jem w wal­ce o świętość.

„Uwa­żaj­cie, bra­cia, aby nie było w kimś z was prze­wrot­ne­go ser­ca nie­wia­ry, któ­rej skut­kiem jest odstą­pie­nie od Boga żywe­go, lecz zachę­caj­cie się wza­jem­nie każ­de­go dnia, póki trwa to, co dziś się zwie, aby żaden z was nie uległ zatwar­dzia­ło­ści przez oszu­stwo grze­chu. Jeste­śmy bowiem uczest­ni­ka­mi Chry­stu­sa, jeśli pier­wot­ną nadzie­ję do koń­ca zacho­wa­my sil­ną.” (List do Hebraj­czy­ków 3,12–14)

Tyl­ko jeże­li pozo­sta­nie­my posłusz­ni Bogu aż do śmier­ci, otrzy­ma­my życie wieczne.

„Bądź wier­ny aż do śmier­ci, a dam ci wie­niec życia.” (Apo­ka­lip­sa 2,10)

6. Chrze­ści­ja­nin miłu­je prawdę

Ist­nie­je wie­le prób odpo­wie­dzi na zasad­ni­cze pyta­nia doty­czą­ce życia i wia­ry. Ale wła­ści­wą odpo­wiedź – praw­dę – znaj­dzie­my u Boga. On obja­wia się nam mię­dzy inny­mi poprzez wszyst­ko, co stwo­rzył, poprzez nasze sumie­nie, a naj­peł­niej przez sło­wa spi­sa­ne w Sta­rym i Nowym Testamencie.

„Wte­dy powie­dział Jezus do Żydów, któ­rzy Mu uwie­rzy­li: Jeże­li będzie­cie trwać w nauce mojej, będzie­cie praw­dzi­wie moimi ucznia­mi i pozna­cie praw­dę, a praw­da was wyzwo­li.” (Ew. Jana 8,31–32)

Pozna­nie praw­dy, czy­li wła­ści­we zro­zu­mie­nie Boga i Jego sło­wa, jest bar­dzo waż­ne w rela­cji z Nim. Jeśli nie jeste­śmy goto­wi uczyć się z Pisma Świę­te­go, jak wła­ści­wie rozu­mieć Boga, to wie­rzy­my nie w Boga, lecz w nasze wła­sne wyobra­że­nie o Nim. Rela­cja z żywym Bogiem nie może w taki spo­sób zaistnieć.

Chrze­ści­ja­nin to czło­wiek, któ­ry kocha praw­dę, któ­ry rze­czy­wi­ście chce zro­zu­mieć Boga i Jego wolę. Pra­gnie on, by sło­wa Biblii kształ­to­wa­ły go, popra­wia­ły wszyst­kie jego nie­wła­ści­we poglą­dy i odkry­wa­ły w nim jakie­kol­wiek zakła­ma­nie. Tak jak apo­stoł Piotr, każ­dy uczeń Jezu­sa wyzna­je, że nauka Jezu­sa jest dro­gą do życia wiecznego.

„Odpo­wie­dział Mu Szy­mon Piotr: Panie, do kogóż pój­dzie­my? Ty masz sło­wa życia wiecz­ne­go. A myśmy uwie­rzy­li i pozna­li, że Ty jesteś Świę­tym Boga.” (Ew. Jana 6,68–69)

Gdy roz­ma­wia­my z ludź­mi reli­gij­ny­mi o Biblii, czę­sto doświad­cza­my, jak pró­bu­ją za pomo­cą nie­bi­blij­nych argu­men­tów zakwe­stio­no­wać myśli z Pisma Świę­te­go, któ­re wzy­wa­ją ich do zmia­ny myśle­nia i postę­po­wa­nia. Jed­nak chrze­ści­ja­nin to ktoś, kto pod­po­rząd­ko­wu­je się Sło­wu Boże­mu. Ina­czej posta­wi­li­by­śmy się ponad Jezu­sem, któ­ry sam jest Praw­dą i któ­ry przy­szedł, aby nam praw­dę objawić.

Nowy Testa­ment pod­kre­śla, jak waż­na jest wier­ność nauce Jezu­sa i apo­sto­łów. Błęd­ne nauki pro­wa­dzą do nie­wła­ści­we­go spo­so­bu życia, dla­te­go nasze zba­wie­nie rów­nież zale­ży od tego, czy goto­wi jeste­śmy podą­żać za nauką Pisma Świę­te­go, czy nie. Apo­stoł Paweł napi­sał do Tymo­te­usza, któ­re­mu powie­rzo­no wie­le odpo­wie­dzial­no­ści za prze­ka­za­nie wła­ści­wej nauki, nastę­pu­ją­ce słowa:

„Uwa­żaj na sie­bie i na naukę, trwaj w nich! To bowiem czy­niąc i sie­bie same­go zba­wisz, i tych, któ­rzy cię słu­cha­ją.” (1 List do Tymo­te­usza 4,16)

Wier­ność wła­ści­wej nauce ozna­cza też zdy­stan­so­wa­nie się od róż­nych nie­wła­ści­wych wpły­wów. Chrze­ści­ja­nie są odpo­wie­dzial­ni za to, by spraw­dzać, cze­go naucza­ją inni i by nie mieć spo­łecz­no­ści z tymi, któ­rzy nie trzy­ma­ją się nauki Jezusa.

„Uwa­żaj­cie na sie­bie, aby­ście nie utra­ci­li tego, coście zdo­by­li pra­cą, lecz żeby­ście otrzy­ma­li peł­ną zapła­tę. Każ­dy, kto wybie­ga zbyt­nio naprzód, a nie trwa w nauce Chry­stu­sa, ten nie ma Boga. Kto trwa w nauce [Chry­stu­sa], ten ma i Ojca, i Syna. Jeśli ktoś przy­cho­dzi do was i tej nauki nie przy­no­si, nie przyj­muj­cie go do domu i nie pozdra­wiaj­cie go, albo­wiem kto go pozdra­wia, sta­je się współ­uczest­ni­kiem jego złych czy­nów.” (2 List Jana 1,8–11)

Wię­cej o tym moż­na zna­leźć w opra­co­wa­niu „O nie­bez­pie­czeń­stwie fał­szy­wych nauk”.

* * *

Pod­su­mo­wu­jąc: chrze­ści­ja­nin to czło­wiek, któ­ry na miłość Boga odpo­wie­dział pra­gnie­niem, żeby też Go miło­wać całym ser­cem i ze wszyst­kich sił. Nawró­cił się ze sta­re­go, grzesz­ne­go życia i teraz odda­je je całe do dys­po­zy­cji Bogu. Zabie­ga o uświę­ce­nie, posłu­szeń­stwo Bogu i pod­po­rząd­ko­wa­nie Jego Sło­wu. Miłu­je też praw­dę i pra­gnie głę­bo­ko poznać naukę Jezu­sa i być jej wier­nym. Swo­je życie chce wyko­rzy­stać na to, żeby miło­wać bra­ci w wie­rze i wzmac­niać ich na wspól­nej dro­dze do Boga. Tym, któ­rzy nie wie­rzą lub pogu­bi­li się w życiu, chce opo­wie­dzieć o Jezu­sie, aby i oni odna­leź­li praw­dzi­we­go Boga. Spra­wy Kró­le­stwa Boże­go mają w jego życiu naj­więk­szy priorytet.


Przypisy

  1. Ew. Łuka­sza 15,11–32
  2. Ew. Łuka­sza 9,20–22
  3. Ew. Mar­ka 9,23
  4. Biblia Poznań­ska


Ew. Łuka­sza 15,11–32

Ew. Łuka­sza 9,20–22

Ew. Mar­ka 9,23

Biblia Poznań­ska