O cierpieniu człowieka i miłości Bożej

- czyli „dlaczego Bóg do tego dopuścił?” - problem Teodycei

Wielu ludzi ogarnia przerażenie, kiedy słyszą wiadomości o cierpieniu i bólu, wywołanymi przez choroby, żywioły, kataklizmy czy zło innych ludzi. Jak Bóg mógł do czegoś takiego dopuścić? Jeżeli Bóg istnieje i jeżeli jest rzeczywiście Bogiem miłości, to dlaczego nie interweniuje? Czemu nie zapobiega przynajmniej cierpieniu niewinnych ludzi? Takie i podobne pytania pojawiają się ciągle w tym kontekście i nie są one wcale proste. Także wierzących w Biblii zajmowały podobne kwestie.
Chociaż jest to trudny temat, chcielibyśmy podzielić się tu naszymi przemyśleniami o nim. Mamy nadzieję, że będą one pomocne w lepszym zrozumieniu cierpienia i zła na świecie. Mają one też być wskazówką w znalezieniu właściwego obejścia się z cierpieniem i wzmocnić wiarę w naszego pełnego miłości Stwórcę.

Zanim przejdziemy do konkretnych myśli dotyczących przyczyn cierpienia oraz pytania, dlaczego Bóg do niego dopuszcza, chcemy zastanowić się nad tym, jak Bóg na nie patrzy.

1. Jak Jezus obchodził się z cierpieniem innych ludzi?

Wszechmogący Bóg stał się w Jezusie człowiekiem. Tak więc w Jezusie możemy widzieć jaką postawę Bóg przyjmuje wobec ludzkiego cierpienia. Bóg nie spowodował cierpienia, ani też nie jest wobec niego obojętny.  Jezus pokazał nam, że Bóg bardzo chce nam pomagać i nieść nas przez wszystkie trudne sytuacje. Chcielibyśmy przytoczyć kilka przykładów opisanych w Nowym Testamencie.

„Wkrótce potem udał się do pewnego miasta, zwanego Nain; a szli z Nim Jego uczniowie i tłum wielki. Gdy zbliżył się do bramy miejskiej, właśnie wynoszono umarłego – jedynego syna matki, a ta była wdową. Towarzyszył jej spory tłum z miasta. Na jej widok Pan użalił się nad nią i rzekł do niej: «Nie płacz!» Potem przystąpił, dotknął się mar – a ci, którzy je nieśli, stanęli – i rzekł: «Młodzieńcze, tobie mówię wstań!» Zmarły usiadł i zaczął mówić; i oddał go jego matce.  A wszystkich ogarnął strach; wielbili Boga i mówili: «Wielki prorok powstał wśród nas, i Bóg łaskawie nawiedził lud swój».” (Łk 7,11-16)

Kobieta, której jedyny syn umarł, znajdowała się w tamtych czasach w bardzo trudnej sytuacji. Bezdzietna wdowa była nie tylko samotna, ale także całkowicie zdana na jałmużnę. Była bez środków do życia i często nie miała nikogo, kto troszczyłby się o jej prawa. Wraz ze śmiercią syna, straciła ona prawdopodobnie jedyne oparcie w życiu. Jezus współczuł rozpaczającej matce, podszedł do niej i powiedział: Nie płacz! Pomógł jej, ponieważ jej współczuł, jej sytuacja poruszyła go.

Innym przykładem jest ślepy żebrak Bartymeusz. Z pomocą Jezusa jego życie zmieniło się całkowicie.

„Tak przyszli do Jerycha. Gdy wraz z uczniami i sporym tłumem wychodził z Jerycha, niewidomy żebrak, Bartymeusz, syn Tymeusza, siedział przy drodze. Ten słysząc, że to jest Jezus z Nazaretu, zaczął wołać: «Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!» Wielu nastawało na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: «Synu Dawida, ulituj się nade mną!» Jezus przystanął i rzekł: «Zawołajcie go!» I przywołali niewidomego, mówiąc mu: «Bądź dobrej myśli, wstań, woła cię». On zrzucił z siebie płaszcz, zerwał się i przyszedł do Jezusa. A Jezus przemówił do niego: «Co chcesz, abym ci uczynił?» Powiedział Mu niewidomy: «Rabbuni, żebym przejrzał». Jezus mu rzekł: «Idź, twoja wiara cię uzdrowiła». Natychmiast przejrzał i szedł za Nim drogą.” (Mk 10,46-52)

Dla ślepego, jeżeli nie pochodził on z bogatej rodziny, proszenie o jałmużnę było jedynym sposobem na przetrwanie. Jest całkowicie zrozumiałe, że Bartymeusz, kiedy usłyszał, że Jezus jest w pobliżu, zaczął z całych sił wołać o pomoc. Słyszał już o Jezusie i wierzył, że jest On posłanym przez Boga Zbawicielem, który może mu pomóc. I Jezus nie odmówił mu swojej pomocy.

Miłość Jezusa wobec poszukujących i głodnych jest też bardzo widoczna na przykładzie tego wydarzenia:

„A On rzekł do nich: «Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco!». Tak wielu bowiem przychodziło i odchodziło, że nawet na posiłek nie mieli czasu.  Odpłynęli więc łodzią na miejsce pustynne, osobno. Lecz widziano ich odpływających. Wielu zauważyło to i zbiegli się tam pieszo ze wszystkich miast, a nawet ich uprzedzili.  Gdy Jezus wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi, byli bowiem jak owce nie mające pasterza. I zaczął ich nauczać. A gdy pora była już późna, przystąpili do Niego uczniowie i rzekli: «Miejsce jest puste, a pora już późna. Odpraw ich! Niech idą do okolicznych osiedli i wsi, a kupią sobie coś do jedzenia». Lecz On im odpowiedział: «Wy dajcie im jeść!» Rzekli Mu: «Mamy pójść i za dwieście denarów kupić chleba, żeby im dać jeść?» On ich spytał: «Ile macie chlebów? Idźcie,  obaczcie!» Gdy się upewnili, rzekli: «Pięć i dwie ryby». Wtedy polecił im wszystkim usiąść gromadami na zielonej trawie. I rozłożyli się, gromada przy gromadzie, po stu i po pięćdziesięciu. A wziąwszy pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo, połamał chleby i dawał uczniom, by kładli przed nimi; także dwie ryby rozdzielił między wszystkich. Jedli wszyscy do sytości.” (Mk 6,31-42)

W tych, jak i w wielu innych sytuacjach, Jezus sprawił cud. Wielu ludzi pragnie, aby także dzisiaj, ktoś w cudowny sposób zainterweniował i rozwiązał ich problemy. Jezusowi chodziło jednak o coś dużo więcej niż, żeby poprzez cuda zaradzić troskom i cierpieniom ludzi. Kiedy był na ziemi, chciał nam pokazać, że Bóg kocha każdego człowieka i stoi u boku każdego cierpiącego. Postępowanie Jezusa jest wyrazem Bożego miłosierdzia i troski o ludzi w ich potrzebach i utrapieniach. Przy tym celem Bożej miłości nie jest przede wszystkim zaspokojenie głodu i uwolnienie od choroby, ponieważ największą potrzebą ludzi jest coś innego…

2. Jeżeli Bóg stworzył wszystko dobrze…

Biblia uczy, że Bóg stworzył człowieka i dał mu do zamieszkania na ziemi raj. Raj jest nie tylko symbolem nieskażonej przyrody, pokoju i zdrowia, ale przede wszystkim harmonii pomiędzy Bogiem i Jego stworzeniem, Jego miłości, ochrony, Jego opieki i dobroci wobec człowieka. Wyraża także szczerą i opartą na wzajemnej miłości relację między ludźmi, których postępowanie wobec siebie nawzajem ukształtowane jest przez charakter ich Stwórcy.

Wyrazem Bożej miłości jest to, że podarował człowiekowi sumienie. Ten „wewnętrzny głos Boży” powinien wspierać człowieka w jego postępowaniu, tak, aby kierował się miłością i w ten sposób trwał w pokoju z Bogiem i innymi ludźmi.

Życie w raju miało być przygotowaniem do wiecznej wspólnoty z Bogiem, do której każdy człowiek na końcu swojego pobytu na ziemi miał „przejść”. Wieczne życie z Bogiem jest rzeczywistym celem naszego istnienia. Do tego człowiek był i jest przeznaczony.

3. …to skąd wzięło się cierpienie?

Tak długo jak człowiek ufał Bogu, Bóg mógł go ochraniać i troszczyć się o niego. Dopiero kiedy pierwsi ludzie odwrócili się od Boga, pojawiły się śmierć i cierpienie. Biblia opisuje to w historii upadku pierwszych ludzi (1 Mojż.3). Pomimo że człowiek nie doświadczał w raju żadnego braku ani troski, zapragnął uniezależnić się od Boga i nie podporządkowywać Mu się już więcej. Chciał sam decydować o tym, co jest dla niego dobre, a co złe, co powinien robić, a czego się wystrzegać i w ten sposób utracił stan raju.

W ten sposób zniszczona została harmonia pomiędzy Bogiem a ludźmi, ale też w relacjach międzyludzkich. Opisuje to historia o zabiciu Abla przez jego brata, Kaina (1 Mojż 4,1-16). Cierpienie, które pojawiło się na świecie jako konsekwencja grzechu, zaczęło rozprzestrzeniać się wraz z ludzkością. Dotyczy to także cierpienia spowodowanego chorobą. W kolejnych akapitach chcemy się tym dokładniej zająć, a także podzielić się naszymi myślami na temat żywiołów natury, które mogą stanowić zagrożenie dla człowieka.

4. Cierpienie spowodowane przez ludzi

Odkąd człowiek stracił udział w raju, próbuje on szukać szczęścia niezależnie od Boga. Większość stara się je znaleźć w dobrobycie materialnym, życiu rodzinnym, albo w relacjach, to znaczy w akceptacji i byciu uznanym przez innych ludzi. Przy tym człowiek często podejmuje decyzje, nie troszcząc się rzeczywiście o to, jaki wpływ jego postępowanie ma na otoczenie. Główną rolę odgrywa szukanie własnej korzyści, bezpieczeństwa i „dobrych” uczuć. Ta błędna droga prowadzi do coraz większej destrukcji człowieka i otaczającego go świata. Pośrednio lub bezpośrednio, wszyscy odczuwają negatywne tego konsekwencje; są one tak samo realne jak i grzech.

W Biblii widzimy, jak Bóg bezustannie przestrzega ludzi, żeby nie grzeszyli, aby nie byli obojętni na Boże wartości i Jego wolę. Grzech jest zawsze sprzeczny z miłością i nieodwołalnie pociąga za sobą cierpienie. To wyraża się nie dopiero poprzez wojny, akty przemocy i przestępczość. W codziennym życiu jesteśmy stale konfrontowani z jego skutkami. Tam, gdzie ludzie nie kochają Boga, takie wartości jak: miłość, pokora, czystość, szczerość, bezinteresowna służba, sprawiedliwość… często niestety niewiele znaczą. Zamiast tego człowiek chce być wielki i ważny, chce coś osiągnąć, panować nad innymi i zaspokoić własne pożądania. Wokół wiele jest konkurencji, pychy i zazdrości, nieszczerości, obłudy, egoizmu i ambicji. To one są często powodem cierpienia. Ten, kto nie spełnia oczekiwań otoczenia, czuje się niedowartościowany, niekochany, nie na miejscu. Ludzie próbują rozpaczliwie zdobyć uznanie innych. Jeśli zawiodą oczekiwania innych, zostają bez miłosierdzia odrzuceni i popadają w zwątpienie albo depresję.

Odnośnie globalnej niesprawiedliwości społecznej, wielu ludziom jest wprawdzie w jakimś stopniu świadome, że bogactwo wysoko rozwiniętych krajów jest w bardzo dużym stopniu odpowiedzialne za ubóstwo biednych krajów. Ale ilu ludzi jest rzeczywiście gotowych coś zmienić w swoim stylu życia i zadowolić się tym, czego rzeczywiście potrzebują? Jak wielu ludzi ogląda w mediach filmy dokumentalne o niesprawiedliwości i nędzy na świecie, potrząsa głową zadając sobie pytanie: jak Bóg mógł do czegoś takiego dopuścić, ale nie przychodzi im na myśl, żeby podzielić się tym, co mają…

Na przykład jest powszechnie wiadome, w jakich katastrofalnych warunkach pracują szwacze i szwaczki w Azji i że wielu pracowników tamtejszych fabryk straciło życie albo zdolność do pracy w wyniku pożarów i innych wypadków przy pracy. Dzieje się tak dlatego, ponieważ wielkim koncernom nie zależy zbytnio na bezpieczeństwie i dobrym samopoczuciu ich pracowników. Pomimo to, wiele osób nie chce zrezygnować z kupowania wciąż nowych, tanich ubrań (chociaż szafa z ubraniami jest już pełna), żeby być na czasie z nowym trendem mody. Każdy, kto tak postępuje, jest także współodpowiedzialny za wyzyskiwanie innych dla osiągnięcia niesprawiedliwego zysku.

A jaką postawę ma do tego Bóg? On nie robi porządku z naszym kontem bankowy wbrew naszej woli, żeby rozdać nasze pieniądze ubogim. On nie zmusza nas do czynienia dobra, ale dał nam poczucie odpowiedzialności i sumienie, które pokazuje nam, co powinniśmy czynić i wzywa nas do postępowania zgodnie z miłością i dobrowolnego zwrócenia się do tych, którzy są w potrzebie. Wymuszone dobre czyny nie są rzeczywiście dobre i nie mają (nie tylko w Bożych oczach) żadnej wartości. Bóg chce, żebyśmy byli rzeczywiście dobrymi i odpowiedzialnymi ludźmi, którzy są gorliwi w miłości bliźniego i nie zamykają się na cierpienie innych.

5. Cierpienie spowodowane przez choroby

„Zdrowie jest najwyższym dobrem!“- takie i podobne wypowiedzi słyszy się często z ust ludzi dotkniętych różnymi chorobami. Ciężka choroba jest na pewno trudnym rozdziałem w życiu człowieka, szczególnie jeśli wiąże się z dotkliwym bólem i jest nieuleczalna. I staje się to jeszcze trudniejsze do zniesienia, jeśli człowiek zostaje w takiej sytuacji sam, kiedy krewni i przyjaciele odsuwają się od niego, ponieważ nie mają nic, czym mogliby pocieszyć potrzebującego, gdyż wiedzą, że wszelkie dodawanie otuchy: „Wszystko będzie znowu dobrze…“ to tylko puste słowa.

Choroby, w ogólnym zarysie, rozumiemy jako dalszą konsekwencję upadku w grzech, a więc tego, że ludzkość w swojej historii bez Boga wybrała wiele błędnych dróg i straciła przez to Bożą ochronę. Bóg stworzył ludzi jako wielką, globalną wspólnotę, w której każdy człowiek miał doświadczać Bożej ochrony, ale też troski ze strony innych. Tam, gdzie tego  brakuje, ma to oczywiście negatywne skutki, przede wszystkim dla tych, którzy są w jakiś sposób słabsi niż inni, ale niekoniecznie winni.

Grzech zniszczył bardzo wiele, nie tylko w naszym środowisku i zewnętrznych warunkach życia, ale przede wszystkim w tym, co dotyczy wewnętrznego życia człowieka, jego duszy i ciała. Ciężkie choroby należą również do cierpienia wywołanego przez nieposłuszeństwo człowieka. Istnieją choroby związane bezpośrednio ze stylem życia dotkniętej nią osoby. Tutaj pytanie, dlaczego Bóg do tego dopuścił, jest nie na miejscu. Jednak także ludzi, którzy temu nie zawinili może dotknąć choroba.

Biblia opowiada nam o człowieku imieniem Hiob. Był on sprawiedliwy, ale ciężko zachorował i nie rozumiał przyczyn swojego cierpienia. Po ciężkiej wewnętrznej walce zrozumiał, że my, ludzie jesteśmy zbyt ograniczeni, aby zrozumieć i ogarnąć bieg rzeczy. Brakuje nam perspektywy, którą tylko Bóg posiada. Hiob mówi:

„O rzeczach wzniosłych mówiłem. To zbyt cudowne. Ja nie rozumiem. Posłuchaj, proszę. Pozwól mi mówić! Chcę spytać. Racz odpowiedzieć!” (Hiob 42,3b-4)

To poznanie pomogło mu już więcej nie narzekać, ale znaleźć pociechę w zaufaniu, że Bóg trzyma wszystko w swoich rękach, że może Mu się całkiem zawierzyć i że pewnego dnia ujrzy swojego Zbawiciela, który jest sprawiedliwy i który zaprowadzi sprawiedliwość (Hiob 19,25).

Też dzisiaj dla ciężko chorego człowieka nie byłoby pomocą poprzestać na pytaniu o przyczynę jego cierpienia. O wiele ważniejszym jest starać się zrozumieć, czego powinienem się uczyć z mojego cierpienia i dokąd Bóg chce mnie tą drogą poprowadzić. Ten głęboki sens osobistego cierpienia można rozpoznać tylko poprzez szczere zwrócenie się do Boga.

Dlatego tak ważne jest stanąć w Bożym świetle: Czy jest mi świadome, że moje życie jest drogocennym darem? Jak ważny jest dla mnie Dawca Życia? Jak bardzo Go szukam? Czy podziękowałem Mu za moje życie i czy pytałem Go, jak mogę wyrazić Mu moją wdzięczność? Czy też oczekuję raczej, że będę mógł cieszyć się długim, zdrowym, pozbawionym większych problemów życiem…?

Zdrowie jest wielkim dobrem, ale nie najwyższym. Choroba może uczynić człowieka bardzo dojrzałym. Może nam uświadomić, jak kruche i przemijalne jest nasze ziemskie istnienie. Poprzez chorobę możemy uczyć się współczucia i miłosierdzia wobec bliźnich. Może nas ona prowadzić do tego, żeby szukać oparcia w Bogu, a nie opierać się na własnej sile i osiągnięciach. Poprzez chorobę możemy się też uczyć, że nasza wartość nie zależy od naszej produktywności, bo Bóg kocha nas niezależnie od tego, czy jesteśmy zdrowi czy chorzy, i stworzył nas do wiecznego życia we wspólnocie z Nim. Zaproszenie do życia wiecznego skierowane jest do wszystkich – także choroba może być pomocą w zrozumieniu, że jest ono celem naszego istnienia i że powinniśmy szukać drogi, która do niego prowadzi. Życie wieczne jest źródłem nadziei dla wszystkich wierzących i daje też ono siłę potrzebną do niesienia cierpienia.

„Nie chcemy, bracia, waszego trwania w niewiedzy co do tych, którzy umierają, abyście się nie smucili jak wszyscy ci, którzy nie mają nadziei. Jeśli bowiem wierzymy, że Jezus istotnie umarł i zmartwychwstał, to również tych, którzy umarli w Jezusie, Bóg wyprowadzi wraz z Nim.” (Paweł w 1 Tesaloniczan 4, 13-14)

6. Kilka myśli odnośnie „upośledzenia”

We współczesnym świecie, w którym wydajność i sukces odgrywa coraz wiekszą rolę, wielu ludzi utożsamia upośledzenie z cierpieniem. Panuje pogląd, że życie człowieka, który ma np. zespół Downa, nie jest pełnowartościowe, gdyż taka osoba będzie zawsze zdana na pomoc innych. Prowadzi to do okrutnego wniosku, że w takim przypadku lepiej jest uśmiercić nienarodzone dziecko. Aborcja jest wtedy dopuszczalna aż do narodzin dziecka!

Obecnie w wielu krajach takich osób już się prawie nie spotyka, ponieważ poprzez badania prenatalne są one wyfiltrowywane i mało kto z nich ma szansę na przeżycie. Ale czy nie jest tak, że w rzeczywistości cierpienie osób, którym udało się przeżyć wynika z tego, że inni patrzą na nich z góry i z litością, i przez to dają im do zrozumienia, że nie są oni normalnymi ludźmi, a ich życie nie jest wartościowe i że ostatecznie byłoby lepiej, gdyby nigdy nie ujrzeli światła?!

My cieszymy się bardzo z tego, że ludzie z cielesnymi czy też psychicznymi ograniczeniami żyją pośród nas i są kochani i otaczani opieką przez ich rodziny czy otoczenie i że pomimo ich upośledzenia mogą cieszyć się życiem.

7. Cierpienie spowodowane przez katastrofy

Wielu ludzi odczuwa radość na widok pięknej przyrody, a dla wierzących jest ona ogromnym wyrazem mocy, mądrości, kreatywności i miłości Stwórcy. Z drugiej strony ziemia nie jest miejscem pozbawionym niebezpieczeństw. Co raz mają miejsce trzesięnia ziemi, wybuchy wulkanów, tsunami, susze, powodzie, wichury… Tam, gdzie te zjawiska przyrody wywierają destruktywny wpływ na ludzi i ich tryb życia, przybierają rozmiary katastrof. Rodzi to przynajmniej dwa pytania:

1) Dlaczego Bóg nie stworzył ziemi pozbawionej tych wszystkich niebezpieczeństw?

2) W jaki sposób, według Bożego planu, człowiek powinien sie z nimi obchodzić?

Być może w znalezieniu odpowiedzi na pierwsze z tych pytań pomocne będzie, żebyśmy zajęli się najpierw drugim z nich. W tym kontekście chcielibyśmy przytoczyć przykład ze Starego i Nowego Testamentu.

Najpierw fragment ze Starego Testamentu, w którym Bóg przemawiał przez Mojżesza do swojego narodu Izraela, na krótko przed wejściem do Kaananu – ziemi, którą Bóg dał im jako miejsce zamieszkania po wyjściu z niewoli egipskiej:

„Gdyż ziemia, którą idziecie posiąść, nie jest podobna do ziemi egipskiej, skąd wyszliście, a w którą posiawszy nasienie doprowadzaliście wodę jak do ogrodu warzywnego przy pomocy nóg. Ziemia, którą idziecie posiąść, jest krajem gór i dolin, pijącym wodę z deszczu niebieskiego. To ziemia, którą stale nawiedza Pan, Bóg wasz, na której spoczywają oczy Pana, Boga waszego, od początku roku aż do końca. Jeśli będziecie słuchać pilnie nakazów, które wam dziś daję, miłując Pana, Boga waszego, i służąc Mu z całego serca i z całej duszy, ześle On deszcz na waszą ziemię we właściwym czasie, jesienny jak i wiosenny, i zbierzecie wasze zboże, moszcz i oliwę. Da też trawę na polach dla waszego bydła. Będziecie mieli żywności do syta. Strzeżcie się, by serce wasze nie pozwoliło się omamić, abyście nie odeszli i nie służyli obcym bogom i nie oddawali im pokłonu, bo zapaliłby się gniew Pana na was, i zamknąłby niebo, aby nie padał deszcz, ziemia nie wydałaby plonów, …” (5 Mojż. 11,10-17)

Bóg jest miłością i szuka relacji ze swoim stworzeniem, aby okazać mu swoją dobroć. W powyżej cytowanym tekście możemy to widzieć. Bóg mówi tu do swojego narodu, że będzie go ochraniał i błogosławił mu deszczem i obfitymi plonami, jeżeli ten będzie Go kochał i chodził Jego drogami, i postępował według Jego przykazań. Ale jeśli opuszczą Boga, stracą Jego ochronę i będą musieli nieść tego konsekwencje.

W Nowym Testamencie w Dziejach Apost. 11,27-30, znajdujemy następujący krótki opis klęski głodu, która nastąpiła za Cesarza Klaudiusza (41-54 n.e):

„W tym czasie właśnie przybyli z Jerozolimy do Antiochii prorocy. Jeden z nich imieniem Agabos przepowiedział z natchnienia Ducha, że na całej ziemi nastanie wielki głód. Nastał on za Klaudiusza. Uczniowie postanowili więc, że każdy według możności pośpieszy z pomocą braciom, mieszkającym w Judei. Tak też zrobili, wysyłając [jałmużnę] starszym przez Barnabę i Szawła.”

Tutaj widzimy, jak Bóg może ostrzec przed niebezpieczeństwem tych, którzy Go słuchają i żyją z Nim w przyjaźni. Dla wierzących, którzy nie zostali dotknięci głodem, było oczywiste, żeby wesprzeć braci w ich trudnej sytuacji.  W ten sposób, poprzez miłość chrześcijan negatywne skutki klęski głodowej zostały złagodzone.

Ta klęska z czasów Klaudiusza nie jest w Biblii interpretowana jako wynik grzechów ludzi. Wspomniana jest po prostu jako fakt, tak jak faktem jest, że my, ludzie, możemy znaleźć się tutaj na ziemi w trudnych warunkach. W takich sytuacjach powinniśmy jednak zawierzyć się Bogu, a także być oparciem dla siebie nawzajem.

Bóg chce nas uczyć tego, żebyśmy rozumieli, jak obchodzić się z niebezpieczeństwami, które istnieją na ziemi i jak powinniśmy sobie w tym nawzajem pomagać, ale warunkiem tego jest, że Go o to pytamy i pozwalamy Mu, żeby nas prowadził. Patrząc z globalnej perspektywy tak niestety nie jest, ponieważ ludzie nie chcą podporządkować się Bogu. Jeśli kieruje nimi pycha i rządza władzy i gdy nie chcą zaakceptować swoich granic, odwracają sie od Boga i stają się nietrzeźwi, lekkomyślni i ślepi wobec otaczających ich niebezpieczeństw. I kiedy wielkie miasta budowane są właśnie na obszarach sejsmicznych i coraz więcej ludzi, nie zważając na zagrożenie, osiedla się w nich, ponieważ pragną kariery, sukcesu, dobrobytu…, to katastrofa jest już przez nas ludzi jakby zaprogramowana.

Gdy jakichś ludzi dotyka naturalna katastrofa, nie oznacza to jeszcze, że są bardziej winni niż inni. Takich wydarzeń nie można też z zasady interpretować jako kary od Boga. Powinniśmy je jednak widzieć jako wezwanie do odpowiedzialnego obchodzenia się z naszym życiem i przyrodą, a przede wszystkim do pojednania się z Bogiem. Ostatecznie chodzi o dużo więcej niż tylko o dobrobyt i beztroskie, spokojne życie na ziemi. Kiedyś staniemy wszyscy przed Bogiem, a wtedy zupełnie inne rzeczy będą się liczyły. Jezus pokazuje, że powinniśmy przede wszystkim  troszczyć się o nasze wieczne życie.

„Powiedział też do nich: Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości, bo nawet gdy ktoś opływa [we wszystko], życie jego nie jest zależne od jego mienia. I opowiedział im przypowieść: Pewnemu zamożnemu człowiekowi dobrze obrodziło pole. I rozważał sam w sobie: Co tu począć? Nie mam gdzie pomieścić moich zbiorów. I rzekł: Tak zrobię: zburzę moje spichlerze, a pobuduję większe i tam zgromadzę całe zboże i moje dobra. I powiem sobie: Masz wielkie zasoby dóbr, na długie lata złożone; odpoczywaj, jedz, pij i używaj! Lecz Bóg rzekł do niego: Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował? Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie, a nie jest bogaty przed Bogiem.” (Łk 12,15-21)

Biblia pokazuje nam również jasno, że Bóg troszczy się i okazuje swoją dobroć nie tylko tym, którzy Go kochają. Życiu na ziemi towarzyszą wprawdzie niebezpieczeństwa, przed którymi Bóg nie może ochronić ludzi, którzy się od Niego odwrócili, tak, jak by tego potrzebowali. Pomimo to daje On w swojej miłości wszystkim ludziom bardzo wiele dobrego, czego wielu ludzi nie jest świadomych i za co Mu też nie dziękują.

„Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych.” (Mt 5,44-45)

Może właśnie dlatego Bóg stworzył ziemię jako miejsce niepozbawione jakichkolwiek zagrożeń, żebyśmy mogli w nich doświadczać Jego ochrony i pomocy, i poprzez to byli bardziej świadomi zależności od naszego Stwórcy i nie stali się wyniośli czy pewni siebie, myśląc, że wszystko mamy pod kontrolą. To daje nam odpowiedź na nasze pierwsze pytanie.

8. Jak Jezus niósł cierpienie i jak może On nam w tym pomóc…

Przychodząc na ten świat, Jezus utożsamił się całkowicie z naszą zrujnową sytuacją. Chociaż sam pomógł wielu cierpiącym, również On na własnym ciele poniósł konsekwencje ludzkiej nienawiści. Pozwolił, żeby Go męczono, a nawet ukrzyżowano, aby w ten sposób pokazać nam, gdzie rzeczywiście leży nasz problem i co musimy zmienić.

Jezus wzywał ludzi do tego, żeby znowu postawili Boga na pierwszym miejscu w swoim życiu. Jego przesłanie i przykład życia są dla ludzi zwierciadłem ich sumienia. Mogą przez to zrozumieć, gdzie grzeszą i co oddziela ich od Boga. Przywódcy religijni znienawidzili Jezusa, ponieważ obnażał ich obłudę. Wielu innych pozostało obojętnymi i nie poszło za Jego wezwaniem nawrócenia się z grzechów. Dlatego właśnie Jezus, który nigdy nie uczynił nic złego, został niesprawiedliwie osądzony, jakby był złoczyńcą. Jak to niósł?

W nocy przed swoim ukrzyżowaniem powiedział następujące słowa do swoich uczniów:

„Oto nadchodzi godzina, a nawet już nadeszła, że się rozproszycie – każdy w swoją stronę, a Mnie zostawicie samego. Ale Ja nie jestem sam, bo Ojciec jest ze Mną. To wam powiedziałem, abyście pokój we Mnie mieli. Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat.” (Jn 16,32-33)

Dla Jezusa najważniejsze było, aby zawsze czynić wolę Ojca. Tak pozostawał w całkowitym zjednoczeniu z Bogiem. To dawało Mu siłę, żeby nieść niesprawiedliwe cierpienie bez zgorzknienia, bez nienawiści, bez buntu. Jego ziemskie życie zostało brutalnie przerwane, ale nikt nie mógł odebrać Mu wiecznego życia, wiecznej relacji z Ojcem.

Apostoł Paweł opisuje, jak on i inni chrześcijanie zostali umocnieni przez Jezusa, żeby nieść to, co trudne, nie zwątpić w cierpieniu, ale dzięki nadziei na wieczne życie zachować wewnętrzną radość:

„Przechowujemy zaś ten skarb w naczyniach glinianych, aby z Boga była owa przeogromna moc, a nie z nas. Zewsząd znosimy cierpienia, lecz nie poddajemy się zwątpieniu; żyjemy w niedostatku, lecz nie rozpaczamy; znosimy prześladowania, lecz nie czujemy się osamotnieni, obalają nas na ziemię, lecz nie giniemy. Nosimy nieustannie w ciele naszym konanie Jezusa, aby życie Jezusa objawiło się w naszym ciele. Ciągle bowiem jesteśmy wydawani na śmierć z powodu Jezusa, aby życie Jezusa objawiło się w naszym śmiertelnym ciele. Tak więc działa w nas śmierć, podczas gdy w was – życie. Cieszę się przeto owym duchem wiary, według którego napisano: Uwierzyłem, dlatego przemówiłem; my także wierzymy i dlatego mówimy, przekonani, że Ten, który wskrzesił Jezusa, z Jezusem przywróci życie także nam i stawi nas przed sobą razem z wami. Wszystko to bowiem dla was, ażeby w pełni obfitująca łaska zwiększyła chwałę Bożą przez dziękczynienie wielu. Dlatego to nie poddajemy się zwątpieniu, chociaż bowiem niszczeje nasz człowiek zewnętrzny, to jednak ten, który jest wewnątrz, odnawia się z dnia na dzień. Niewielkie bowiem utrapienia naszego obecnego czasu gotują bezmiar chwały przyszłego wieku dla nas, którzy się wpatrujemy nie w to, co widzialne, lecz w to, co niewidzialne. To bowiem, co widzialne, przemija, to zaś, co niewidzialne, trwa wiecznie.” (2Kor 4,7-18)

Nawet jeśli w niektórych sytuacjach czujemy się bezsilni wobec cierpienia, możemy mieć pewność, że Bóg wszystko wie i widzi. W wiecznej, duchowej rzeczywistości panuje sprawiedliwość, ponieważ Bóg ją ustanawia przez to, że odpłaci każdemu człowiekowi według jego uczynków. Kto ma upodobanie w niesprawiedliwości, albo pozostaje na nią obojętny, nie będzie miał żadnego udziału w radości życia wiecznego.

„I ujrzałem niebo nowe i ziemię nową, bo pierwsze niebo i pierwsza ziemia przeminęły, i morza już nie ma. I Miasto Święte – Jeruzalem Nowe ujrzałem zstępujące z nieba od Boga, przystrojone jak oblubienica zdobna w klejnoty dla swego męża. I usłyszałem donośny głos mówiący od tronu: Oto przybytek Boga z ludźmi: i zamieszka wraz z nimi, i będą oni Jego ludem, a On będzie Bogiem z nimi. I otrze z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już odtąd nie będzie. Ani żałoby, ni krzyku, ni trudu już [odtąd] nie będzie, bo pierwsze rzeczy przeminęły.” (Obj 21,1-4)

Jezus chce nam już teraz pomóc, żebyśmy mogli doświadczyć Bożej bliskości i żyć z Jego sił. Jeżeli odpowiemy z wdzięcznością na Jego miłość i pozwolimy na to, żeby On kierował naszym życiem, znajdziemy pokój, radość i nadzieję, których żadne zewnętrzne warunki nie mogą nam odebrać. Jezus mówi o tym w Mt 11,27-30:

„Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić. Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie.”

9. Podsumowanie

Bóg obdarował nas ludzi wolnością, która musi iść w parze z odpowiedzialnością. To znaczy, że z jednej strony mamy wolność dokonywania moralnych wyborów, z drugiej strony jesteśmy odpowiedzialni za konsekwencje naszych decyzji. To jest istotna różnica pomiędzy człowiekiem a resztą stworzenia. Nasza ludzka godność leży więc w tym, że możemy dobrowolnie decydować za miłością do Boga i bliźniego, za miłosierdziem, szczerością, wiernością…itd. I ponieważ wolność moralna jest bardzo głęboko wpisana w naturę człowieka, Bóg nie zabiera nam jej po prostu, jeśli ją źle wykorzystujemy przez obojętność, egoizm, brak miłosierdzia… przez to szkodząc sobie samym albo stając się powodem cierpienia dla innych ludzi. Przyczyna niezawinionego cierpienia nie leży więc po stronie Boga, ale ludzi, którzy wykorzystują swoją wolność i dobre dary wbrew zamysłowi Boga.

Wszyscy doświadczamy tego, że błędne decyzje mają złe konsekwencje. Człowiek powinien uczyć się z tego, aby być w stanie podejmować właściwe decyzje, które będą miały dobre oddziaływanie. Tak samo jest z konsekwencjami naszych grzechów. Nie możemy oczekiwać, że pozbawione miłości, egoistyczne czy obojętne postępowanie nie będzie miało żadnych negatywnych następstw. Cierpienie wywołane grzechem powinno pokazać człowiekowi, że droga bez Boga nie prowadzi do niczego dobrego. Powinien porzucić jak najszybciej tę fałszywą drogę, żeby nie powodować już wiecej cierpienia i żyć w pokoju z Bogiem i innymi ludźmi.

Często ludzie, doświadczając cierpienia, podważają istnienie albo miłość Bożą. Z drugiej strony niesprawiedliwość, a nawet przestępstwo nie są dla nich problemem, jeśli mają z tego korzyści. Przykładem tego jest aborcja. Szacuje się, że w 2008 roku dokonano na całym świecie ok. 43,8 milionów aborcji, tzn. 120 tysięcy dziennie (http://www.guttmacher.org/pubs/fb_IAW.pdf). Jest nie do pomyślenia, jak wielu ludzi zaangażowanych jest w to globalne przestępstwo. Pomimo to Bóg nie interweniuje powodując, że lekarz, który zabiera się do tego czynu, umiera na zawał serca. Bóg walczy w inny sposób o to, żeby człowiek nie grzeszył, np. poprzez wyrzuty sumienia, albo konfrontując go na różne sposoby z konsekwencjami jego grzechów i przez to skłaniając go do zastanowienia się nad jego czynami. W przypowieści Jezusa o synu marnotrawnym to postępowanie Boga wobec człowieka jest bardzo widoczne:

„Powiedział też: Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca: Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada. Podzielił więc majątek między nich. Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie. A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie i on sam zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł i przystał do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola, żeby pasł świnie. Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał. Wtedy zastanowił się i rzekł: Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę. Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mię choćby jednym z najemników. Wybrał się więc i poszedł do swojego ojca. A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem. Lecz ojciec rzekł do swoich sług: Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi! Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się. I zaczęli się bawić.” (Łk 15,11-24)

Bóg nie zmusza nas do zastanawiania się nad tymi kwestiami, ponieważ nas kocha. Zabiega On o odwzajemnienie ze strony człowieka i czeka cierpliwie, żebyśmy otworzyli się na Jego głos. Bóg pragnie mieć z nami autentyczną relację, która może zaistnieć tylko na fundamencie wolności, a nie z przymusu. W oparciu o tą relację daje On nam swoją pomoc, siłę i ochronę we wszystkich niebezpieczeństwach i życiowych trudnościach, a przede wszystkim chce nam podarować radość wiecznego życia z Nim.

***

Nie wiemy, z jakich powodów przeczytałeś to opracowanie. Czy sam doświadczyłeś cierpienia? Albo może zadawałeś sobie pytanie, skąd bierze się tak wiele zła na świecie i co możesz przeciwko temu zrobić? Cieszymy się, że w Jezusie i w Jego Słowie możemy znaleźć jasne odpowiedzi na ważne pytania. Chcemy też pomagać innym w znalezieniu Boga, który może oczyścić i przemienić serce każdego człowieka, i przez to uzdolnić nas do prawdziwej miłości. Jeżeli pragniesz poznać Boga i żyć z Nim, lub jeśli masz myśli czy pytania co do tego tekstu, napisz do nas.

Przewiń do góry ↑