Bóg jest miłością

Kategorie: Bóg: kim On jest?

Myśl, że Bóg jest miło­ścią, wyra­ża naj­głęb­szy sens tego, kim Bóg jest i jaki jest. Miłość to nie tyl­ko cecha Boga: Bóg nie tyl­ko miłu­je, ale rów­nież jest miło­ścią. Miłość ma swo­je źró­dło w Nim, w Jego istocie.

„Bóg jest miło­ścią: kto trwa w miło­ści, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim.” (1 Jana 4,16b)

Dorosła ręka podtrzymująca rękę dziecka - przez wiarę człowiek może doświadczać Bożej rodzicielskiej miłości.

Bóg stwo­rzył wszyst­ko i obda­rzył nas życiem, ponie­waż jest miłością

Kie­dy spoj­rzy­my na przy­ro­dę, widzi­my zdu­mie­wa­ją­ce pięk­no aż do naj­drob­niej­szych szcze­gó­łów i wszech­obec­ny porzą­dek. Cały wszech­świat jest dosko­na­le zestro­jo­ny. Ale bar­dziej niż cała resz­ta przy­ro­dy isto­tę Boga odzwier­cie­dla ludz­ka natu­ra – nasza wol­na wola, świa­do­mość, zdol­ność do miło­ści, zdol­ność myśle­nia i tworzenia.

„A Bóg widział, że wszyst­ko, co uczy­nił, było bar­dzo dobre.” (Rdz 1,31a)

„Odzia­łeś mnie skó­rą i cia­łem i spią­łeś żyła­mi i kość­mi, darzy­łeś miło­ścią, bogac­twem, tro­skli­wość Twa strze­gła mi ducha.” (Hio­ba 10,11–12)

JAKA JEST BOŻA MIŁOŚĆ?

Boża miłość jest oso­bo­wa i doskonała

Powyż­sze frag­men­ty wyra­ża­ją, że Bóg obda­ro­wu­je nas życiem i wycho­dzi nam naprze­ciw ze swo­ją miło­ścią. Jego dzia­ła­nie jest miło­ścią. Stąd widać, że miłość Boża nie jest jedy­nie atry­bu­tem, nie­oso­bo­wą ener­gią czy źró­dłem inten­syw­nych uczuć (jak czę­sto się ludziom wyda­je). Miłość ze swej natu­ry opie­ra się na decy­zji woli, by zawsze pra­gnąć dla innych tego, co naj­lep­sze. Bóg chce dla nas tego, co naj­lep­sze i stwo­rzył wszyst­ko tak, by pro­wa­dzi­ło nas do Nie­go — do Jego miłości.

Boża miłość szu­ka wzajemności

Ponie­waż Bóg jest miło­ścią, dzie­li się sobą. W ten spo­sób uczy nas, że sen­sem życia jest poznać i miło­wać Go. Po to nas stwo­rzył. On nie tyl­ko chce, byśmy doświad­czy­li Jego miło­ści, ale byśmy mie­li głę­bo­ką rela­cję z Nim oraz z innymi.

Jezus powie­dział:

„Pan Bóg nasz, Pan jest jeden. Będziesz miło­wał Pana, Boga swe­go, całym swo­im ser­cem, całą swo­ją duszą, całym swo­im umy­słem i całą swo­ją mocą.” (Mk 12,29b-30)

Bóg może uzdol­nić nas do miło­ści całym ser­cem. Sta­je­my się do tego zdol­ni poprzez pozna­nie, przy­ję­cie i doświad­cze­nie Jego dosko­na­łej miło­ści. Pomi­mo upad­ku w grzech może­my zro­zu­mieć i pra­gnąć miło­ści Bożej, ponie­waż On stwo­rzył nas dobrymi.

Boża miłość jest jedy­ną miło­ścią, któ­ra może nas praw­dzi­wie wypełnić

Bóg stwo­rzył nas do doświad­cze­nia Jego dosko­na­łej miło­ści — Jego sza­cun­ku i opie­ki. Ludzie czę­sto szu­ka­ją tej miło­ści u innych ludzi — i dozna­ją zawo­du. Nawet gdy­by­śmy byli zupeł­nie bez­grzesz­ni, nie byli­by­śmy w sta­nie zna­leźć zaspo­ko­je­nia tego pra­gnie­nia w sobie nawza­jem. Nasza ogra­ni­czo­na miłość nigdy nie wystar­czy, by dać innym poczu­cie praw­dzi­wej toż­sa­mo­ści i war­to­ści, któ­re jedy­nie Bóg może im dać.

Tyl­ko Bóg jest w sta­nie w dosko­na­ły spo­sób speł­nić ludz­kie pra­gnie­nie bycia kocha­nym. On jeden jest źró­dłem takiej miłości.

Bla­ise Pas­cal (mate­ma­tyk, fizyk i filo­zof żyją­cy w latach 1623–62) napi­sał o nie­bez­pie­czeń­stwie szu­ka­nia dosko­na­łej miło­ści w człowieku:

„Nie­słusz­ne jest, aby się ktoś przy­wią­zy­wał do mnie, choć­by to czy­nił z przy­jem­no­ścią i chęt­nie. Oszu­ki­wał­bym tych, w któ­rych bym rodził to uczu­cie, nie jestem bowiem niczy­im celem i nie mam czym ich zado­wo­lić. Czy nie jestem ska­za­ny na śmierć? I oto przed­miot ich przy­wią­za­nia umrze. (…) A jeże­li pocią­gam kogoś, aby się do mnie przy­wią­zał, powi­nie­nem ostrzec tych, któ­rzy byli­by goto­wi zgo­dzić się na kłam­stwo, że nie powin­ni w nie wie­rzyć, choć­by to było dla mnie z naj­więk­szą korzy­ścią; i że nie powin­ni przy­wią­zy­wać się do mnie; trze­ba bowiem, aby obró­ci­li życie i sta­ra­nia na podo­ba­nie się Bogu lub szu­ka­nie Go.”[1]

Ludzie nie­stru­dze­nie szu­ka­ją miło­ści. Być kocha­nym, cenio­nym, sza­no­wa­nym to dla wie­lu ludzi jeden z głów­nych celów w życiu. Świa­do­mie czy nie­świa­do­mie, ludzie szu­ka­ją w tych rze­czach swo­jej toż­sa­mo­ści. Boża miłość jest inna. Bóg nie sta­wia czło­wie­ka w cen­trum uwa­gi, jak to robią oso­by zako­cha­ne czy zapa­trzo­ne w sie­bie nawza­jem. Bóg uczy nas, że speł­nie­nie nie przy­cho­dzi gdy sta­nie­my w cen­trum czy­jejś uwa­gi, ale poprzez poświę­ce­nie i odda­nie sie­bie. Może­my uczyć się tego od Nie­go. On nie dla­te­go chce, byśmy Go wiel­bi­li, że kie­ru­ją Nim inte­re­sow­ne pobud­ki, ale ponie­waż wie, że nasze życie nie będzie wypeł­nio­ne zna­cze­niem i sen­sem jeśli nie znaj­dzie­my wypeł­nie­nia w Nim — źró­dle miłości.

Gdy pró­bu­je się szu­kać tej dosko­na­łej miło­ści w ludziach, sta­wia się czło­wie­ka na miej­scu Boga. Jest to nie­uczci­we zarów­no wobec czło­wie­ka, jak i Boga. Czło­wiek nie jest w sta­nie speł­nić takich ocze­ki­wań ze wzglę­du na swo­ją ogra­ni­czo­ność i skłon­ność do upad­ków, a tak wiel­kie ocze­ki­wa­nie sta­je się dla nie­go cię­ża­rem nie do unie­sie­nia, bo on tak samo potrze­bu­je dosko­na­łej miło­ści Bożej.

Ten, kto odrzu­ca Boga, jest ska­za­ny na poszu­ki­wa­nie swej toż­sa­mo­ści i war­to­ści w tym, co robi lub ile zna­czy dla innych. Czu­je on potrze­bę bycia kocha­nym, ale czę­sto doświad­cza roz­cza­ro­wa­nia szu­ka­jąc jej zaspo­ko­je­nia u ludzi. Obcią­ża tym bar­dzo swo­je rela­cje i odbie­ra wol­ność innym. Taka miłość jest zabor­cza, a nie peł­na poświę­ce­nia, ego­istycz­na, a nie bezinteresowna.

Boża miłość jest czy­sta i bezinteresowna

Posta­wę czy­sto­ści i nie szu­ka­nia sie­bie w rela­cjach mię­dzy­ludz­kich moż­na mieć jedy­nie, gdy budu­je się je na czy­stej i bez­in­te­re­sow­nej miło­ści Boga.

„My miłu­je­my, ponie­waż Bóg sam pierw­szy nas umi­ło­wał.” (1 Jana 4,19)

Boża miłość uzdal­nia nas do miło­wa­nia bez ocze­ki­wa­nia cze­goś w zamian, nie­za­leż­nie od tego, jak się z tym czu­je­my i czy jest nam z czymś trud­no; do miło­ści, któ­ra nie pra­gnie posia­dać cze­goś lub kogoś dla sie­bie i nie ocze­ku­je uzna­nia. W takich rela­cjach nie musi­my już szu­kać u innych akcep­ta­cji, sza­cun­ku czy speł­nie­nia pożą­dań, bo Bóg daje nam to, cze­go potrze­bu­je­my napraw­dę. To czy­ni nas wol­nym, by z rado­ścią prze­ka­zy­wać innym Jego miłość.

Boża miłość jest prawdomówna

Autor jed­ne­go z Psal­mów opi­sał w swej modli­twie posta­wę, jakiej chy­ba każ­dy z nas kie­dyś doświad­czył od innych lub może dostrzegł w sobie samym:

„Oni tyl­ko knu­ją pod­stę­py i lubią zwo­dzić; kłam­li­wy­mi usta­mi swy­mi bło­go­sła­wią, a prze­kli­na­ją w ser­cu.” (Ps 62,5)

Praw­dzi­wa miłość jest czy­sta, ponie­waż opie­ra się na praw­do­mów­no­ści, nawet jeże­li nie zawsze łatwo czy przy­jem­nie jest powie­dzieć lub usły­szeć prawdę.

„[Miłość] nie cie­szy się z nie­spra­wie­dli­wo­ści, lecz współ­we­se­li się z praw­dą.” (1 Kor 13,6)

Gdy lekarz prze­pi­su­je pacjen­to­wi nie­przy­jem­ną kura­cję, robi to, bo wie, że pomo­że mu ona wyzdro­wieć. Nie było­by miło­ścią, gdy­by lekarz uni­kał wyko­ny­wa­nia bole­snych zabie­gów, by przy­po­do­bać się pacjen­to­wi lub by ten czuł się przy­jem­niej pod­czas wizy­ty. Podob­nie praw­dzi­wa miłość daje dru­gie­mu to, cze­go naj­bar­dziej potrze­bu­je, a nie­ko­niecz­nie to, co może wolał­by otrzymać.

BOŻA MIŁOŚĆ W JEZUSIE

Bóg stał się czło­wie­kiem, ponie­waż nas kocha

Stwo­rzo­ny świat i isto­ta czło­wie­ka są wiel­ki­mi świa­dec­twa­mi Bożej miło­ści, ale naj­więk­szym świa­dec­twem jest to, że Bóg posłał nam swe­go Syna Jezu­sa. Przy­szedł do nas, by przez swe życie i śmierć wyra­zić nam, jak bar­dzo nas kocha i pra­gnie nas zba­wić. Oka­zał nam swe wiel­kie miło­sier­dzie dając nam moż­li­wość uzy­ska­nia prze­ba­cze­nia i uwol­nie­nia od grzechów.

„W tym obja­wi­ła się miłość Boga ku nam, że zesłał Syna swe­go Jed­no­ro­dzo­ne­go na świat, aby­śmy życie mie­li dzię­ki Nie­mu.” (1 Jana 4,9)

„Tak bowiem Bóg umi­ło­wał świat, że Syna swe­go Jed­no­ro­dzo­ne­go dał, aby każ­dy, kto w Nie­go wie­rzy, nie zgi­nął, ale miał życie wiecz­ne.” (Jan 3,16)

Bóg w Jezu­sie pojed­nał nas ze sobą samym

Przy­jąć Bożą miłość zna­czy przy­jąć Jezu­sa i przy­jąć to, jak grzesz­ni byli­śmy i jak bar­dzo potrze­bu­je­my Jego przebaczenia.

Bóg wypo­sa­żył nas we wszyst­ko, cze­go potrze­bu­je­my, aby kochać i czy­nić dobro. Gdy grze­szy­my, wyko­rzy­stu­je­my dary i zdol­no­ści, któ­re Bóg dał nam w dobrym celu, do zła nie oglą­da­jąc się na to, po co zosta­ły nam powie­rzo­ne. Syn, któ­ry roz­trwa­nia na złe przy­jem­no­ści cały mają­tek otrzy­ma­ny w miło­ści od swe­go ojca, znie­wa­ża i odrzu­ca tym samym ojca. Podob­nie my znie­wa­ża­my Boga i odrzu­ca­my Go, jeśli nie pyta­my Jego, jak On chce, żeby­śmy żyli.

Pozna­jąc bli­żej życie i śmierć Jezu­sa może­my uświa­do­mić sobie, jak bar­dzo odrzu­ci­li­śmy Boga przez grzech. On pro­wa­dzi nas do nawró­ce­nia i przy­ję­cia prze­ba­cze­nia, jeśli Jego przyjmiemy.

To przy­ję­cie wyra­ża się nie tyl­ko w sło­wach i poglą­dach, ale w całym naszym podej­ściu do życia; w tym, czy pozwa­la­my Mu je zmienić.

„A Bóg, będąc boga­ty w miło­sier­dzie, przez wiel­ką swą miłość, jaką nas umi­ło­wał, i to nas, umar­łych na sku­tek występ­ków, razem z Chry­stu­sem przy­wró­cił do życia. Łaską bowiem jeste­ście zba­wie­ni.” (Ef 2,4–5)

Przy­jąć Jezu­sa zna­czy przy­jąć to, co nakazywał

„Jeże­li Mnie miłu­je­cie, będzie­cie zacho­wy­wać moje przy­ka­za­nia.” (Jan 14,15)

„Kto ma przy­ka­za­nia moje i zacho­wu­je je, ten Mnie miłu­je. Kto zaś Mnie miłu­je, ten będzie umi­ło­wa­ny przez Ojca mego, a rów­nież Ja będę go miło­wał i obja­wię mu sie­bie.” (Jan 14,21)

Miłość Boga uwi­dacz­nia się nie tyl­ko w tym, że posłał nam swe­go Syna, ale też w tym, że dał nam przez Jezu­sa swo­ją naukę, aby­śmy żyli według niej – tak, jak żył Jezus.

Jezus przy­ka­zał miło­wać wszystkich

Ludzie czę­sto darzą miło­ścią jedy­nie ogra­ni­czo­ny krąg rodzi­ny czy przy­ja­ciół dobra­nych według wła­snych upodobań.

Kochać wszyst­kich zna­czy pra­gnąć tego, co naj­lep­sze dla każ­de­go bez wzglę­du na oso­by, czy­li bez wybie­ra­nia „ulu­bień­ców” czy trak­to­wa­nia jed­nych lepiej niż innych. Tyl­ko taki rodzaj miło­ści jest wol­ny od egoizmu.

Nie było to zupeł­nie nowe przy­ka­za­nie. Już w pię­ciok­się­gu Moj­że­szo­wym napisano:

„Nie będzie­cie wyda­wać nie­spra­wie­dli­wych wyro­ków. Nie będziesz stron­ni­czym na korzyść ubo­gie­go, ani nie będziesz miał wzglę­dów dla boga­te­go. Spra­wie­dli­wie będziesz sądził bliź­nie­go. Nie będziesz sze­rzył oszczerstw mię­dzy krew­ny­mi, nie będziesz czy­hał na życie bliź­nie­go. Ja jestem Pan! Nie będziesz żywił w ser­cu nie­na­wi­ści do bra­ta. Będziesz upo­mi­nał bliź­nie­go, aby nie zacią­gnąć winy z jego powo­du. Nie będziesz szu­kał pomsty, nie będziesz żywił ura­zy do synów twe­go ludu, ale będziesz miło­wał bliź­nie­go jak sie­bie same­go. Ja jestem Pan!” (Kpł 19,15–18)

Jezus rów­nież powiedział:

„Sły­sze­li­ście, że powie­dzia­no: Będziesz miło­wał swe­go bliź­nie­go, a nie­przy­ja­cie­la swe­go będziesz nie­na­wi­dził. A Ja wam powia­dam: Miłuj­cie waszych nie­przy­ja­ciół i módl­cie się za tych, któ­rzy was prze­śla­du­ją; tak będzie­cie syna­mi Ojca wasze­go, któ­ry jest w nie­bie; ponie­waż On spra­wia, że słoń­ce Jego wscho­dzi nad zły­mi i nad dobry­mi, i On zsy­ła deszcz na spra­wie­dli­wych i nie­spra­wie­dli­wych. Jeśli bowiem miłu­je­cie tych, któ­rzy was miłu­ją, cóż za nagro­dę mieć będzie­cie? Czyż i cel­ni­cy tego nie czy­nią? I jeśli pozdra­wia­cie tyl­ko swych bra­ci, cóż szcze­gól­ne­go czy­ni­cie? Czyż i poga­nie tego nie czy­nią? Bądź­cie więc wy dosko­na­li, jak dosko­na­ły jest Ojciec wasz nie­bie­ski.” (Mt 5,43–48)

Miło­wać jak Jezus ozna­cza mówić prawdę

Swo­im życiem i śmier­cią Jezus dał przy­kład, co zna­czy miło­wać każ­de­go czło­wie­ka. Wie­dział, że ludziom naj­bar­dziej potrzeb­ne jest pojed­na­nie z Bogiem i że to grzech prze­szka­dza im w tym i zaśle­pia ich. Dla­te­go w Jego miło­ści zawie­ra­ło się też zde­cy­do­wa­ne potę­pie­nie obłu­dy i sta­ra­nie, by ludzie mogli oce­nić swo­je życie przed Bogiem. Jezus żył bez grze­chu i dla­te­go jego życie było jak lustro, w któ­rym inni ludzie mogli przej­rzeć się i zoba­czyć, jacy napraw­dę są. Tym, któ­rzy Go przy­ję­li, otwie­ra­ło ono dro­gę do nawró­ce­nia i prze­ba­cze­nia, ale wie­lu ludzi odrzu­ci­ło Go, ponie­waż nie chcie­li się skon­fron­to­wać z Jego spra­wie­dli­wo­ścią i szcze­rą miło­ścią. On każ­de­mu jasno mówił praw­dę i poka­zy­wał, co powi­nien zmie­nić. Z tego powo­du był znie­na­wi­dzo­ny przez wie­lu, a w koń­cu zabi­ty. Dzi­siaj rów­nież wie­lu odrzu­ca Jego oraz praw­dę, któ­rą głosił.

„Gdy­by Bóg był waszym ojcem, to i Mnie byście miło­wa­li. (…) A ponie­waż Ja mówię praw­dę, dla­te­go mi nie wie­rzy­cie.” (Jan 8,42a.45)

…wła­śnie z tego powo­du Go odrzucono

Życie Jezu­sa uświa­da­mia, że praw­dzi­wa i szcze­ra miłość nie­ko­niecz­nie jest postrze­ga­na jako atrak­cyj­na i fascy­nu­ją­ca (przez tych, któ­rzy szu­ka­ją wła­snej przy­jem­no­ści) i nie muszą jej towa­rzy­szyć inten­syw­ne pozy­tyw­ne uczu­cia. Nie­ste­ty nie­rzad­ko miłość Boga roz­mi­ja się z upodo­ba­nia­mi ludzi i dla­te­go nie da się nią pomóc każ­de­mu ani pozy­skać dla niej wszyst­kich ludzi.

Miłość Jezu­sa w peł­ni ucie­le­śnia się jedy­nie w Kościele

„I spo­glą­da­jąc na sie­dzą­cych doko­ła Nie­go rzekł: Oto moja mat­ka i moi bra­cia. Bo kto peł­ni wolę Bożą, ten Mi jest bra­tem, sio­strą i mat­ką.” (Mk 3,34–35)

Gdy ludzie mówią „nie” miło­ści, oddzie­la­ją się od Boga i od sie­bie nawza­jem. Ci, któ­rzy odrzu­ca­ją Bożą miłość, nie mogą kochać innych w wol­no­ści od siebie.

Tyl­ko ci, któ­rych pra­gnie­niem jest kochać Źró­dło miło­ści i z nie­go czer­pać, będą chcie­li i będą w sta­nie darzyć sie­bie nawza­jem Jego miłością.

W praw­dzi­wym, biblij­nym Koście­le każ­dy żyje miło­ścią Boga, każ­dy słu­ży pozo­sta­łym całym swo­im życiem i przyj­mu­je służ­bę pozo­sta­łych. To wza­jem­na miłość ich łączy a nie ludz­ka hie­rar­chia czy ramy orga­ni­za­cji. Kie­dy miłość zięb­nie, Kościół ule­ga roz­pa­do­wi. Gdy chrze­ści­ja­nie miłu­ją się nawza­jem, Kościół rośnie i dojrzewa.

„To jest moje przy­ka­za­nie, aby­ście się wza­jem­nie miło­wa­li, tak jak Ja was umi­ło­wa­łem. Nikt nie ma więk­szej miło­ści od tej, gdy ktoś życie swo­je odda­je za przy­ja­ciół swo­ich. Wy jeste­ście przy­ja­ciół­mi moimi, jeże­li czy­ni­cie to, co wam przy­ka­zu­ję.” (Jan 15,12–14)

Ci, któ­rzy napraw­dę kocha­ją Jezu­sa, pra­gną dzie­lić życie ze sobą nawza­jem. To jest nauka i prak­ty­ka, któ­ra sta­no­wi sed­no całe­go Nowe­go Testamentu.

„Przy­ka­za­nie nowe daję wam, aby­ście się wza­jem­nie miło­wa­li tak, jak Ja was umi­ło­wa­łem; żeby­ście i wy tak się miło­wa­li wza­jem­nie. Po tym wszy­scy pozna­ją, żeście ucznia­mi moimi, jeśli będzie­cie się wza­jem­nie miło­wa­li” (Jan 13,34–35)

Nie­ste­ty bar­dzo trud­no jest dzi­siaj zna­leźć ludzi, któ­rzy chcą to wcie­lać w życie. Indy­wi­du­alizm, ego­izm i posta­wa kon­su­menc­ka kwit­ną w naszym „reli­gij­nym” świe­cie. Jed­nak jeśli ludzie nie dzie­lą życia w opar­ciu o Bożą miłość, zaświad­cza­ją przez to, że nie są Jego uczniami.

„Jeśli­by ktoś mówił: Miłu­ję Boga, a bra­ta swe­go nie­na­wi­dził, jest kłam­cą, albo­wiem kto nie miłu­je bra­ta swe­go, któ­re­go widzi, nie może miło­wać Boga, któ­re­go nie widzi. Takie zaś mamy od Nie­go przy­ka­za­nie, aby ten, kto miłu­je Boga, miło­wał też i bra­ta swe­go.” (1 Jana 4,20–21)

Miłość to przy­ka­za­nie. Zachę­ca nas ono i napa­wa nadzie­ją, że da się naśla­do­wać Jezu­sa i żyć w miło­ści rów­nież dzi­siaj. Nie przy­ka­zał­by nam tak kochać, gdy­by nie było to dla każ­de­go czło­wie­ka moż­li­we. Sami z sie­bie nie jeste­śmy do tego zdol­ni, ale z Jego pomo­cą jeste­śmy — może­my wypeł­nić jedy­ny rze­czy­wi­sty sens życia i odna­leźć jedy­ną miłość, któ­ra daje wypeł­nie­nie. Po to zosta­li­śmy stwo­rze­ni. Bez niej życie jest puste i bez sensu.

„Jeden duch i jed­no ser­ce oży­wia­ły wszyst­kich wie­rzą­cych. żaden nie nazy­wał swo­im tego, co posia­dał, ale wszyst­ko mie­li wspól­ne.” (Dz 4,32)

W Dzie­jach Apo­stol­skich opi­sa­ny jest przy­kład pierw­szych chrze­ści­jan. Darzy­li sie­bie nawza­jem miło­ścią tak bar­dzo, że było dla nich czymś natu­ral­nym dzie­lić ze sobą nawza­jem całe życie, tak­że to, co posia­da­li. Nauczy­li się tej miło­ści od Jezu­sa i apo­sto­łów. Codzien­nie spo­ty­ka­li się po domach, żeby trosz­czyć się nawza­jem o swo­je życie duchowe.

To jest miłość, jaką muszą mieć chrze­ści­ja­nie. Tyl­ko w taki spo­sób mogą rze­czy­wi­ście być świa­tłem dla świa­ta, poka­zy­wać że Jezus uwal­nia nas od grze­chu, że dzia­ła w nas z mocą, któ­rej świat (rów­nież ten „reli­gij­ny” świat i tak zwa­ne „kościo­ły”) nie zna i nie może podrobić.

„Dzie­ci, nie miłuj­my sło­wem i języ­kiem, ale czy­nem i praw­dą! Po tym pozna­my, że jeste­śmy z praw­dy…” (1 Jana 3,18–19a)

Czy Ty też szu­kasz jedy­ne­go rze­czy­wi­ste­go celu życia?
Czy żyjesz tą miłością?

Chcie­li­by­śmy móc podzie­lić się nią tak­że z Tobą! Jeże­li masz jakieś myśli czy pyta­nia zwią­za­ne z tym czy z inny­mi tema­ta­mi, któ­re znaj­du­ją się na naszej stro­nie, napisz do nas.


Przypisy

  1. Bla­ise Pas­cal, „Myśli“, przekł. T. Boy-Żeleń­ski, PAX, War­sza­wa 1996, nr 832


Bla­ise Pas­cal, „Myśli“, przekł. T. Boy-Żeleń­ski, PAX, War­sza­wa 1996, nr 832